Dlaczego nie dotrzymujemy postanowień noworocznych? Jak osiągnąć prawdziwe zmiany w życiu?

Zaczął się szał – podsumowania noworoczne. Zaraz będą postanowienia na kolejny rok… I tak w kółko…

Niestety praktycznie wszystkie podsumowania, jakie widzę to obrazki środkowych palców, upadki, wywroty, itd. „Czy naprawdę poprzedni rok był dla wszystkich tak wielką porażką” – zastanawiam się z niedowierzaniem. Czy po prostu teraz modne jest takie podejście do życia? Czy ta frustracja, udająca humor, to żal po niezrealizowanych, jak co roku, postanowieniach?

Schemat jest tak stary, a efektywność postanowień tak znana, że przecież nikogo nie powinno dziwić, że znów się nie udało. Więcej – Ci którym się cokolwiek udało powinni się przebadać pod kątem zdrowia mentalnego, czy przypadkiem sobie tego nie wymyślili. Bo przecież postanowienia noworoczne nigdy nie zamieniają się w czyny. A przynajmniej nie na długo…

Postanowienie to nie to samo co motywacja

palmy

Przez wiele lat, co roku dokładnie o tej samej porze, powtarzałam sobie to samo. Nie był to bynajmniej 1 stycznia, ale początek zimy. Zawsze mówiłam sobie, że niebawem wyjadę i zamieszkam w słonecznym, ciepłym miejscu. Że „jak tylko przyjdzie wiosna” zacznę działać, bo teraz to za zimno…

I co roku, zamiast działać, gdy tylko robiło się cieplej – jak szalona chciałam korzystać z każdego promienia słońca. Wydawało mi się też, że „w sumie to nie jest tak źle”. Efektem było to, że nie robiłam nic, by zmienić swoje życie. I po paru miesiącach ciepła znów stałam po kostki w śniegu, przeklinając i zarzekając się, że „w przyszłym roku wyjeżdżam. Już teraz definitywnie!”

morze

Problemem nie było to, że tego nie chciałam. Że postanowienie było nie takie jak trzeba, czy że nie miałam możliwości. Problemem było tylko i wyłącznie to, że postanowienie czegoś nie oznacza automatycznej motywacji. Postanowienia odnoszą się zawsze do naszego otoczenia – „zmienię to, czy tamto”. W moim przypadku była to zmiana miejsca zamieszkania. I taka zmiana nie jest możliwa, dopóki nie zrozumiesz, że ona zaczyna się w Tobie, a nie na zewnątrz.

Gdy w końcu uświadomiłam sobie, że prawdziwą zmianę osiągnąć mogę tylko wychodząc poza swoje wygodne życie, ucząc się czegoś nowego, będąc gotową na podjęcie ryzyka – wtedy pojawiła się motywacja. Niezwykle silna motywacja, bo napędzana ideą stania się kimś innym – niekoniecznie lepszym. Po prostu innym. Kimś, kto żyje inaczej.

Zaczęłam więc zmieniać siebie – szukając nowych rozwiązań, podejmując inne, niż dotychczas decyzje, próbując nowych rzeczy – i przede wszystkim – będąc gotową na porażki, błędy i lekcje życiowe.

Te zmiany szybko doprowadziły mnie do prostych wniosków – nie mogę zostać tu gdzie jestem. Wyjechałam, najpierw do Berlina, gdzie odkryłam nowe, wspaniałe życie, a później – gdy i ono przestało mi pasować – na Karaiby. Każdej transformacji otoczenia towarzyszyła gigantyczna zmiana w mojej osobowości. Wymagało to silnej wiary w intuicję i w swoje możliwości, które, jak się okazało, są kilkakrotnie większe, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz nas samych – niż myślimy.

Wiem czego nie chcę – i to wystarczy

wybrzeże

Wielokrotnie słyszę „Ale ja nie wiem czego ja chcę od życia”. Nie szkodzi – nie musisz tego wiedzieć. Zresztą jak niby miałbyś to wiedzieć – skoro nie spróbowałeś innego życia niż to, które prowadzisz? Wszystko co wystarczy to wiedzieć i rozumieć, czego się nie chce. Jeśli Twoje życie Ci nie pasuje – zastanów się dlaczego. I negatywne zamień na pozytywne:

  • Nie chcę ciężko pracować za grosze -> Chcę pracować bez stresu, chcę pracować mniej, zarabiać więcej, etc.
  • Nie chcę być gruba -> Chcę mieć zdrowe ciało
  • Nie chcę palić -> Chcę być wolny od papierosów i oszczędzać na nich pieniądze
  • Nie chcę cierpieć -> Chcę być szczęśliwy, itd., itp…

W ten sposób każde „nie wiem” zamienić możesz na „wiem”. A stworzenie pozytywnej konotacji z daną rzeczą sprawia, że budzi się w Tobie właśnie ta motywacja potrzebna do realizacji planów. Tylko w ten sposób masz jakiekolwiek szanse, by się zmienić. Się – siebie, a nie same rzeczy zewnętrzne. I tylko wtedy, gdy to zrobisz – może zmienić się również Twoje życie.

Akceptacja siebie to nie to, co Ci wmówiono

pomost

Nasz świat pełen jest patologii wszelkiego rodzaju. Czegoś, co w naturze nie byłoby akceptowane. Przykładowo otyłość, tak dziś popularny problem – gdybyś żył naturalnie, bez udogodnień cywilizacji – miałbyś niezwykle silną motywację, by zbudować zdrowe ciało. Bo chore ciało, np. otyłe, bardzo ograniczałoby Twoje życie. Stwarzałoby nawet silne zagrożenie tego życia.

Niestety w dzisiejszym, coraz wygodniejszym świecie, zamiast dawać ludziom motywację do szukania zdrowego życia – wmawia się im, że są „piękni takimi jakimi ich Bóg stworzył”. O ile można polemizować, czy to Bóg, czy może (świadome czy nie) – wybory żywieniowe danej osoby – nie sposób chyba zgodzić się, że takie hasła szkodzą, a nie pomagają. W USA już nikogo nie dziwi wygląd, który w Polsce określony by został jednoznacznie jako niezdrowy. Tam to „norma”. Czy chcemy więc, by otyłość stała się normą? Czy może powinniśmy takie osoby motywować by zmieniły swoje życie?

Motywacja zaczyna się tam, gdzie kończy się wygoda. Niezależnie od tego, ile osób wmówi Ci, że „jesteś piękny, taki jakim Cię Bóg stworzył” – nie będziesz się czuł dobrze w swoim ciele, jeśli nie będzie ono zdrowe. Będziesz żył w kłamstwie. Aby móc się zmienić, musisz najpierw szczerze przyznać się do problemu. Problemu ze sobą. Ze swoimi wyborami, itp.

palma

Akceptacja siebie nie powinna oznaczać „jestem jaki jestem, lubcie, kochajcie, chwalcie mnie mimo wszystko”. Akceptacja siebie powinna być przyznaniem się do swoich wad, słabości, błędów. To jest prawdziwa akceptacja siebie. Bo polega właśnie na zaakceptowaniu tego, co w nas „nie działa”. A nie udawaniu, że wszystko jest OK. Że np. ciało, które nie pozwala Ci normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem jest „piękne”. Że „palenie wcale nie jest takie niezdrowe”. Że „lęk, który paraliżuje jest normalny”, itd.

Tylko gdy zaakceptujesz swoje wady, błędy, problemy i nazwiesz je po imieniu – masz szansę spojrzeć na siebie krytycznie, ale bez nienawiści. Ze zrozumieniem. „Jestem gruby, bo nigdy nie nauczyłem się jeść zdrowo”, „Palę, bo nigdy nie chciałem słuchać, jak bardzo mi to szkodzi”, itd.

Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy popełnia błędy. I jesteśmy jednocześnie ludźmi – każdy może swoje błędy przeanalizować, zrozumieć i naprawić. Lub przynajmniej – nie popełniać ich dalej. W tym właśnie przewyższamy inne istoty na tej planecie, które w większości posługują się tylko swoim instynktem. My mamy jeszcze kwitnącą i rozwijającą się intuicję – czyli nasze emocje. I to ona pozwala nam znaleźć motywację do zmian.

„Jestem Bogiem. Uświadom to sobie. Ty też jesteś Bogiem. Tylko wyobraź to sobie”

palmy

Tak śpiewali kiedyś jacyś polscy raperzy (nie pamiętam kto, ale piosenka była przednia). I mają chłopaki rację. Każdy z nas jest Bogiem. To my tworzymy nasze życia. My o nich decydujemy. My mamy władzę. Ale tylko wtedy, gdy to sobie uświadomimy.

Jeśli czujesz, że tej władzy nie posiadasz, że nie potrafisz kontrolować siebie, swojego życia – brakuje Ci samoświadomości.  Brakuje Ci akceptacji samego siebie opisanej wyżej. I większość osób jest tym przerażona. Ideą zostania sam na sam ze sobą. Refleksją nad sobą i swoim życiem. Dlatego tak mało osób prowadzi swoje życie, a tak wiele daje się prowadzić innym. Bo boją się zajrzeć do środka.

A szkoda, bo jakkolwiek trudne czasem jest przyznanie się do swoich wad – jest ono niezbędne, by zacząć świadomie decydować o swoim życiu. Samoświadomość to coś, co można nieskończenie rozwijać – i co należy ciągle rozwijać, bo im większa – tym więcej kontroli i władzy nad naszym życiem.

Możesz zacząć od prostych ćwiczeń – posiedzieć samemu w całkowitej ciszy przez 10-15 min. Poobserwować co się z Tobą dzieje. Potem to samo przenieść w różne miejsca – obserwować swoje zachowania w tłumie, wśród znajomych, itd. Wbrew pozorom nie jest to trudne, a daje świetne spojrzenie na nasze zachowanie. I umożliwia refleksję.

Zrozumienie siebie, swoich potrzeb, lęków, itd – sprawia, że inaczej zaczynasz patrzeć na swoje możliwości i problemy. Zaczynasz dostrzegać rzeczy, które wcześniej nieświadomie omijałeś. To prowadzi do skupiania się na tym, co możesz, a nie na tym, czego nie możesz.  I niezwykle ułatwia osiąganie celów.

Żadna motywacja nie trwa wiecznie

drzewa

Nawet najbardziej zmotywowane osoby w końcu opadają z sił. Im dalszy, większy cel tym więcej energii i czasu zajmuje dojście do niego. Dlatego tak ważne jest skupienie na pojedynczych krokach i mniejszych pod-celach. Na tym, co jest realne tu i teraz.

Przykładowo – jeśli masz poważną nadwagę, to naprawdę wierzysz, że ta dieta-cud magicznie zamieni Twoje ciało w ciało modelki z obrazka w ciągu 2-3 miesięcy? To jest fizycznie niemożliwe. Stawiaj sobie realne, małe cele, zamiast fantazjować i wierzyć temu, co jest ewidentnie „zbyt piękne, by było prawdziwe”. Po co tracić na to energię?

Mniejsze i bardziej realne cele czy pod-cele nie tylko zwiększają Twoje szanse na ich osiągnięcie. Sprawiają, że szybciej możesz cieszyć się sukcesem. Jeśli, przykładowo, Twoim pierwszym celem w chudnięciu będzie sam cukrowy detoks, a za nim zmiana diety na taką, która nie powoduje problemów i głodu – pierwszy sukces możesz świętować już po 2 tygodniach.

Takie podejście nie tylko daje możliwość cieszenia się z małych kroków. Każdy mały sukces dodatkowo mobilizuje i motywuje do dalszego rozwoju i dalszych zmian. Przykładowo – eliminacja cukru i zmiana diety prowadzi do lepszego samopoczucia i większej energii – a to pozwala na dalsze poszukiwania, edukację w zakresie zdrowia, co dalej wpływa na jeszcze lepsze i bardziej świadome podejście do żywienia – co skutkuje trwałym zbiciem wagi i budowaniem ciała, które już diet nigdy potrzebować nie będzie. Tak prowadzone zmiany są trwałe i stabilne, w przeciwieństwie do wielkich „hop” – chcę już zaraz mieć ciało modelki, ale nie chcę nic zmieniać w sobie…

Każdy sukces składa się z porażek

koktajl

I na koniec – najważniejsze. Nie ma czegoś takiego jak sukces bez porażek. Nie ma takiej osoby, która zrobiła coś wielkiego i nie potknęła się przy tym ani razu. Naprawdę, zapewniam Cię, że w takim przykładzie jak powyżej – osób, które zrzuciły wagę i zbudowały zdrowe ciała – nie znajdziesz ani jednej, która choć raz nie popełniła przy tym błędu, która nie uległa swojej słabości.

To, co najbardziej odróżnia ludzi sukcesu od ludzi, którzy nie potrafią osiągnąć żadnych celów to to, jak podchodzą oni do swoich porażek. Tych wielkich i tych małych. Ci, którzy odnoszą sukces po prostu się na nie godzą i są świadomi swoich słabości. Porażkę zamieniają w lekcję życiową i akceptują jako swój błąd (to, co opisywałam wyżej). Natomiast ci, którzy się poddają traktują porażkę jako permanentną definicję siebie. „Zjadłem ciastko – jestem grubasem, który nigdy nie schudnie” – i zaczyna się lawina negatywnych wniosków na swój temat i motywacja zostaje zabita.

Jeśli planujesz kolejne postanowienia noworoczne – dobrze przemyśl to, czego faktycznie chcesz. Zastanów się, czy „tylko tego chcesz” czy też może „chcesz przejść drogę, która do tego prowadzi”. I jeśli to to drugie – to z całego serca życzę Ci nie powodzenia – ale wytrwałości, cierpliwości i wyniesienia z błędów jak najwięcej, jak najcenniejszych lekcji. Bo te błędy na pewno popełnisz.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

18 myśli nt. „Dlaczego nie dotrzymujemy postanowień noworocznych? Jak osiągnąć prawdziwe zmiany w życiu?”

  1. Od miesiąca jestem fanka Twojego bloga. Czytanie go sprawia mi autentyczną przyjemność. Kiedy pochłaniam kolejne artykuły czuję się trochę tak jakbym tam była, mieszkała, pracowała, spotykała się z ludźmi. Za oknem mam lutową szarość, więc te słoneczne fotki i Twoje wpisy czynią znośniejszą egzystencje w środku zimowej Europy. Jednocześnie żałuję, że kiedyś nie pomyślałam o zdobyciu wolnego zawodu, który pozwoliłby mi, bez strachu, przenieść się w inne miejsce.
    No cóż może kiedyś uda mi się polecieć „pod palmy” w czasie wakacji. A na razie nie oszczędzaj się w pisaniu bo czekam ( i chyba nie tylko ja) na Twoje nowe teksty.

    Polubienie

    1. Dziękuję! Już powstają następne, ale mam tyle nowości i tyle „na głowie” że lekko nie wyrabiam, jednocześnie aż boli to, że nie mogę jeszcze wszystkiego obwieścić! Ale cierpliwości. Będzie się działo!:D

      Polubienie

  2. Ja lubię myśleć od kilku lat w ten sposób: co 30 dni lub nawet co 7 można sobie robić taki ‚nowy rok’, nie ma znaczenia, że akurat kończy się grudzień i licznik się resetuje. W ciągu roku zawsze zaliczam co najmniej kilka takich ‚noworocznych motywacji’. Nie potrzeba do tego całej tej pompy sylwestrowej a jedynie myślenia skupionego na dyscyplinie i myśleniu prostolinijnym. Takie myślenie charakteryzuje się wyrzuceniem z głowy ciągłego analizowania czy mi się chce, czy też nie chce czegoś zrobić.

    Polubienie

    1. Zgadzam się 🙂 Nowy Rok to tylko symbol i tak samo jak można prezenty kupować IMHO bez okazji, tak po prostu bo chcemy tak samo powinno się traktować Nowy Rok – to jest tylko okazja, ale takich okazji ma się w roku ponad 300 – każdy dzień powinien być okazją!

      Polubienie

  3. Dziękuję Catherine Sophie za kolejny mądry artykuł. Mogłabym czytać Twój blog codziennie. Cieszę się ogromnie, że tu przypadkiem trafiłam. Przy okazji – czy zdjęcia, które tutaj zamieszczasz są Twojego autorstwa? Bardzo pozytywnie nastrajają i pomimo mrozu (dzisiaj rano -16 stopni) ogrzewają od środka. 🙂 Pozdrawiam serdecznie i dużo dobrego w Nowym Roku!

    Polubienie

    1. Hey! Dziękuję! Tak, zdecydowana większość zdjęć (w tym art. powyżej wszystkie) są mojego autorstwa, czasem korzystam przy jakiś konkretnych tematach z internetu i część „podkradam” znajomym i chłopakowi (oczywiście za ich zgodą :-).

      Słyszę, że Polskę nawiedziły mrozy – przy takich temperaturach to ja wymiękam kompletnie, choć czasem tutaj myślę o tych mroźnych porankach z takim cudownie świeżym powietrzem i chciałabym się na chwileczkę w takiej scenerii zimowej znaleźć… ale tylko na momencik 😉

      Polubienie

      1. Jak mi miło dostać wiadomość od Ciebie jeszcze tego samego dnia i to prosto z Karaibów! 🙂 Od razu mi cieplej. A swoją drogą to wczoraj przełamywałam lody z zimą i drugi raz w życiu morsowałam – było wesoło ale gdyby nie towarzystwo dopingujących kolegów pewnie bym się wyślizgała z tematu. ;p

        Polubienie

  4. A ja robię listy tego, czego chcę, za każdym razem kiedy mam na to ochotę. W tym roku zrobiłam taką też na Nowy Rok… Ale to raczej efekt potrzeby zmian tu i teraz. Bardzo lubię robić takie listy bo pomagają przy wizualizacji 🙂 Traktuje je jako cele do realizacji, zupełnie jak w przypadku codziennej listy rzeczy do zrobienia. Robię tez tzw”vision boards”… Ta zrobiona rok temu została zrealizowana w 100% 🙂

    Polubienie

  5. Od jakiegoś czasu zacząłem podglądać twojego bloga…Inspirujesz, dajesz moc i masę pozytywnej energii! 🙂 Samych wspaniałości nie tylko w Nowym Roku!

    Polubienie

  6. O ile wmawia się ludziom, że nie muszą się zmieniać, bo są idealni (jeszcze by im przeszedł konsumpcjonizm, więc lepiej nie), o tyle ciało musi być poprawiane! Wyciąć, przyszyć, zaaplikować odżywki, suplementy itd itp. I potem taki osobnik zdziwiony, że sobie w życiu nie radzi a przecież jest taaaaki zajebisty!
    Ale nie po to tym razem się odzywam. U Ciebie jeszcze grudzień, więc udanego Sylwestra, cokolwiek by to miało oznaczać, a że tutaj już mamy styczeń, to przy okazji, Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku! Łatwej realizacji wszystkich planów i celów, wielu zmian na lepsze i wszystkiego tego, co będzie Ci potrzeba, właśnie wtedy, kiedy będzie potrzeba. 🙂

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s