Dlaczego pieniądze „niszczą” ludzi i świat?

Załóżmy, że dajesz mi milion złotych z instrukcją: „zainwestuj tak, by zarobić jak najwięcej”. Wychodzę na ulicę i wybranym przechodniom daję po 10 tysięcy złotych, w zamian za świstek z napisem „Jestem winien 20 tysięcy złotych, oddam w ciągu 5 lat”. Zadowolona wracam do Ciebie i pokazuję Ci stek papierków – „zobacz, wygenerowałam 20-procentowy zysk za każdy następny rok!”. Gratulujesz mi i wypłacasz wysoką prowizję…

Tą prowizją są oczywiście te świstki „JW” („Jestem winien”). Na ich podstawie pożyczam jeszcze więcej pieniędzy i powtarzam cały proces. Dodatkowo wykupuję sobie ubezpieczenie, w razie braku spłaty długów, za które płacę oczywiście też przy pomocy świstków „JW”. Angażuję też innych pożyczających jak ja, którzy rozprzestrzeniają te działania jeszcze dalej. Wszystko się kręci, a my wypłacamy sobie gigantyczne prowizje i bonusy, jako że wartość jaką wygenerowaliśmy jest 50-krotnie większa niż oryginalna suma pieniędzy.

Aż pewnego dnia przychodzi termin spłaty pierwszego długu. I zgadnij co się dzieje? Ta osoba nie jest w stanie mi zapłacić. Inni również nie. Proszą o więcej czasu. Próbuję to przed Tobą ukryć tak długo jak się da, ale w końcu robisz się podejrzliwy. Chcesz z powrotem swój milion złotych plus odsetki – tym razem w gotówce. Próbuję więc sprzedać te świstki „JW”, ale wszyscy na rynku robią się podejrzliwy i nie chcą ich kupować. Ubezpieczyciel próbuje pokryć moje straty, ale może to zrobić tylko sprzedając świstki „JW”, którymi opłaciłam ubezpieczenie…

Wkracza rząd

pieniądze

Wykupuje moje świstki „JW”, świstki ubezpieczyciela i wszystkich innych. Ich wartość znacznie przekracza ten milion złotych, więc ja i inni pożyczający, za otrzymane pieniądze odchodzimy na emeryturę i żyjemy w dostatku. A za wykupienie naszych świstków zapłacą teraz wszyscy w formie podatków…

Tak w skrócie można by opisać to, co się działo przez ostatnią dekadę w światowych finansach. Gigantyczny transfer bogactwa do elit finansowych, zafundowany przez podatników i wszystkich, którzy znajdują się na samym dole. Dole klasycznej, przewidywalnej piramidy finansowej.

Myślę, że nawet osoby, które kompletnie nie znajdą się na finansach przeczuwają, że taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. Inwestowanie przypomina dziś grę w kasynie, a inwestorzy – hazardzistów. A sposoby władz na ograniczanie i ukrywanie kryzysu tylko go powiększają, co świetnie widać na przykładzie Grecji. Ale współczesne kryzysy finansowe nie zaczęły się wczoraj i związane są przede wszystkim z samą naturą pieniądza. Ostatnia dekada pokazała jednak, że niebawem cała ta, budowana pieczołowicie przez prawie całe stulecie piramida po prostu runie.

Cały współczesny finansowy świat zbudowany jest na odsetkach

dolary

Pieniądze biorą się z odsetek. Gdy bierzesz kredyt – dosłownie „dodrukowujesz” pieniądze, bo odsetki, które kiedyś (np. za 20 lat) spłacisz, liczone są jako wartość już istniejąca. I traktowane jak pieniądze, które można dalej pożyczać, generując jeszcze więcej takiej „cyfrowej inflacji”. Działa to dokładnie tak, jak opisałam na wstępie tego artykułu.

W normalnych warunkach kredytu udziela się na podstawie wysokiego prawdopodobieństwa, że nie tylko oddasz same pieniądze, ale jeszcze, przy ich pomocy, wygenerujesz nową wartość, np.: kupisz komputery do firmy i dzięki temu zarobisz w ciągu kilku lat na projektach dużo więcej, niż sama wartość tegoż kredytu. Gdy kupujesze coś za własne, zarobione pieniądze to transferujesz już wykonaną wartość („zarobiłem te pieniądze bo wykonałem usługę którą kupili inni”), natomiast gdy płacisz pieniędzmi z kredytu – transferujesz wartość, którą dopiero wygenerujesz („zarobię te pieniądze wykonując usługi przez następne 20 lat”).

Co to oznacza w praktyce? To, że każde pożyczone pieniądze (dług) generują potrzebę wygenerowania jeszcze większych pieniędzy. Ilość pieniędzy w formie usług i produktów (wartości, którą można sprzedać) musi stale rosnąć.

widok

I taki system działa dopóty, dopóki wzrasta ilość towarów, usług, produktów, które można spieniężyć. Bo prawdziwa wartość pieniędzy dziś, w dobie braku standardów złota, etc, wyraża się tylko i wyłącznie w formie usług i produktów. Pieniądze są tylko środkiem, ogólnie przyjętym jako forma płatności. Jeśli przypilnuję sąsiadom dziecko za darmo, nie jest to w ekonomii uznane za usługę. Nie mogę iść do sklepu i powiedzieć: „Popilnowałam dzieci przez godzinę, więc biorę za to kurę, warzywa i owoce, dzięki!”. Ale jeśli sąsiedzi mi zapłacą, mogę bez problemu przetransferować wartość mojego poświęconego na dzieci czasu na produkty w sklepie.

Podczas gdy raczej nikt nie będzie się spierał co do tego, że poświęcony czas na pilnowanie dzieci jest faktycznie jakąś wartością (usługą), o tyle inne formy „robienia” pieniędzy nie są już takie proste. Las sam w sobie nie jest w ekonomii uznawany za dobro. Ale jeśli go wytniemy, przerobimy na deski i sprzedamy – wytwarzamy produkt. Bogacimy się. Jeśli nagrasz piosenkę i ją udostępnisz za darmo – w świetle ekonomii nie wytwarzasz żadnej wartości. Ale jeśli ją sprzedasz – już tak. Dalej – jeśli weźmiemy żyjących w tradycyjny sposób Karaibczyków, uprawiających swoje ogrody, zabierzemy im ziemię, zabronimy uprawiać roślin – staną się zależni od supermarketów. Ich ziemię zamienimy potem na plantacje bananów, ananasów i melonów, a ich samych zatrudnimy w charakterze robotników na tychże – et voila! Stworzyliśmy produkty. W świetle ekonomii wzbogacamy świat!

By nasza ekonomia działała ilość pieniędzy musi ciągle rosnąć

zachód słońca

A to oznacza, że ciągle potrzebujemy nowych towarów, ziemi, zasobów do przetwarzania na produkty. Albo relacji między-ludzkich. Jeszcze nie tak dawno temu większość posiłków była przygotowywana i spożywana w domu. Dziś większość mieszkająca w dużych miastach jada na zewnątrz. Gotowanie stało się usługą, za którą płacimy. Według ekonomii jesteśmy przez to bogatsi. Ale czy przypadkiem nie chorujemy przez to, że jakość naszego jedzenia i jego przygotowywania drastycznie spadła?

To samo tyczy się wspomnianej wyżej opieki nad dziećmi. Kiedyś ograniczająca się do okazjonalnej pomocy sąsiadów, dziś stała się popularną usługą, za którą płacimy. Znów – według ekonomii to nas bogaci. Ale czy przypadkiem nasze relacje z dziećmi nie podupadły? Czy więzi rodzinne na tym nie ucierpiały? I ostatni przykład – rozrywka. Na Karaibach większość koncertów, zabaw, itp. organizowana jest lokalnie i bezpłatnie. Ludzie po prostu gromadzą się i wspólnie bawią, grają, tańczą. Ale w miastach za to samo trzeba płacić. Czasem nawet bardzo słono…

Świat się kończy. Dosłownie.

wulkan krajobraz

Kryzys, którego od niedawna doświadczamy jest przede wszystkim wynikiem wykończenia zasobów naturalnych, które można spieniężyć. Stulecia, a właściwie tysiąclecia ciągłej kreacji pieniądza sprawiły, że niewiele już pozostało rzeczy, które można jeszcze sprzedać.

Nasze lasy są zdewastowane tak, że nie daje się ich odratować… Ziemie wyjałowione i zanieczyszczone przez chemikalia… Łowiska pozbawione ryb… Zdolność Ziemi do odnowy dawno przekroczona… Nasze kulturalne bogactwo w postaci tradycyjnych historii, pieśni, ikon zostało zagrabione i opatrzone prawami autorskimi. Nie ważne co wymyślisz – ktoś już to opatentował…

A my sami zostaliśmy ograbieni z naszych podstawowych relacji i umiejętności, i wmówiono nam, że musimy je kupować. Jesteśmy uzależnieni od obcych i pieniędzy by móc płacić za coś, za co ludzie kiedyś nie płacili: pożywienie, dom, ubrania, rozrywkę, opiekę nad dziećmi, gotowanie, sprzątanie… Życie samo w sobie stało się przedmiotem, który trzeba sobie kupić…

londyn ludzie ulica

Wyprzedajemy resztki naszego naturalnego „uposażenia”: nasze zdrowie, naszą biosferę, nasz materiał genetyczny, a nawet nasze umysły. Kulminacja tego procesu zachodzi na naszych oczach. Szczególnie w rejonach „rozwiniętych”. W tych „biedniejszych” nadal obserwować można ludzi, którzy żyją w tradycyjny, naturalny sposób, gdzie natura i bogactwo społeczeństwa nie jest jeszcze na sprzedaż. To, co nazywamy dziś „globalizacją” to proces pozbawiania tych ludzi ich zasobów po to by karmić naszą zachodnią ekonomię. Ale te zasoby nie są nieskończone.

Nasza dzisiejsza ekonomia wymaga ciągłego powstawania nowych biznesów, ciągłego rozprzestrzeniania się, zawłaszczania natury, kultury i między-ludzkich relacji i sprzedawania ich za pieniądze. Ale te dobra na naszej planecie się kończą. Dlatego razem z kryzysem ekonomicznym mamy dziś kryzys ekologiczny i kryzys zdrowia. Są one ze sobą ściśle powiązane. To dlatego, że nie da się już dalej przekształcać natury w pieniądze bez stwarzania bezpośredniego zagrożenia dla naszego życia.

Ta finansowa piramida nie może dalej trwać. Jest jak pożar, który się rozprzestrzenia, konsumując wszystko co dostępne wokół. I tak jak proces spalania rozbija istniejące związki chemiczne i wytwarza energię w postaci ciepła – tak samo nasza ekonomia rozbija istniejące związki między ludźmi, naturą, kulturą i wytwarza pieniądze. Ten pożar nie może trwać wiecznie, mając ograniczone pokłady paliwa. Jest oczywistym, że ten proces musi się niebawem skończyć. Jednak jedyne rozwiązania, jakie oferują nam politycy to zaciąganie nowych kredytów, co świetnie widać na przykładzie ostatnich perypetii Grecji.

koliber

Wielki krach tego systemu jest nieunikniony i już widzimy jego początki: nieudolne próby rządów polegające na „wykupieniu” zadłużenia banków, dotowanie kredytów (np. „rodzina na swoim”), itd. To wszystko musi skończyć się porażką, bo już osiągnęliśmy limit:
  • Limit zanieczyszczeń, które nasza planeta może przyjąć, nie zmieniając drastycznie swojego kształtu. Obserwujemy coraz groźniejsze zmiany klimatyczne – w Europie od kilka lat nie ma już wiosny i jesieni – jest tylko gorące lato i nieprzewidywalna zima – zmieniły się potężne prądy morskie niosące masy powietrza.
  • Limit zdolności ludzi do wytrzymania zanikających bliskich relacji i małych społeczności. Wynikająca bezpośrednio z ich braku depresja jest dziś drugą najpopularniejszą chorobą na świecie, a samobójstwa podwoiły się w ciągu ostatnich 40 lat.
  • Limit zdolności naszych lasów do wytrzymywania masowych wycinek. Na naszych oczach pożary pochłaniają dziś gigantyczne połacie lasów tropikalnych – ostatnio w Indonezji. Coś, co kiedyś było nie do pomyślenia – lasy tropikalne to rejony silnie zawilgocone, odporne na pożary. Masowe wycinki osłabiły ekosystem do tego stopnia, że mamy wysuszone tereny, podatne na rozprzestrzeniający się łatwo ogień.
  • Limit zdolności naszych ciał do poprawnego funkcjonowania w toksycznym świecie. Przeżywamy dosłowny wybuch chorób autoimmunologicznych (w tym alergii), wszelkich form raka, itp. Po raz pierwszy w historii świata nowe pokolenie w krajach „rozwiniętych” będzie żyło krócej, niż jego rodzice.

Jesteśmy na skraju ekonomicznej przepaści, a mimo to, nadal, bezmyślnie podążamy do przodu. Pędzimy, bo wszyscy pędzą. Mimo, że nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie „dokąd?”. W takiej sytuacji załamanie rynków na światową skalę jest nieuniknione. 

Co więc robić, by się przed tym bronić?

las tropikalny

Kupować złoto? Robić zapasy puszkowanego jedzenia? Zamknąć się w fortecy z dala od cywilizacji? Walczyć z wiatrakami?

Przede wszystkim – musimy uzmysłowić sobie, że prawdziwa wartość dóbr nie zniknie wraz ze zniknięciem wartości pieniądza, tylko ulegnie zmianom. A historia pokazuje, że czasy kryzysów naturalnie zbliżają ludzi do siebie i sprzyjają tworzeniu się małych społeczności, w których wszyscy sobie nawzajem pomagają. Kiedy ludzie stracą pracę i zostaną zdani tylko na siebie – zaczną od nowa tworzyć to, co dziś korporacje i rządy tak pieczołowicie wyniszczają – naturalne, samowystarczalne struktury społeczne silnie związane z przyrodą.

Mimo to wiele osób będzie miało poważny problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, co doskonale pokazały nie tak dawne zamieszki w Europie (Grecja i Hiszpania) wśród młodych ludzi. Europa stoi dziś na skraju załamania, uzewnętrzniają się silne podziały, na naszych oczach dokonuje rewizja granic (polityka Rosji wobec Ukrainy). Ciężko przewidzieć, jak zakończą się te wydarzenia, ale jedno jest pewne – bezpieczny świat, jaki nam wykreowano, jest jedną, wielką ułudą. I zaraz go nie będzie…

Najlepszą rzeczą, jaką można dziś robić, jest według mnie inwestycja w siebie. W swój rozwój, w swoje doświadczenia, w swoje umiejętności życia w zgodzie z naturą. We wszystko to, co według „nowego stylu życia” nie jest „cool”: zdolność przetrwania bez potrzeby pieniędzy, zdolność funkcjonowania w małej społeczności.

Co sobą reprezentujesz? Co możesz od siebie dać innym? Co czyni Cię przydatnym społecznie? Gdybyś jutro obudził się z wyczyszczonym kontem, bez domu, bez gotówki, bez telefonu – czy jesteś w stanie sobie poradzić?


Artykuł inspirowany przemyśleniami Charlesa Eisensteina.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

28 myśli nt. „Dlaczego pieniądze „niszczą” ludzi i świat?”

  1. Bardzo mi się podoba opis działania pieniądza fiducjarnego. To, czym teraz się posługujemy, to w zasadzie nawet nie jest pieniądz sensu stricto. To są obligacje – zobowiązanie do wypłacenia jakiejś kwoty w prawdziwym pieniądzu. Którego nawiasem mówiąc – nie ma. Podoba mi się ostateczny wniosek. Ja również – jak Jello Biafra czekam na „ostateczny krach systemu korporacji”. Tylko czekam, czekam i doczekać się nie mogę. Stety – albo niestety – nie widzę możliwości przewidzenia kiedy to nastąpi. Podejrzewam, że stan względnej równowagi, trwać może niemal w nieskończoność. Pisałem o tym u siebie; to nie są słupki – to są wybitni specjaliści od balansowania na skraju przepaści.

    Polubienie

  2. Jeszcze taka ciekawostka z ostatnich dni, z frontu walki z klimatem:
    http://dailycaller.com/2015/11/24/report-calls-for-meat-tax-to-be-high-priority-at-paris-climate-change-conference/

    Oczywiście, prawdą jest, że przemysł hodowlany jest pokaźnym źródłem emisji dwutlenku węgla i wielu zanieczyszczeń, ale nikt nie mówi o roli dwutlenku węgla w atmosferze. A przynajmniej nikt nie mówi wszystkiego. W dolnych warstwach atmosfery CO2 faktycznie magazynuje ciepło, ale w górnych warstwach odbija promieniowanie słoneczne z kosmosu. Dwutlenek węgla jest najważniejszym stabilizatorem temperatury na Ziemi.
    Opodatkowują jednak każdą gałąź gospodarki emitującą ten gaz z tylko jednego powodu – ludzie są na tyle ogłupieni, iż pozwalają się rabować, jeszcze myśląc, że w ten sposób „naprawią” klimat.
    O ile tworzenie pieniędzy z powietrza przez banki jest przenośnią, to są ludzie, którzy zarabiają gigantyczne pieniądze na opodatkowaniu tegoż…
    A świat biednieje. Biednego nie stać na prowadzenie badań nad nowymi technologiami, zatrzymuje się w rozwoju i wegetuje w sposób, który już zna.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Bardzo syntetycznie i trafnie to ujęłaś. 🙂
        Niepokoi mnie, że niektóre z tych mafii, nie dość, że są coraz bezczelniejsze, to jeszcze zapewniają sobie ochronę prawną przy całkowitej bierności społeczeństwa.

        Polubienie

  3. Zaraz, zaraz! Zaczynasz mówić, jak typowa osoba wychowana w kraju socjalistycznym: „fajna rzecz, ale tego się nie da zrobić.” 😀
    To nie pasuje do Ciebie. 😉
    Małe społeczności łatwiej przekonać. A szansą takich wysp, jak Twoja jest produkcja ekologiczna, bez nawozów sztucznych i pestycydów, herbicydów, insektycydów itp. itd.

    Czy wystarczy rozsypać glony na pola? Nie wiem, jak długo się rozkładają? Niektóre rośliny nie lubią nierozłożonej materii organicznej w glebie.

    Polubienie

    1. Oni już tak robią. Ale ci, co patrzą na kasę a nie na prawdziwe bogactwo są zawsze w większości. Były takie projekty, nawoływano i niestety nagle cisza. Polityka polityka polityka. Czasem sobie myślę, że wieszanie Ludwików to był dobry pomysł 🙂

      Polubienie

      1. Skoro to już działa, to połowa roboty jest wykonana.
        Na małej wyspie ma to większe szanse powodzenia, ponieważ strata dla przemysłu chemicznego jest niewielka. A tych sprzedajnych u władzy trzeba napiętnować, a szukać takich, którzy dostrzegą w tym potencjał. Trzeba zgrać ludzi działających na różnych frontach, żeby poszli razem. to nie Polska, więc powinno być dużo łatwiej. 😉

        P.S. Podobno to nie ludzie są problemem, ale doskonale rozumiem, że dla dobra większości, niektórych ludzi trzeba odsunąć od wpływu na los innych, a nawet przykładnie ich ukarać.

        Polubienie

        1. Niestety mentalnie jest jak w PL. Przyszła kasa z zachodu i ludzie powariowali. A jeszcze 20-30 lat temu był tu prawdziwy raj… Niestety. I tak zniszczone zostaną wszystkie raje na świecie. Ja uświadamiam, robię co mogę, ale większość ludzi po prostu nie myśli, nie ma wyobraźni, widzi kase i pędzi .

          Polubione przez 1 osoba

          1. Szkoda. Chociaż kropla drąży kamień, więc może nie będzie źle?
            A jeśli nie, to pozostaną takie maleństwa, jak na przykład, Niue… na samym końcu świata.

            Polubienie

            1. Nie pozostaną, bo syf krąży po całej ziemi. Już o tym wpsominałam. Obecnie nawet to co jeszcze 50 lat temu było niezanieczyszczonym rajem jest już zanieczyszczone… Dlatego tak gigantyczny wpływ ma nasze życie na planetę. To co robisz w jednym miejscu odbija się szerokim echem w drugim.

              Polubienie

            2. Nie ma znaczenia, że w powietrzu i wodzie znajdzie się kilka ppm zanieczyszczeń. W porównaniu z tym, co znamy, to jest nic.
              Działanie człowieka odbić się może „szerokim echem”, o ile zdolność do samooczyszczania się środowiska zostanie przekroczona. W pewnych granicach można działać „bezkarnie”, bo przyroda sobie z tym poradzi.

              Polubienie

              1. Ma, i to wielkie. Ostatnio byłam w miejscu które zachowało tradycje, gdzie ludzie żyją po 100 lat w całkowitym zdrowiu, raka leczą winem etc. Opowiadają że jeszcze 50 lat temu można było chleb sobie w słonej morskiej wodzie zamoczyć i zjeść. Że jako dzieciaki robili freediving i wycinali jakieś żyjątka i jedli je tak na surowo. Natomiast dziś nikt już by się nie odważył. Raj się powoli zamienia w bagno. Na plażach znajdziesz olej z łódek, smołę, etc… Oczywiście nie jest to jeszcze taka tragedia jak w Europejskich miastach, ale… no spora część raju została utracona… Naprawdę przykro na to patrzeć.

                Polubione przez 1 osoba

            3. Przekroczone zostały zdolności środowiska do samooczyszczania i to dlatego. W przypadku zaprzestania dewastacji, przyroda większość zanieczyszczeń wchłonie lub wkomponuje. Widziałem to wiele razy, nawet elementy metalowe „znikają”. Najgorsze są odpady organiczne, typu plastiki. A już największą głupotą, jaką można było wymyślić, są plastikowe torebki, rzekomo „biodegradowalne”. Rozsypują się one w krótkim czasie na drobny pył, ale cząsteczki polimerów nie rozłożą się przez całe wieki. Zginiemy przez wszechobecny plastikowy pył, jeśli będą dalej tak kombinować…
              To jest robione oczywiście z chęci zysku. Wmawia się ludziom, że jakaś głupota (jak energooszczędne żarówki z rtęcią) jest „eko” i narzuca się wszystkim konieczność stosowania takiego g.
              Dlatego jestem bardzo sceptyczny, kiedy słyszę o „wielkich ekologicznych projektach”, zakazach, nakazach w imię poprawy stanu środowiska, czy jeszcze śmieszniej, klimatu.
              Powinno się najpierw zastosować zasadę znaną z medycyny: „przede wszystkim nie szkodzić”.
              Paradoksem też jest, że na aktywną ochronę środowiska mogą sobie pozwolić tylko państwa bogate. Biedne musiałyby jeszcze zbiednieć, wprowadzając obostrzenia znane z zachodniej Europy. W takiej sytuacji jest, na przykład, Polska. Dla przyrody nawet dobrze, bo już prawie nie ma przemysłu. Ludzie wyjeżdżają jednak w poszukiwaniu lepszego życia. Ci, którzy przyjeżdżają na ich miejsce, niekoniecznie będą lepsi…

              Polubione przez 1 osoba

              1. Zgadzam się. Plastik ogólnie jest przyczyną większości chorób, w tym autoimmunologicznych. I jest wszechobecny, nie mamy pojęcia jak bardzo, on jest wszędzie. W tapicerkach, torbach, ciuchach,… Nie da się wręcz od niego uciec. Mamy piękne kolorowe życia – ale z plastiku…

                Polubienie

  4. „Obserwujemy coraz groźniejsze zmiany klimatyczne – w Europie od kilka lat nie ma już wiosny i jesieni – jest tylko gorące lato i nieprzewidywalna zima – zmieniły się potężne prądy morskie niosące masy powietrza.”
    Europa leży w strefie klimatu umiarkowanego, a w takim klimacie wszystkie te zjawiska są normalne. I nie zgodzę się, że już nie ma jesieni. W tym roku mamy do czynienia z klasyczną jesienią. Było ciepło, teraz mamy listopadowe słoty, a niedługo zrobi się zimno i może spadnie śnieg. Nie różni się to niczym od pogody, jaką obserwowano w połowie zeszłego wieku.
    Gorące ostatnie lato było następstwem zmiany cyrkulacji powietrza na kontynentalną. Jeżeli w zimie też będzie wiało ze wschodu, to czeka nas tu ciężka zima.

    Krach tego systemu oczywiście nastąpi. Świat, który obecnie istnieje zakończy się wojną. Zwycięzcy długów nie spłacają…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Poczytaj o prądach morskich – to one są odpowiedzialne za pogodę na naszym globie. Na Karaibach widać zmiany dużo silniej. Prądy morskie na obu oceanach zmieniły się DRASTYCZNIE w ciągu ostatnich 10-20 lat. Mówią to wszyscy mieszkańcy, to już nie jest tylko gdybanie naukowców – to są potwierdzone naocznie potężne zmiany klimatu. W grudniu temperatura na Gwadelupie powinna wynosić ok 20st., jest 24. Pora deszczowa uległa kompletnej transformacji. Mamy dużo większe różnice między latem a zimą. Wszystko dlatego że masy powietrza, ciepłego i zimnego, które były kiedyś niesione przez te potężne prądy morskie dziś są za słabe…

      Polubienie

      1. Prądy morskie na pogodę mają duży wpływ blisko wybrzeży. W głębi kontynentu ruch mas powietrza jest mniejszy. Dzięki Golfsztromowi, w Polsce mamy łagodne zimy w ostatnich latach.
        To się cały czas zmienia, nawet z roku na rok i niestety ten prąd słabnie. Ale to pogoda.
        Natomiast na klimat największy wpływ ma SŁOŃCE i ruch oceanu. I to też się cały czas zmienia.
        Nie ma na świecie człowieka, który by to ogarniał, bo jest to sprawa zbyt skomplikowana. Żaden model teoretyczny się nie sprawdza. Jedno w tej kwestii jest pewne: zmiany były, są i będą.
        Natomiast straszenie zmianami klimatu jest szkodliwe dla zdrowia i zniechęca do dbania o środowisko. Zniechęca dlatego, że za kilka lat okaże się (zresztą cały czas się okazuje), iż zmiany nie są takie, jak się mówiło i nie da się dłużej tego ukrywać. W latach siedemdziesiątych straszono ochłodzeniem klimatu, a od lat dziewięćdziesiątych straszy ociepleniem. Przyczyna jest ta sama – zanieczyszczenie środowiska powodowane przez człowieka. Co ciekawe, klimat zarówno się ochładzał, jak i ocieplał w tym czasie, a zanieczyszczenie środowiska rośnie cały czas. Powiązanie jednego z drugim jest wątpliwe. Al Gore straszył, że ocean podniesie się o 6 metrów… po czym kupił dom nad samym brzegiem oceanu. Takie straszenie i wiązanie tego z działalnością człowieka jest przeciwskuteczne.

        Jeszcze kilka zdań odnośnie Golfsztromu. Podobno ostatnie zlodowacenie spowodowane było zatrzymaniem tego prądu w okolicach Kanady. Ponoć lodowce ruszyły w ciągu pół roku.
        Jeżeli teraz stanie się podobnie, to zimna strefa klimatyczna przesunie się na południe, więc kiedyś ochłodzi się i na Karaibach.
        Golfsztrom niesie powietrze na północ. Na południe zimne powietrze spływa poprzez kontynent. Zeszłej zimy było to dobrze widać na Florydzie, gdzie spłynęło powietrze spod bieguna.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Ja myślę że musisz zobaczyć co robią te „niewinne” zanieczyszczenia z naszą Ziemią żeby zrozumieć skalę problemu. NIE MA JUŻ czystych miejsc na Ziemi. Po prostu nie ma. Nawet na Karaibach woda, ziemia, są skażone… Większość ludzi jednak w swojej próżności nie ogarania podstawowych praw Ziemi bo i jak, skoro żyje z dala od natury, brudne powietrze uważa za normalne, etc. Tego trzeba doświadczyć by to zrozumieć…

          Polubienie

          1. A ja z tym nie polemizuję.
            Krytycznie odnoszę się do łączenia zmian klimatu z zanieczyszczeniami. To jest błąd strategiczny, ponieważ klimat zmienia się stale, a zanieczyszczeń jest coraz więcej. Tyle.

            No i jeszcze jedna ciekawostka. Ta sama przyczyna, czyli słabnięcie Golfsztromu, powoduje w różnych miejscach różne skutki, przynajmniej początkowo. Jeżeli jednak naprawdę prąd zatokowy zaniknie, to czeka nas w przyszłości znaczące ochłodzenie klimatu. Lepiej widoczne na północy, co oczywiste.

            Polubione przez 1 osoba

            1. Podam Ci przykład sargasse: Brazylia od ok 10 lat rozwija się gigantycznie szybko – od około dekady obserwowane są coraz silniejsze zmiany na Karaibach. Brazylia ma problemy z wodami – są zanieczyszczone już tak że zagrażają ludziom – to wszystko płynie na Atlantyk. Glony rozwijają się w ciągu kilku lat do katastrofalnych rozmiarów – po czym zalewają całe Karaiby i Meksyk. Końca nie widać. Media milczą. Politycy milczą. Władze ukrywają problem. Dlaczego? Ano dlatego, że jest on silnie związany z masową produkcją w Brazylii, na której żyje Europa i świat zachodni, skupując tanio… W końcu przemawiają naukowcy i specjaliści. To jest bezpośredni efekt wylewania ton zanieczyszczeń do oceanu. Które potem robią nam „kuku”. Ale mówię – to widać dopiero jak pomieszkasz obok natury. W mieście z założenia żyjesz już w takim syfie, że tona glonów nie zrobiłaby różnicy.

              Polubienie

            2. Nie mógłbym mieszkać w mieście. Mieszkam na peryferiach pomiędzy dwoma miastami i widzę doskonale antropopresję wywieraną na środowisko. Długo już tu nie wytrzymam, bo to nie dla mnie.
              Dobrze, że poruszyłaś temat glonów, bo jest ciekawy.
              Sargasse nie żywią się byle czym. Potrzebują substancji odżywczych, które znajdują w ściekach bytowych oraz czerpią z wypłukiwanej przez deszcze gleby spod karczowanych lasów. Dopóki to będą dostawać, będą się rozmnażać. Glony więc oczyszczają wodę ze ścieków. 🙂
              Pisałaś kiedyś, że glony wykorzystuje się jako nawóz. Czy nie przeszkadza w tym, że podczas ich rozkładu wydziela się toksyczny siarkowodór?

              Polubienie

            3. Jeżeliby to nie przeszkadzało, to „wystarczy” znaleźć szybki i skuteczny sposób zbierania glonów i przetwarzać je na kompost dla miejscowych plantacji.
              Liczenie bowiem na to, że Brazylia przestanie się rozwijać gospodarczo, jest nieracjonalne. Za duży kraj, za dużo ludzi, zbyt łagodny klimat.

              Jeszcze w kwestii zniszczenia przyrody. U siebie obserwuję z pewnym zdziwieniem, że wystarczy zostawić jakiś fragment ziemi samemu sobie i życie tam wraca. Kilka lat temu czasem przejeżdżałem nad rzeką, która była tak zanieczyszczona, że aż śmierdziało, a ciecz była koloru brudno szarego. Nie było mnie tam może z 7 lat i kilka tygodni temu widziałem, jak się wszystko zmieniło! Woda czysta, pełna różnych roślin…
              Nawet jeśli glony zniszczą wody przybrzeżne wysp karaibskich, to kiedy przestaną one nadpływać, życie powróci i to szybciej, niż może się wydawać. Co wcale nie oznacza, że taka kolej rzeczy mi odpowiada, ale wiem, iż przyroda sobie poradzi.

              Na moment jeszcze wrócę do nieszczęsnego powiązania zmian klimatu z działalnością człowieka. Afrykańczycy zwietrzyli szansę i twierdzą, że to Europa jest odpowiedzialna i powinna płacić:
              http://www.zimbabwesituation.com/news/zimsit_w_mnangagwa-blames-west-for-climate-change-dailynews-live/

              OK. Tylko z czego ta Europa zapłaci? Będzie musiała coś wyprodukować w tych fabrykach, które „zmieniają klimat”, rozkręcić zapotrzebowanie na towary i sprzedać. Kółko się zamknie… 😉

              Polubione przez 1 osoba

              1. To jest polityka. Przecież umowy z firmami są na dziesięciolecia. Nawóz ludziom z małych rpodukcji nie jest potrzebny – produkują tradycyjnie. Tam gdzie jets dużą produkcja i można by tego użyć – tam są kontrajkty opłacone na 10 lat wprzód. Dlatego nawet jak masz badania ze pestycydy powoduja raka to się to zatwierdza i każe używać bo ktoś dostaje w łapę (polityk) za taki kontrakt np. z Monsanto. Tak działa dziś świat. Ludzie nie mają o tym nawet pojęcia. W dodatku ostatecnzie jest to rozwiązanie dużo droższe niż wlaśńie np. przerobienie sargasse (wystarczy je tak naprawdę wziać i wysypać na pola, voila! Ale rolnictwo jest dziś w łapach gangsterów, to jest jedna wielka światowa mafia.

                Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s