Jak żyć, aby być szczęśliwym? Adekwatnie do swoich potrzeb

Jest taka anegdotka – jak chcesz wiedzieć, czy masz do czynienia z dobrym architektem to daj mu do zaprojektowani toaletę albo kuchnię. Może wydawać się śmieszna, ale jest jak najbardziej poważna i prawdziwa.

Kiedy moi rodzice projektowali swój dom, popełnili poważny błąd. Pomimo moich krytycznych uwag, uparli się na wielką kuchnię i łazienkę. Dziś tego żałują. Nawet bardzo. A i mnie wkurza robienie maratonu przy byle jajecznicy gdy ich odwiedzam…

Chciałabym zabrzmieć mądrze i sypnąć nazwiskami i datami z rękawa, ale ponieważ jestem bardzo kiepskim pod tym względem architektem, mogę powiedzieć tylko tyle:

Bardzo znany ktoś, zaprojektował w bardzo ważnym roku na początku zeszłego wieku bardzo sławną kuchnię.

kuchnia

Nazywała się „Kuchnia Frankfurcka” więc domniemam, że miało to miejsce we Frankfurcie. Ale tak naprawdę to bez znaczenia. W ogóle wszystkie te informacje są bez znaczenia. I dlatego ich nie pamiętam.

To co ma tu znaczenie, to fakt, że ta „idealna” kuchnia miała… powierzchnię niecałych 7 metrów kwadratowych. Więcej – tą kuchnię kupują za grube pieniądze i projektują ludzie do dzisiaj. Znani i bogaci. Modni. Nowocześni. Można by rzec, że Kuchnia Frankfurcka stała się architektoniczną celebrytką. I dała początek wielu przełomowym zmianom na świecie, z których do dziś czerpiemy (np. w formie fenomenalnej IKEI).

Ale do rzeczy – dlaczego w ogóle o tym mówię? Dlatego, że na przykładzie tej głupiej kuchni chce wytłumaczyć co to znaczy dobrze skrojone życie. Życie dopasowane do naszych potrzeb. Życie, które nie jest ani za duże, ani za małe. Które leży jak ulał. Po prostu takie „idealne dla nas”.

Więcej nie znaczy lepiej

Paradoksalnie, im większa kuchnia, tym mniej funkcjonalna. Jest pewien limit, po przekroczeniu którego kuchnia przestaje być praktyczna, jak i pewne schematy, bez których najprostsza praca w niej staje się katorgą.

kuchnia

Powyżej widzisz przykład źle skrojonej kuchni. Jest przepastna, mimo, że ma „tylko” 10 m2. Jej układ sprawia, że by wykonać najprostszą rzecz musisz ciągle się przemieszczać z jednego końca na drugi. Jest duża i ładna, ale nie jest w ogóle praktyczna.

kuchniaKolejny przykład kuchni to typ „w ciągu”, o bardzo małej powierzchni, ale dużo bardziej funkcjonalnej niż pierwsza. Czynności kuchenne wykonywane są według stałego schematu (lodówka -> mycie -> przygotowanie -> obróbka cieplna) – i tutaj ciąg urządzeń jest do tego dostosowany, ułatwiając pracę.kuchniaJeszcze lepiej jeśli powierzchnię kuchni zredukujemy o kolejny metr kwadratowy, uzyskując malutkie, ale niezwykle funkcjonalne pomieszczenie. Ilość ruchów jest to ograniczona do minimum (wystarczy się odwrócić by mieć dostęp do rzeczy naprzeciwko) – co sprawia, że praca staje się przyjemnością. Tego typu kuchnie uważane są za najwygodniejsze na świecie.

Jak widać na powyższym przykładzie „więcej” wcale nie oznacza „lepiej”. Kuchnia nie musi, a nawet nie powinna być duża. Powinna być po prostu odpowiednio zaprojektowana. Analogicznie Twoje życie nie musi być „wielkie”, z przepastnym domem, kilkoma samochodami, ogromną karierą, itd. Takie życie wcale nie jest praktyczne, a funkcjonowanie w nim niekoniecznie wygodne.

Mniej nie oznacza więcej

kuchnia

„Less is More” („Mniej znaczy Więcej”) to jedno z najpopularniejszych haseł we współczesnej architekturze. Mnie nigdy nie przekonało (ani hasło, ani związane z nim projekty) – bo to kolejna bezsensowna radykalizacja. To samo co „Więcej znaczy lepiej” tyle że w drugą stronę.

Jakbyśmy tą kuchnię (jezu, znów ta kuchnia) zaczęli zmniejszać i redukować ilość urządzeń – w końcu stanie się tak samo, jeśli nie bardziej niepraktyczna jak ta wielka. Duch „Mniej znaczy Więcej” prześladuje nas do dziś w postaci np. niezwykle niewygodnych „bezklamkowych” szafek i urządzeń kuchennych (wiem, ciągle o tej kuchni), i tym podobnych „udziwnień”. Czyściutkie, puste, idealnie proste, „zimne” pomieszczenia minimalistyczne pięknie wyglądają na zdjęciach, ale czy na pewno są to wygodne i przyjemne miejsca do życia?

Nasze życie jest jak ta nieszczęsna kuchnia, o której chyba będę wspominać w każdym paragrafie tego postu. Jeśli nie zaprojektujesz go zgodnie z Twoimi potrzebami – nie będzie praktyczne i będzie Cię ograniczać. Powinniśmy dążyć do życia skrojonego na nasz rozmiar – ze wszystkim, co najważniejsze i najczęściej używane „pod ręką”.

Co to oznacza w praktyce?

Bynajmniej to, by stawiać sobie lodówkę koło komputera i oszczędzić czas na szukanie przekąsek gdy oglądasz YouTube’a. Chodzi o to, by tak poustawiać elementy swojego życia, by było ono dla Ciebie praktyczne. Na przykład przeprowadzić się bliżej pracy i uzyskać w ten sposób dodatkowe 1-3 godziny dziennie. Mieszkając w Berlinie do mojej przedostatniej pracy dojeżdżałam codziennie ponad 50 minut. Razem było to prawie 2 godziny dziennie „stracone” na podróże. Dziś mieszkam… 5 minut od mojego biura. Pozwala mi to zupełnie inaczej żyć i funkcjonować. Gdybym miała znów gdzieś dojeżdżać przez tyle czasu dziennie, szczególnie samochodem – nie zastanawiałabym się ani chwili tylko przeprowadziłabym się.

Gigantyczną wagę przykłada się dziś do mieszkania. Ludzie zapożyczają się na całe życie, byle tylko mieć swoje nowoczesne, wymarzone cztery kąty. O ile jeszcze mogę to zrozumieć u osób w starszym wieku czy na emeryturze – nie rozumiem tego kompletnie wśród młodych. To jest tylko mieszkanie. Jest ich cała masa. Mieszkać da się naprawdę wszędzie. Stracone 2 godziny w korkach dziennie to ponad 8 dni mniej czasu rocznie! Ponad tydzień!

Idźmy dalej – praca, płaca i oszczędności, którym poświęciłam już cały artykuł. Denerwuje Cię praca, ale czujesz się „uwiązany”. Bez comiesięcznych zarobków przeżyjesz… No właśnie ile? Policz, na ile wystarczą Ci oszczędności…

plaża

A teraz zastanów się na ile, jeśli obniżysz swoje koszty życia o połowę? Czy na pewno potrzebujesz tych wszystkich abonamentów, zakupów, aut, etc? Redukując swoje potrzeby do minimum – robisz miejsce w swoim życiu na większą wolność i swobodę działania. Jeśli bez pracy, na oszczędnościach jesteś w stanie przeżyć 1-2 miesięcy nie daje to dobrych perspektyw i siły by np. rzucić wykańczającą psychicznie pracę. Ale świadomość, że ograniczając swoje potrzeby przeżyjesz bez problemu 4 miesiące – to już dużo większy komfort i motywacja, nieprawdaż?

Gdy mieszkałam w Berlinie, poznałam wiele obcokrajowców pracujących dla firmy Bayer. Tego typu korporacje nie bez powodu starają się kontrolować każdy ważny aspekt życia swoich pracowników. Moi znajomi mieli piękne, wielkie apartamenty w centrum, za które firma dopłacała ponad połowę. Służbowe auta, których mogli używać jak prywatnych. Darmowe siłownie, restauracje, itp. rozrywki w miejscu pracy. Ich życie było całkowicie zależne od firmy. Gdy ich poznałam wydawało mi się, że są szczęściarzami. Ale szybko okazało się, że za luksusy płacą bardzo wysoką cenę – stres i ciężka praca do wieczora, częste nadgodziny i wyjazdy służbowe, przez które wiecznie niedosypiali… Każda z kilkunastu poznanych przeze mnie osób nienawidziła swojej pracy. I każda, bez wyjątku, czuła się bezradna.

kajdanki

Nic dziwnego. Rozstanie z firmą było dla nich nie tylko stratą pracy, ale też mieszkania, auta i wszelkich rozrywek. Mimo to 50% naszych rozmów dotyczyła ich planów na porzucenie tej wykańczającej roboty i podążanie za marzeniami. „Jak tylko…” – powtarzali. Z tych kilkunastu osób tylko jedna uwolniła się ze szponów „korpo-życia”. Leslie jest w moim wieku. Sześć miesięcy temu rzuciła pracę, wyprowadziła się ze swojego mieszkania na kredyt, które wynajęła i przeniosła się do miejsca, o którym zawsze marzyła – we francuskie Alpy. Oszczędności przeznaczyła na kurs by zostać instruktorką jogi i dziś rozpoczyna swoją przygodę w zupełnie nowej roli i zupełnie nowym otoczeniu. „Nigdy nie byłam szczęśliwsza” – mówi. Patrzę na nią z podziwem. To nie jest ta sama osoba, którą znałam w Berlinie. Jest piękniejsza, zachwycająca i niesamowicie inspirująca. O zmianach mówiła od zawsze ale dopiero gdy usiadła, policzyła ile może oszczędzić i odważyła się podjąć działania – jej życie nagle stało się bajką. Przyznam się, że w wielu kwestiach zazdroszczę jej dziś tego jak żyje! Reszta znajomych brnie dalej w „Bayer-anckie” życie, uzależniając się coraz bardziej, psychicznie i fizycznie, od tej korporacji.

Ograniczając swoje życiowe potrzeby i świadomie redukując swoje życie do odpowiedniej wielkości otwierasz sobie drzwi na nowe możliwości. Niekoniecznie musi to być nawet wielka zmiana życiowa. Może to być przecież tylko (i jednocześnie „aż”) wywalczenie braku nadgodzin i spędzanie dzięki temu więcej czasu z dziećmi.

Zasada 20/80

zachód słońca

Tzw. „Zasada Pareta”, która działa nie tylko w ekonomii. Według niej 20% danych rzeczy związanych jest z 80% rezultatów. Najprostszym przykładem jest to, że w większości firm konkretne 20% klientów odpowiada za 80% zysków. W życiu – np. 20% Twoich ubrań nosisz przez 80% czasu. 20% znanych Ci osób stwarza 80% Twoich problemów w życiu. I tak dalej.

Według tej zasady zawsze konkretne 20% elementów odpowiedzialne jest za przeważającą większość efektów. Mądre korzystanie z niej bardzo ułatwia życie. Wystarczy namierzyć nasze 20-procentowe elementy, a potem skupić się na nich, osiągając jeszcze lepsze niż dotychczas wyniki. Lub wyeliminować tę małą cześć elementów, a tym samym większość problemów.

To może oznaczać tak prozaiczne rzeczy jak redukcja garderoby, ale również tak poważne jak np. eliminacja tylko kilku osób w naszym życiu, które stwarzają nam 80% wszystkich problemów i trosk. Sekret polega na wyszukiwaniu takich elementów. Co u Ciebie stanowi te „20%” w pracy, życiu, relacjach?

Jakość codzienności

radość

Dziś, pomimo, że zarabiam największe w swoim życiu pieniądze, żyję najoszczędniej. „Nie stać mnie” na ciuszki, kosmetyki i inne zbytki. Bo wiem, ile pieniędzy konsumuje taki styl życia.

Kupuję tylko porządne, trwałe rzeczy. Niekoniecznie drogie. Klasyczne, ponadczasowe ubrania. Na Karaibach docenia się jakość i naturalność materiałów. Ostatnio w Polsce kupiłam sobie sweter ze 100% wełny za… 30 zł. I zrozumiałam, dlaczego całe życie było mi tak zimno – nosiłam na sobie 3 swetry, ale marzłam, nawet w ogrzewanych pomieszczeniach, bo swetry były z akrylu lub poliestru. Materiału, który co najwyżej „wygląda” ale w ogóle nie grzeje!

Kolejnym ważnym aspektem jest kupowanie tylko takich rzeczy, które do siebie (i Ciebie) pasują. Eliminuje to potrzebę i chęć zmian i problemy z organizacją. Szczególnie odnosi się to do pań, które w swoich garderobach często mają 10 różnych styli, na milion różnych okazji, a potem spędzają kilka godzin próbując dopasować jeden do drugiego, zawsze z tą samą konkluzją: „Nie mam się w co ubrać…”

Osobiście trzymam moją garderobę w takim porządku stylowo-kolorowym, że jeśli na ślepo wyjmę z niej kilka rzeczy to wszystkie, bez wyjątku, świetnie do siebie pasują. Stosuję same beże, biel, szarość i granat z akcentami: miętowo-turkusowym lub różowym. Niesamowicie ułatwia to zarówno życie codzienne, jak i podróżowanie. 

ciuchy mięta

To samo tyczy się wszystkich innych rzeczy, jakimi się otaczam – mają być: Praktyczne, Ponadczasowe i Pasujące (do mnie i do siebie nawzajem) – nazwijmy to „Zasadą trzech ‚P'”. Gdy stawiasz na jakość i stosujesz tą zasadę, ilość Twoich rzeczy zostaje w naturalny sposób mocno ograniczona. Pozostaje Ci tylko to, czego faktycznie potrzebujesz i czego faktycznie używasz. Eliminuje to całą masę codziennych problemów.

Kupuję, więc jestem

Ale jeśli posiadanie „wielkiego” życia, pełnego dóbr materialnych nie jest dla nas dobre, to dlaczego wszyscy tak za tym gonią?

Ostatnio od znajomej w Polsce słyszałam, że w jej otoczeniu panuje jakaś zaraza – absolutnie wszyscy, z którymi rozmawia fascynują się ideą posiadania ciśnieniowego ekspresu do kawy. Za, bagatela, 3 tysiące złotych…

Domyślam się, że to na fali jakiejś potężnej reklamy z wytwornie sączącym espresso Antonim, tudzież innym Dżourgem. Bo nie wyobrażam sobie, że taka ilość osób naraz świadomie kupuje na raty ekspres do kawy za wartość przekraczającą średnie zarobki Polaków. Podczas gdy dokładnie taki sam ekspres, choć już bez głowy Antonio czy Dżourga na opakowaniu, kosztuje 10 razy mniej…

Na temat urządzania sobie mieszkania, zamiast urządzania życia już pisałam. Żyjemy w świecie, w którym mamy już wszystko. Absolutnie wszystko, czego potrzebujemy do życia. Toteż sprzedawcy stoją przez niemałym wyzwaniem – jak sprzedać coś komuś, kto tak naprawdę nic więcej już nie potrzebuje?

łódź
Bez tej motorówki nie będziesz sexy! Kup ją już teraz!

Odpowiedź jest oczywista – trzeba stworzyć popyt. Wrażenie, że czegoś innym potrzeba. Za pomocą manipulacji, degradacji, porównań, itp. Psychologiczne gierki w reklamach, itp. są dobrze widoczne dla kogoś, kto zna choć podstawy psychologii. Jednak na przeciętnego człowieka działają. I to bardzo silnie. Zauważy to każdy, kto choć na kilka tygodni rozstanie się z telewizorem, kolorowymi gazetami i radiem.

Reklama sprawia, że przestajemy postrzegać siebie samych takimi, jakimi faktycznie jesteśmy. Tworzy iluzję istnienia innej, równoległej rzeczywistości, wyidealizowanego świata, w którym rządzą inne prawa. Jeśli oddziałuje na Ciebie wystarczająco długo – zaczniesz postrzegać siebie poprzez pryzmat posiadanych rzeczy. To jaki jesteś, to kim jesteś zacznie definiować to co jesz, w co się ubierasz, czym jeździsz, czym się otaczasz… Prowadzi to do degradacji osobowości – przestaje liczyć się człowiek, jego charakter, prawdziwe potrzeby, a zaczynają dominować rzeczy materialne, status.

Dlatego przypisujemy rzeczom materialnym wartość: „z takim autem będę nowocześniejszy”, „w tej sukience będę wyglądać bogato”, „z tym ekspresem do kawy będę szczęśliwy o poranku”, itd… W dłuższym okresie czasu reklama wyniszcza psychicznie, bo wyidealizowany świat nie istnieje i okazuje się, że nawet zgromadzenie wszystkich „potrzebnych” przedmiotów nie zmienia tak naprawdę jakości Twojego życia.

Jak więc nie ulegać wpływom dzisiejszego świata konsumpcyjnego? Jak kreować życie oryginalne, dopasowane do nas?

sława kariera pieniądze

Żeby w ogóle się do tego zabrać trzeba najpierw poznać samego siebie. Nie znam na to prostszego sposobu niż maksymalna redukcja mediów (telewizor, radio, gazety, etc) i przebywanie jak najwięcej samemu ze sobą (np. zamieszkanie samemu, samotna podróż, czy chociażby samotna wycieczka do restauracji). Wiele osób jest przerażonych taką wizją, twierdząc, że „zanudzą się na śmierć”. Paradoksalnie im bardziej wydaje Ci się to niemożliwe, tym bardziej tego potrzebujesz.

Trudno jest zatrzymać się w tym szalonym świecie i spojrzeć na siebie ze spokojem i akceptacją. Zewsząd bombardowani jesteśmy informacjami i „ideałami”, do których należy dążyć. Nieświadomie podejmujemy (często szalone i zupełnie pozbawione sensu) decyzje życiowe na podstawie tego, co nas otacza (jak np. ten głupi ekspres do kawy za 3 tyś zł, „bo wszyscy teraz taki mają”).

Gdyby Kartezjusz żył w naszych czasach, prawiłby „kupuję, więc jestem”, a nie „myślę, więc jestem”

kartezjusz na zakupach

Żeby mieć szansę odnaleźć swoje prawdziwe potrzeby musisz, przynajmniej na chwilę, odciąć się od takiego świata. Zabrać sobie możliwość dystrakcji, spojrzeć na siebie takiego, jakim faktycznie jesteś i wsłuchać się we własne emocje, również te negatywne. Za dążeniem do kolekcjonowania dóbr materialnych, posiadania sławy, itp. kryją się bowiem proste wewnętrzne potrzeby: bezpieczeństwo, akceptacja, itd. 

Aby życie było pełne i szczęśliwe nie musi być wielkie, bogate, ani idealnie piękne. Takie życie zwykle przytłacza swoją miarą. I jest niepraktyczne. Twoje życie musi być stworzone przez Ciebie, Twoje decyzje, Twoje działania i Twoje marzenia. Nie innych. A gdy się rozwijasz i Twoja osobowość rośnie – Twoje życie staje się dla Ciebie za ciasne. Jeśli zbytnio ogranicza Twoje ruchy – czas na nowe. Lub może po prostu bardziej elastyczne?

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

16 myśli nt. „Jak żyć, aby być szczęśliwym? Adekwatnie do swoich potrzeb”

  1. A mogłabyś opisać dokładnie swoją garderobę? Mam ten problem, że mam ubrania, które do siebie nie pasują. Będę wdzięczna za wskazówki.

    Lubię to

  2. jeszcze tylko dodam piekne slowa kogos niewiem kogo „Bycie w zgodzie z wlasnymi wartosciami wymaga czasami stania samotnie. Uczciwosc wobec siebie jest warta wiecej niz akceptacja tlumu i trzymanie sie cudzych klamstw”

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się! Z tym że to tylko iluzja, zawsze znajdzie się pełno podobnie myślących ludzi! Na chwilę może zostaniesz sama ale zaraz pojawią się ci, do których docierają takie wartości.

      Lubię to

  3. Bardzo motywujacy tekst czasem zyjac mam wrazenie ze juz wszyscy biora udzial jak to ja nazywam w wyscigu szczurow. A najgorszcze jest to ze pomimo wielkich wartosci ktore posiadamy ten bieg za materia gdzies tam nawet nas potrafi porwac i czasem trzeba sie ocknac zeby przestac brac w nim udzial, i wtedy ma sie wyrzuty sumienia ze na chwile bylismy tacy jak oni. To jest okropne i przykre a zwlaszcza wtedy kiedy degradacja osobowosci dotyka bliska wieloletnia przyjaciolke. W US gdzie mieszkam od 11 lat polacy sa okropni maja wieksze mozliwosci finansowe i zdatnosc kredytowa kupuja wszystko zeby sie dowartosciowac zeby dorownac innym. Byc mala dla swiata ale wielka dla siebie pieknie powiedziane. Zycze wszystkim skromnych pokornych przyjaciol ciesze sie ze moj maz jest totalnie antymaterialny mam tez nadzieje ze taka bedzie nasza coreczka. pozdrawiam

    Lubię to

  4. Duzo tematow jak na jeden artykul ale wszystko poswiecone zyciu xd wole male kuchnie :p a wyksztalcenie w marketingu przestrzega mnie przed dziwnymi trendami tego swiata xd

    Lubię to

  5. Cześć. 🙂 Twojego bloga znalazłam w sposób bardzo nietypowy – robiliśmy w szkole strony internetowe i szukałam jakiegoś tekstu o Karaibach, aby pasował do cudownych zdjęć, które wcześniej umieściłam w swoim projekcie.

    Natychmiast przekonałam się, że trafiłam na prawdziwą perełkę. Chciałabym Ci podziękować za stworzenie tego bloga, za wszystkie rady, każdą chwilę, którą spędziłaś na dzielenie się z czytelnikami swoimi doświadczeniami i radami. Dopiero przeczytałam kilkanaście Twoich postów, jednak już sobie wyrobiłam opinię i polecam to miejsce znajomym. 🙂

    Dzięki Tobie mam więcej motywacji do wzięcia się za siebie, życia inaczej – chociaż mam dopiero 18 lat. Dziękuję jeszcze raz za zainspirowanie mnie. Tak bardzo się cieszę, że tu trafiłam.

    Pozdrawiam. ; )

    Lubię to

    1. Oczywiście nic z Twojego bloga nie wykorzystałam na swojej stronie internetowej – poszukiwałam tekstów o nieco innej tematyce, płytkich, prostych, reklamujących Karaiby, jak z folderu reklamowego. 🙂

      Lubię to

  6. Bardzo fajny i jaki prawdziwy tekst. Myślę, że z wiekiem dojrzewam do tego i stawiam na jakość, a nie na ilość. Mam nadzieję, że coraz większa cześć społeczeństwa do tego zmierza.

    Lubię to

  7. Rozkręcasz się. Tak trzymaj! 🙂

    Osobiście jednak wolę trochę większą kuchnię, żeby przypadkiem czegoś nie zrzucić łokciem przy obrocie. 😉

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s