Jak wygrać życie?

Często słyszę pytanie „Jak Ty to robisz? Jak tego dokonałaś? Co robisz, że Ci się udało?” itd. Ciężko mi na nie odpowiadać, bo są tak ogólne, że nigdy nie wiadomo o co dokładnie chodzi pytającym.

Takie pytania wymuszają proste odpowiedzi, które w większości sytuacji po prostu nie istnieją. Bo każdy z nas jest inny i nie ma jednej ogólnej drogi do sukcesu życiowego.

Świat nie jest sprawiedliwy

raj karaiby

Jedni rodzą się bogaci, inni w całkowitej biedzie. Jedni niscy, drudzy wysocy. Jedni w tropikach, drudzy na Syberii. Świat jest okrutny, niesprawiedliwy, chaotyczny. Co do tego nie ma wątpliwości. Ale zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie świat alternatywny…

Wyobraź sobie świat, w którym każdy wygląda, zachowuje się, czuje tak samo… W którym każdy chce dokładnie tego samego i bez problemu to dostaje… Wyobraź sobie świat, w którym wszyscy są idealną kopią siebie samych, w którym nie ma absolutnie żadnej różnorodności, w którym nie trzeba się z niczym mierzyć, ani nic zdobywać… Widzisz ten świat?

To świat, w którym życie nie ma sensu. Bo sensem naszego istnienia jest szukanie swojej własnej drogi, swojego sukcesu, swojej „prawdy” na temat świata. Szukanie siebie. Ci, którzy wierzą w „gotowce” i próbują kupić sobie szczęśliwe życie i szczęśliwego siebie, prędzej czy później zauważają, że zostali oszukani. Twoje szczęście możesz odnaleźć tylko Ty. Nikt nie ma możliwości zrobić tego za Ciebie.

I myślę, że właśnie taki błąd popełniają osoby, które zadają mi pytania typu „Jak tego dokonujesz?”. Chcą wskazania gotowej drogi, najlepiej na skróty, do szczęśliwego i pełnego sukcesów życia. Nie rozumiejąc, że ja mogę co najwyżej opowiedzieć jakie decyzje i wybory doprowadziły mnie do mojego szczęścia. Nie mogę znaleźć ich szczęścia, bo nie może tego zrobić nikt inny, jak tylko oni sami. Każdy z nas jest indywidualną jednostką, z indywidualnymi wspomnieniami, doświadczeniami, przeżyciami oraz indywidualnymi marzeniami, które razem budują rdzeń naszej świadomości. Nie ma dwóch osób o takim samym umyśle. I dlatego każdy z nas jest inny.

Ale do rzeczy – co takiego robię ja, że mi się „udaje”? Odpowiedzi mogą zabrzmieć banalnie, choć są niezwykle poważne:

1. Wykorzystuję wszystkie możliwości, które mam w danej chwili

afryka

Każdy z nas ma swoje limity i ograniczenia, ale każdy ma również możliwości. Zwykle mamy tendencję do skupiania uwagi na tych pierwszych: „nie mogę jechać do USA bez wizy”, „za mało zarabiam”, „nie wyglądam dość dobrze”… Niektórzy idą jeszcze dalej: „Francuzi mają lepiej, bo nie potrzebują wiz”, „Hans ma łatwiej, bo urodził się w bogatej rodzinie”, „Rubik zrobiła karierę, bo urodziła się szczupła i piękna”, itd… 

Jakkolwiek niewiarygodnie to zabrzmi, gdzieś na tym niesprawiedliwym świecie są ludzie, którzy zazdroszczą… Tobie! Tak, Tobie! Czego?

Możliwości, które posiadasz

yoga plaża dziewczyna

Bo każdy z nas ma inne. Jedni mają więcej, inni mniej, ale każdy z nas je ma. Tyle, że zwykle ich nie dostrzegamy, bo skupiamy się na tym czego nie mamy. I różnica między mną, a tymi, którzy zastanawiają się „jak mi się udaje” polega na tym, że ja koncentruję się na tym, co mi każda sytuacja życiowa oferuje. Biorę to, co daje życie, podążam za intuicją i nie zastanawiam się czy wszystko, czego się uczę i doświadczam mi się przyda. Niektóre umiejętności okazały się kluczowe w moim życiu dopiero po 10 czy 15 latach. Nie jesteś w stanie przewidzieć tego, jak będzie wyglądać Twoje życie. Nie jesteś w stanie go w 100% zaplanować. Trzymanie się kurczowo sztywnych planów rzadko prowadzi do życiowego spełnienia, bo w toku ich realizacji ewoluujemy, a co za tym idzie – zmianom ulegają nasze potrzeby, pragnienia, marzenia.

Mimo, że żyję na Karaibach mogłabym użalać się nad tym, że np.: ciągle nie rozumiem wielu rzeczy po francusku, że nie ma tu tylu ludzi co w Berlinie, rozrywek i kursów języka… Że nie mogę iść na imprezę i wrócić sobie metrem, wybierać spośród wszystkich kuchni świata, ani setek sklepów i marek…

restauracja karaiby

Ale gdybym w ten sposób patrzała na moją obecną sytuację życiową, Życie Pod Palmami byłoby zapiskiem depresyjnych przeżyć „biednej”, smutnej Polki po drugiej stronie globu. Zamiast skupiać się na tym, czego tu nie ma (a wielu elementów życia europejskiego tu brak) – korzystam z tego co mam: z bajecznych plaż, spotkań z szalonymi podróżnikami, dzikich szlaków, lokalnych warzyw i owoców, atmosfery relaksu i spokoju, możliwości nauki egzotycznego języka, tańca, itd…

Sądzisz, że łatwo mi to mówić, bo mieszkam „w raju”? Pomyśl co by było, gdybyś jutro stracił wszystko co masz. Absolutnie wszystko. Taka perspektywa od razu otwiera oczy i kieruje Twoje myśli na to, czego by Ci brakowało. I choćby to były jakieś najprostsze rzeczy – możliwość pracy, nauki, poznawania ludzi, itp – zawsze masz wokół siebie jakieś możliwości, których wiele osób na tej Ziemi strasznie Ci zazdrości. I dopóki nie zaczniesz w pełni z nich korzystać, nie dowiesz się nigdy jak daleko możesz zajść!

Przecenianie „braków”

zachód słońca palmy

Na początku mojej przygody z Karaibami bardzo brakowało mi dwóch rzeczy: międzynarodowej społeczności mówiącej po angielsku (mój francuski na początku nie pozwalał na bezproblemowe pogawędki) oraz gry w siatkówkę. Do tego stopnia, że gdy nie mogłam tego znaleźć po prostu założyłam tu grupy: pierwsza zrzeszała wszystkich ekspatów i podróżników przebywających na wyspie, druga – amatorów siatkówki. Bardzo szybko grupy te się rozrosły i zaczęły funkcjonować bez mojego udziału i konieczności organizacji spotkań.

I co się okazało? Na spotkania „międzynarodowych” chodzę rzadziej niż raz na miesiąc, a na siatkówce nie byłam już kilkanaście razy pod rząd… Te „niezbędne mi do szczęścia” rzeczy okazały się kompletnie nieistotne w zetknięciu z nowymi możliwościami jakie dało mi życie w tym miejscu.

Dużo łatwiej jest nam wartościować to, czego nie mamy, to czego nam brakuje. To, co już mamy, często nie ma dla nas znaczenia. Dopóki tego nie stracimy lub w inny sposób nie zdamy sobie sprawy z własnych priorytetów.

Teraz albo nigdy

jacht palmy morze

Często jednak, mimo, że dostrzegamy swoje możliwości, nie wykorzystujemy ich. Bo przecież zawsze „są dostępne”. Bo „nie dziś”, bo „jutro jest lepsza pora”, bo „jestem zmęczony”, etc… Sama często padam ofiarą takiego myślenia. I wówczas bardzo pomocna staje się zasada „teraz albo nigdy”. Gdy tylko coś przekładam, szukam wymówek – szybko przypominam sobie, że jeśli nie zrobię czegoś w danym momencie, to prawdopodobnie nie zrobię tego nigdy. Mówię sobie: to jest jedyna szansa, by to zrobić. Jedyna. 

Ta zasada pozwala również wykorzystywać te najprostsze, najmniejsze elementy życia: przymusowe tkwienie w szkole przez kilka lat, w korku, czekanie na spóźnionych znajomych, na pociąg – każda sytuacja, w której czujesz się ograniczony jest tak naprawdę okazją, by coś zrobić. Wszystko zależy od tego jak na to spojrzysz. Stanie w korku czy czekanie kojarzy nam się negatywnie. Ale przecież to idealna sytuacja by np. pobyć w samotności, przeanalizować w spokoju swoje emocje, wydarzenia. Czasem to okazja do nauki (np. języka obcego), czy choćby posłuchania ulubionej muzyki i chwili relaksu.

Pomyśl: „Jestem tu, w tej ‚pułapce’. Przez najbliższe chwile nie mogę robić pewnych rzeczy – ale mogę robić inne. Jak najlepiej wykorzystać tę daną chwilę, sytuację, okoliczność?” To są pytania, które ja zawsze sobie zadaje, zamiast się zamartwiać, denerwować, stresować, itd. 

I to samo tyczy się Twojej sytuacji życiowej. Nie jesteś z niej zadowolony? Nie podoba Ci się to i tamto, ale czujesz się ograniczony, w „pułapce”? Popatrz na to z innej perspektywy – masz takie, a nie inne możliwości. Tylko takie. Tylko tu i teraz. Możesz je wykorzystać i zrobić coś, co pchnie Cię dalej na Twojej ścieżce życia, albo możesz tkwić w miejscu bez końca…

Pamiętasz klocki LEGO? Ja pamiętam tyle, że zawsze czegoś brakowało. Zawsze chciało się mieć jeszcze jakiś element… albo inny kolor… albo większą planszę… Ale koniec końców – masz tylko takie elementy, jakie dało Ci życie. Inne nie spadną nagle z nieba. Więc masz tylko dwie możliwości – użyć swojej wyobraźni i próbować budować to, co chcesz za pomocą tych elementów, które posiadasz, albo siedzieć i płakać za tymi, których nie masz, nie budując nigdy nic…

Z mojego doświadczenia, zarówno z konstrukcjami LEGO, jak i tego „życiowego” mogę Cię zapewnić, że to, co wykombinujesz i zbudujesz z dostępnych elementów będzie zawsze lepsze i ciekawsze niż „gotowce”. Bo będzie Twoje. Twoje własne. Wykreowane przez Twój umysł. I właśnie takie działanie daje prawdziwe szczęście.

2. Jestem „sobą”

biała sukienka

Takie samo podejście tyczy się Twojej osoby i Twojego ciała. Jestem wysoką blondynką o mocno kręconej fryzurze i jasnych oczach. Mimo to, pół życia spędziłam próbując być niską hiszpanką z czarnymi, grubymi, prostymi jak drut włosami i wyrazistymi rysami: farbowałam swoje niesforne loki, codziennie je prostowałam i malowałam oczy – robiłam co mogłam, żeby nie wyglądać… jak naturalna „ja”

To, czego nie mamy zawsze nas fascynuje. Kobiety z lokami marzą o prostych włosach, kobiety o prostych włosach – usiłują ukręcić sobie bujne loki. To dlatego, że zawsze to, czego nie możemy mieć wydaje się rozwiązaniem wszystkich problemów: „gdybym tylko miała proste włosy, nie musiałabym ich codziennie układać…” / „gdybym tylko miała piękne loki, nie musiałabym ich kręcić”

Próbując zmieniać na siłę swoje prawdziwe „ja” – zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne – zabierasz sobie szansę na pełne wykorzystanie swoich możliwości. Zamiast skupiać się na tym, czego nie masz, a chciałbyś mieć – zacznij patrzeć na to co masz – i na tym skupiać swoją uwagę. Dziś nadal podziwiam piękne, długowłose „hiszpańskie” urody ale, paradoksalnie, odkąd przestałam ingerować w swój wygląd – dużo lepiej czuję się we własnej skórze, a inni zaczęli strasznie interesować się moim naturalnym wyglądem…

W dzisiejszych czasach każdy chce się na siłę wyróżniać i być „jakiś”, każdy podąża za jakimś wzorcem i naśladuje jakieś trendy – do tego stopnia, że wystarczy być autentycznym, żeby wyróżniać się najbardziej. Tak na zewnątrz, jak i wewnątrz. Szczerość i autentyczność są dziś tak niespotykane, że nawet minimalna ich ilość wywołuje niezwykle pozytywne wrażenie. 

Dlaczego więc większość z nas nie jest autentyczna?

radość

Bo się boimy. Nie tylko reakcji otoczenia. Boimy się samych siebie. Czy to nie idiotyczne? Spędzić życie nie poznając nigdy swojego własnego „ja”? Nie dając sobie szansy odkrycia swoich możliwości?

Nie odnajdziesz swoich mocnych stron, swojej siły, swojej wartości jeśli nie odważysz się szczerze spojrzeć na swoje słabości i te negatywne strony. Nie zbudujesz doświadczenia życiowego, a co za tym idzie – silnej osobowości, jeśli nigdy nie wypowiesz „byłem głupi” i nie przyznasz się do swoich błędów. Nie musisz tego robić publicznie. Wystarczy, że zaczniesz być szczery sam ze sobą. Że zaczniesz traktować z szacunkiem wszystkie swoje emocje – zarówno te pozytywne jak i te negatywne.

Osoby, które „są sobą” to osoby, które żyją w zgodzie ze swoimi emocjami, rozumieją ich moc i wykorzystują je, by działać. Emocje są bowiem naszym motorem napędowym. To one inicjują działanie. Dopóki nie zaczniesz żyć z nimi w całkowitej szczerości – nigdy nie rozwiniesz swojej pewności siebie. Bo co oznacza wyrażenie „pewny siebie”? Właśnie tą pewność swoich emocji i reakcji. Tego, że dobrze Cię kierują. Że Ty (Twoja świadomość, zarządzana emocjami) jesteś dla samego siebie ważniejszy niż opinia innych i cały świat zewnętrzny. Być pewnym siebie to po prostu nie bać się swoich emocji, reakcji, nie ukrywać ich, tylko czerpać z nich informacje, szanować je (tak samo negatywne jak i pozytywne) i odpowiednio przekazywać je na zewnątrz.

3. Nie wierzę w „cuda”
Fotor_144830941709241

Jak już wspomniałam wyżej – świat jest naprawdę okrutny i niesprawiedliwy. Ale taka jest jego natura. Jako cywilizacje próbujemy sobie na siłę budować świat bezpieczny, pewny, przewidywalny. Taki, w którym nasze naturalne instynkty są zagłuszone, niepotrzebne. Najprościej widać to na przykładzie gonitwy za pieniądzem, która opanowała już większość rejonów świata. Pieniądz ma gwarantować bezpieczeństwo, spokój, szczęście. Przez życie idziemy utartymi schematami, które od żłobka uczą nas tylko jednego – jak skutecznie gonić. Gonić za tym upragnionym pieniądzem.

Ale prawie nikt nie zauważa przy tej gonitwie, że świat, w którym żyje jest jak domek z kart – niesamowicie niestabilny. Pokazują to wojny i upadki całych cywilizacji w historii. Pokazują to kryzysy finansowe. Systemy polityczne, które nie działają… Na co dzień widzimy setki dowodów na to, że ten nasz „bezpieczny” świat tak naprawdę jest ułudą.

Bezpieczeństwo i stabilność nie istnieją

katamaran jacht

Również to finansowe. Jeśli za tym gonisz, to miej świadomość, że gonisz za czymś niezwykle niestabilnym. Nawet świetna znajomość finansów i współczesnej ekonomii nie chroni przed problemami. Paradoksalnie im więcej o niej wiesz – tym słabszy się czujesz, bo widzisz, że to konstrukcja bez solidnych fundamentów, która może się w każdej chwili zawalić.

Co to oznacza dla Ciebie? Dla mnie oznaczało rzucenie wszystkiego i wyjazd na „koniec świata”. I z mojego własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że życie poza tym „cyrkiem” jest dużo piękniejsze, pełniejsze, prostsze, po prostu dużo bardziej szczęśliwe. Ale również bardziej niebezpieczne. Niebezpieczeństwo to po prostu cena, jaką płacisz za szczęśliwe życie obok natury. Ryzykowanie i sprawdzanie własnych limitów to nieodłączna część szczęśliwego życia. Nie możesz mieć samego szczęścia – to taki „package deal” – bierzesz je z ryzykiem, w pakiecie, albo nie bierzesz nic.

Nadal zbieram oszczędności i zamierzam je inwestować, ale prawdziwe bogactwo, jakie posiadam to moje doświadczenie życiowe. To, co przeżyłam, czego się nauczyłam, to, co rozumiem o świecie (na swój sposób). I to właśnie to pozwala mi „być sobą” i realizować nawet najbardziej szalone marzenia. Bo na co Ci pieniądze, jeśli nie znasz języka miejsca, w którym chcesz zamieszkać? Na co Ci nawet miliony, jeśli boisz się zrobić to, o czym marzysz? Pieniądze nie kupią osobowości, charakteru. A złudne bezpieczeństwo tylko przeszkadza w ich budowaniu.

4. Daję szansę temu, co jest „nie dla mnie”

berlin

To moja najmłodsza zasada życiowa. Przez życie idziemy zwykle myśląc, że dobrze znamy siebie. Że wiemy, co lubimy, a czego nie. Co jest dla nas dobre, a co nie. Co nas uszczęśliwia, a co nie. Ale w większości przypadków ta wizja nas samych oparta jest tym, co nam wmówiono, albo co wmówiliśmy sobie sami, a nie na prawdziwym doświadczeniu. Mamy stabilny, niezmienny obraz siebie. Często fałszywy, wykreowany na potrzeby „lajków” innych. A gdy ktoś nam go naruszy reagujemy agresją.

Człowiek to nie istota, która rodzi się z konkretnymi gustami i marzeniami

pomost

Jesteśmy organizmem, który ciągle ewoluuje. Nawet nasze geny ulegają zmianom. Na tym polega nasza ewolucja. Człowiek to istota, która potrafi dostosować się do naprawdę różnych warunków. Jesteśmy wszędzie, na całym świecie, od równika po bieguny. Latamy na księżyc. Wspinamy się w himalajskich „strefach śmierci”… Nauczyliśmy się funkcjonować w najróżniejszych środowiskach.

Twój umysł i ciało nie są niezmienne. Organizm non-stop przebudowuje wszystkie Twoje komórki. Niektóre „żyją” tylko kilka dni! Potem „umierają” i zastępują je zupełnie nowe. A umysł może zmieniać się przez całe życie, jest jak guma. Człowiek to istota świetnie dostosowana do zmian otoczenia. A jednak zwykle szalenie boi się tych zmian. Co za paradoks…

Również ja żyłam przez większość czasu w sztywnych schematach myślowych. Byłam przekonana, że uwielbiam duże miasta, że chcę takiego, a nie innego życia. Że interesuje mnie tylko taki typ ludzi, a inni mnie nudzą, itd. Ale kiedy zaczęłam, na przekór sobie, próbować rzeczy, o których byłam przekonana, że nie są dla mnie, że ich nie lubię, że mnie nie interesują – zaczęły dziać się najlepsze rzeczy w moim życiu. Postanowiłam wyprowadzić się z dużego miasta, zaczęłam próbować rzeczy, których zawsze się szalenie bałam, otaczać się zupełnie innymi ludźmi niż wcześniej i spotykać z kimś „zupełnie nie w moim typie”. Efektem tych i wielu innych podobnych decyzji są niezwykle pozytywne zmiany. Okazało się bowiem, że to, co uważałam za nudne, nieodpowiednie dla mnie – jest właśnie tym, czego potrzebowałam i co sprawia, że czuję się spełniona i szczęśliwa.

skok

Jest takie bardzo popularne powiedzenie „Nigdy nie mów nigdy”. Stwórzmy parafrazę: „Mówienie, że ‚coś jest nie dla mnie’ – jest nie dla mnie”. I cofnijmy się na chwilę do punktu pierwszego tego artykułu… Jak wiele możliwości, które masz wokoło, marginalizujesz lub odrzucasz tylko dlatego, że sądzisz, że „nie są dla Ciebie”?

Zawsze miałam wiele planów na życie i miliony pomysłów na przyszłość. Odkąd mieszkam na Karaibach, coraz mniej wiem o swojej przyszłości, bo moje stare plany i priorytety uległy „przedawnieniu”. Ale to nie zmienia mojego podejścia do życia – nadal korzystam z maksimum możliwości jakie mam, uczę się nowych rzeczy nie wiedząc, czy kiedykolwiek z nich skorzystam, jestem szczera zarówno wobec siebie jak i wobec innych i nie daję się nabrać na życiowe „gotowce”. I nadal robię rzeczy, które są „nie dla mnie”.
Ostatnio pojawiła się możliwość bardzo tanich przelotów z Karaibów do Nowego Jorku. Moją pierwszą myślą było: „To nie dla mnie. Teraz to ja już nie lubię wielkich miast i w ogóle mnie to nie interesuje”. Ale kto wie, może kiedyś powstanie „Życie Pod Drapaczami Chmur”...

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

21 myśli nt. „Jak wygrać życie?”

  1. Porażasz mądrością!Twój blog jest tym co było mi bardzo potrzebne!Tylko jak zacząć „zmiany”?jak mądrze wybierać swoje drogi?tym bardziej jak ma się poczucie, że do tej pory niewiele się udawało… A przede wszystkim jak stworzyć sobie życie, w którym nie pieniądze nim rządzą,a jednak są i dają nam wiele możliwości? Ściskam

    Polubienie

    1. Była taka anegdotka: „Panie, jak odnieść sukces?” -„Dwa słowa: dobre decyzje”. „A jak podejmować dobre decyzje?” -„jedno słowo: doświadczenie”. „A skąd wziąć doświadczenie?” – „Dwa słowa: złe decyzje”. Podsumowując – po prostu podejmuj inne decyzje, polecam Ci mojego ebooka na ten temat, myślę, że sporo wyjaśni w tej kwestii: https://zyciepodpalmami.pl/jak-odnalezc-swoj-raj-ebook-motywacyjny/

      Polubienie

  2. Absolutnie cudownie się Ciebie czyta!!! bardzo się cieszę że tu trafiłam na mnie to co piszesz działa bardzo motywująco i uspokajająco. Pomaga mi wierzyć że jak mam marzenia to mam też siłę do ich spełnienia . dziękuję dziękuję że piszesz!!!

    Polubienie

  3. „Ale kto wie, może kiedyś powstanie „Życie Pod Drapaczami Chmur”…”
    Jak to mówią, ciągnie wilka do lasu? 😀

    Wpis mocno inspirujący, jeden z najciekawszych do tej pory. 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję! NY podałam jako przykład, bo uważam, że kompletnie mnie nie interesuje (na przekór jakby temu ze większość osób chce je zobaczyć) – mnie póki co nic tam nie ciągnie, nawet śmiesznie tanim biletom za 160€ w obie strony się nie udało. Ale to nie oznacza, że „to nie jest dla mnie”. Oznacza tylko tylko że tak mi się wydaje 🙂
      I to chciałam przekazać. W Maju znów będę w Stanach i kto wie czy nie właśnie w Nowym Jorku…

      Polubienie

  4. świetny artykuł , trochę widze siebie w nim :)) a Nowy Jork…hymmm , piękny , majestatyczny, magiczny, zupełnie inny niż Karaiby 🙂 Ja po Nowym Jorku ( abylam tam tydzien relacja http://www.runthenewyork.pl ) myślę nad spokojem….ale , wszystkiego trzeba spróbować i przekonac się na wlasnej skórze! cudownie!

    Polubienie

  5. Święta prawda z tą szczerością. Jest zjawiskiem wyjątkowym. Teraz w Melbourne (tak, dotarliśmy już do Au) przy szukaniu pracy wszyscy mi dziękowali za szczerość… A ja tylko mówiłam, że szukam pracy na 6 miesięcy, czemu miałabym mówić coś innego? A pracodawcy na to: o dobrze, przynajmniej jesteś szczera. Wnioskuję z tego, że inni nie są… Jak piszę kobiecie, że idę na inną rozmowę, i potrzebuję szybko podjąć decyzję, więc chciałabym przyjść do niej na rozmowę z tym tygodniu a nie w przyszłym, to też w odpowiedzi mi piszą, tak oczywiście i bardzo dziękują za szczerość. Jak żyję czegoś takiego nie widziałam… Co się z ludźmi porobiło?

    Polubienie

    1. Mam dokładnie takie same doświadczenia – szczególnie w kontaktach biznesowych szczerość popłaca. Kombinowanie i kręcenie kończy się tragicznie, przede wszystkim dla osoby kombinującej. Pisałam o tym w dziale „praca”. Myślę, że sporą część ofert pracy, jakie w życiu otrzymałam jest związana z tym pozytywnym wrażeniem jakie robi bycie autentycznym, szczerym i konkretnym w rozmowach.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s