Dlaczego marzenia się nie spełniają?

Odkąd skończyłam 5 lat marzyłam o tym, żeby zostać architektem. Z niecierpliwością czekałam na studia. Pracę zaczęłam bardzo wcześnie i poświęcałam jej większość swojego czasu. Moim marzeniem było zostać wielkim architektem.

Wiele razy zmieniałam miejsce pracy. W każdym coś przekraczało moje granice tolerancji: niepłacący na czas szefowie, oszukiwanie inwestorów, przymusowe nadgodziny… Aż pewnego dnia trafiła mi się „praca marzeń”. Spokojna, świetnie płatna, w idealnym zespole, w idealnym miejscu, z luźnym czasem pracy… To było coś, na co czekałam. Coś, o czym od dawna marzyłam. Ale zamiast fascynacji i spełnienia po wielu latach ciężkiej pracy czułam coś zupełnie odwrotnego…

Przypominam sobie jak szarego ranka po raz któryś z kolei wchodzę do tego biura. I zastanawiam się dlaczego, pomimo, że wszystko jest idealne, ja czuję wewnątrz jakąś kompletną pustkę… Tego nie przewidziałam. Wypalenie zawodowe nie było częścią mojego wielkiego, wspaniałego planu. Gdyby ktoś parę lat wcześniej powiedział mi „tyle gadasz jaką to byś chciała mieć pracę, a jak już ją dostaniesz to od razu ją rzucisz – zaśmiałabym się bardzo, bardzo głośno.

palmy

Zawsze miałam taką dość utrudniającą życie cechę – lubiłam wszystko kontrolować i robić po swojemu. Gdy dawano mi do zarządzania projekt i grupę ludzi, ostatecznie kończyło się tym, że to ja sama wykonywałam prawie całą pracę, będąc przekonana, że inni nie podołają, albo zrobią coś źle. W efekcie nie tylko wykonywałam prawie wszystko za innych i musiałam brać za to pełną odpowiedzialność, ale też deprecjonowałam talenty i zdolności innych.

I w taki sam sposób traktowałam swoje życie. Przekonana, że dobrze wiem, czego chcę. Nie patrząc na alternatywy, nie próbując nowych rzeczy decydowałam co „jest dla mnie”, a co nie. Nie zwracałam uwagi na to, co podsuwało mi życie, tylko trzymałam się swojej obranej ścieżki, mimo, że im dłużej nią szłam, tym bardziej stawało się oczywiste, że kierunek, który obrałam wcale mnie nie bawi. I pomimo starań i wielu lat spędzonych na realizacji marzenia o karierze architekta, w końcu musiałam przyznać, że tak naprawdę wcale tego nie chcę. Gdybym nadal podążała za swoim planem pewnie byłabym dziś bardzo sfrustrowanym architektem. I bardzo nieszczęśliwą osobą. Mimo, że spełniłoby się moje marzenie!

Życie miało dla mnie inny plan, którego swego czasu nie byłam w stanie pojąć, ze względu na moje ograniczone do bólu pole widzenia. Bo zwykle nie potrafimy dostrzec pełnego obrazu, wszystkich możliwości. A w związku z tym nie możemy tak naprawdę nigdy zaplanować najlepszej dla siebie przyszłości. 

Podejście do marzeń

HIKER

Często wierzymy, że gdyby spełniły się nasze marzenia, nasze problemy i troski by zniknęły. A tak naprawdę realizując marzenia po prostu zamienimy jedne na inne. Jasne, że być może wolelibyśmy mieć inne problemy, niż mamy obecnie. Ale realizacja marzeń tego nie gwarantuje. Zwykle nierozwiązane problemy z przeszłości powracają i to ze zdwojoną siłą.

Spełnione marzenia nie rozwiązują problemów. Rozwiązać problemy życiowe może tylko szukanie i eliminacja przyczyn. Czyli zmiany życiowe. Mój problem był dość typowy – chciałam „mieć wszystko”. I świetną, pasjonującą pracę, i życie poza nią. Dobre zarobki oraz brak związanych z nimi odpowiedzialności i stresu.

Mówiąc krótko, chciałam być architektem z karierą, ale nie chciałam poświęcać na to życia (architektura to bardzo wymagający zawód, pochłaniający cały czas wolny). Chciałam czegoś, ale nie chciałam przechodzić drogi, która do tego prowadziła.

I gdy w końcu to zrozumiałam moje życie nagle stało się niezwykle proste. Zrozumiałam, że niektóre marzenia po prostu się nie spełniają. Nie dlatego, że się „nie da”. Dlatego, że spełnianie każdego marzenia jest procesem. Drogą. I jeśli fascynuje Cię samo marzenie, sam rezultat – to to nie wystarczy.

Wiele marzeń w moim życiu nigdy się nie spełniło i prawdopodobnie nigdy się nie spełni, tak jak wielka kariera architekta, pilotowanie F-16 czy zakup Dodge’a Chargera i wielu innych muscle cars oraz trzymanie ich w wielkim podziemnym garażu, jak Batman.

Czas i energię poświęcam bowiem tylko tym, które faktycznie mnie uszczęśliwiają. Tym, do których faktycznie chcę dążyć. Jak ocenić, czy Twoje są warte Twoich starań? Odpowiedz sobie na dwa, niezwykle ważne pytania:

Chcesz by Twoje marzenie się spełniło, czy chcesz je spełniać?

fotograf

To dwa zupełnie różne podejścia. W pierwszym przypadku po prostu chcesz coś mieć, gdzieś być, coś robić, etc. Jest to bierna postawa. Chcesz czegoś, ale niekoniecznie chcesz przechodzić drogę, która do tej rzeczy prowadzi. W drugim przypadku natomiast jesteś zafascynowany samym procesem realizacji planów. To zupełnie inne podejście.

Przykładowo – mówiąc „chcę mieszkać na Karaibach, chcę słońca i morza” przejawiasz postawę pierwszą, bierną. Natomiast mówiąc „chcę przeprowadzić się na Karaiby, chcę doświadczyć innego życia” – przejawiasz postawę aktywną, jesteś gotowy podjąć wyzwania i pokonywać trudności na drodze do swojego marzenia.

Marzenia mają to do siebie, że wydają się czymś nieosiągalnym. Bo gdybyśmy mieli je na wyciągnięcie ręki – nie byłyby marzeniami. Dlatego ich realizacja to często bardzo długotrwały, niewygodny, męczący proces, nierzadko pełen cierpienia. Czasem też z zupełnie innym rezultatem, niż zakładaliśmy. Dlatego tylko osoby, które chcą przechodzić tę drogę odnoszą sukces. Te, które chcą coś mieć, ale nie chcą po to iść, marzą bez końca, nigdy nie osiągając swoich celów.

Co Cię motywuje?

zachód słońca

Bardzo często chcemy czegoś, bo tak nam wmówiono. Bo mamy w głowie piękne obrazki z reklam. Bo w dzieciństwie czuliśmy, że czegoś nam brakuje. Bo ktoś inny czegoś dokonał. Bo myślimy, że to uzupełni nasze „braki”. Itd…

Zastanów się dokładnie co leży u podstaw Twoich pragnień. Czy są to pozytywne emocje? Czy myśląc o swoim marzeniu czujesz energię do działania? Jeśli Twoja motywacja nie wynika bezpośrednio z Twojej intuicji, jeśli Twoje emocje nie są pozytywne to prawdopodobnie ulegasz swoim lękom, instynktowi i innym „zagłuszaczom”. Realizacja marzenia to, jak już wspomniałam, ciężki i długi proces. Jeśli nie dysponujesz w nim odpowiednią motywacją, jeśli nie czujesz, że coś wewnątrz pcha Cię do tego, jeśli musisz się zmuszać do działania w tym kierunku – to nie wytrwasz tak długo. W końcu się poddasz.

Przykładowo – chcesz wyjechać na Karaiby. Jeśli myśl o zupełnie innym, pełnym nowości i problemów życiu Cię ekscytuje, jeśli czujesz chęć szukania informacji, planowania, walki ze swoim lękiem, etc – prawdopodobnie jest to dobra decyzja i powinieneś realizować swoje marzenie. Ale jeśli myślisz o życiu na Karaibach jako o ucieczce od swojej codzienności, lub jako o czymś, co zrobi wrażenie na kimś – to wcale nie chcesz realizować tego marzenia. Chcesz, by nagle Twoje życie uległo zmianie, w jakiś magiczny sposób. Ale nie chcesz podjąć wysiłku. 

Spełnienie marzeń to efekt uboczny życiowych zmian i działań

karaiby

Nie możesz przewidzieć swojego życia i z góry zadecydować czego w nim chcesz, a czego nie chcesz. Bo nigdy nie przewidzisz swoich emocji. One przychodzą i odchodzą według własnego harmonogramu. Nie można ich zagłuszyć. Nie można ich zmienić. Nie można się ich pozbyć. Jeśli mimo Twojego „idealnego planu” Twoje uczucia kierują Cię gdzieś indziej – zaufaj im.

Dwa lata temu byłam przekonana, że wiem czego chcę. Żyłam w wielkim mieście i pracowałam od rana do wieczora. Myślałam, że lubię swoje życie. I gdy mimo, że zgromadziłam w nim prawie wszystko czego chciałam, satysfakcja nie przychodziła, byłam nie tylko zdziwiona ale też cholernie wkurzona. Na tyle, że w pewnym momencie dosłownie rzuciłam wszystko, spakowałam się w jedną walizkę i wyruszyłam na drugi koniec świata. Tylko i wyłącznie dlatego, że chęć podróży, ze wszystkimi jej problemami i niewiadomymi była silniejsza niż wszystkie logiczne argumenty przemawiające przeciwko.

I oczywiście, że nie było łatwo. Było niezwykle ciężko dostosować się do nowych realiów, zmienić życiowe priorytety i nauczyć się nowych rzeczy na raz. Ale mimo to nie poddawałam się, bo faktycznie chciałam zmieniać siebie i swoje życie. Chciałam przejść ten proces.

Którego efektem ubocznym jest to, że w ciągu ostatniego półtora roku spełniły się moje największe życiowe marzenia. Gdzieś po drodze, w trakcie. I nauczyłam się w tym czasie o sobie i o świecie więcej, niż przez całe moje wcześniejsze życie. Nigdy nie byłoby to możliwe, gdybym nie porzuciła marzenia o zostaniu wielkim architektem. Tego, którego tak naprawdę nigdy nie chciałam realizować.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

10 myśli nt. „Dlaczego marzenia się nie spełniają?”

  1. Świetny tekst, w mojej głowie parę miesięcy temu pojawiły się właśnie takie myśli, że nie warto trzymać się kurczowo swojego planu, tylko korzystać z okacji, które podrzuca los, nawet jeżeli wydaje się, że nie do końca pasują z naszą wizją.

    Polubienie

  2. Niektóre marzenia się nie spełniają, bo zwyczajnie nie jesteśmy na nie gotowi albo zmienił się nasz system wartości i to, co było kiedyś naszym marzeniem dziś już nim nie jest. Po prostu przyzwyczailiśmy się i trzymaliśmy kurczowo myśli o marzeniu, a nie zauważyliśmy, że to już nie jest część nas, bo zmieniliśmy się przez sytuacje życiowe,których codziennie doświadczamy. Tak naprawdę coś może narastać w nas latami (chęć do zmiany- przewartościowania dotychczasowego życia), a wystarczy jedno zdarzenie- impuls do działania, po którym nic już nie będzie takie samo. Tylko w stanie, kiedy nasz system wartości i styl życia, jaki prowadzimy będzie nasz, a nie narzucony przez społeczeństwo, rodziców, kulturę, jesteśmy w stanie zajrzeć w głąb siebie i odkryć swoje rzeczywiste marzenia, które pochodzą z głębi nas, a nie z zewnątrz- narzucone. Wtedy świat podsuwa nam sytuacje, ludzi, miejsca, które aktualnie jesteśmy gotowi przyjąć i które mają nam dać kolejne lekcje. Od nas zależy jak te lekcje wykorzystamy.

    Polubienie

  3. Gratuluję za odwagę. Potrzeba wiele determinacji w sobie aby rzucić wszystko i spełnić swoje marzenia… Niestety tak to juz bywa, ze sami w życiu nie wiemy czego tak dokładnie chcemy. Fajnie by było obudzić sie z tym rozsądkiem i wiedza która mamy teraz tak 10 lat wczesniej i zacząć wszystko od początku.

    Ja chyba sobie tylko pomarzę.. Bo jak tak patrzę na moje życie z boku… To jest mi dobrze 🙂

    Polubienie

    1. Też czasem o tym myślę! Co by było, gdybym… Ale to tylko przypomina mi, że pomimo wszelkiego doświadczenia i nabytej wiedzy nt życia – ciągle jesteśmy głupi i mądrzy jednocześnie. Mądrzejsi niż w przeszłości ale głupsi niż w przyszłości. I za 10 lat będziesz patrzeć na siebie teraz i myśleć „ależ ja byłam wtedy naiwna” 😀 I to jest wspaniałe, bo zawsze będzie coś do nauczenia, poznania, doświadczenia… Życie nigdy nie ma prawa się znudzić!

      Polubienie

  4. Jest jeszcze jedna przyczyna, dla której spełnienie marzeń się nie udaje. Można zrobić wszystko, co należy, można naprawdę bardzo chcieć, a i tak się nic nie ułoży, jeśli (najczęściej nieświadomie) realizujemy w życiu sprzeczne z naszymi marzeniami programy. W konfrontacji podświadomości ze świadomością zawsze wygra ta pierwsza. Trzeba więc się naprawdę najpierw dogadać ze sobą.

    P.S. Coraz lepsze są Twoje wpisy. 🙂

    Polubienie

  5. Witam,

    Na wstępie gratulacje. Blog jest super. Lubię Pani sposób pisania, bo nie nawija Pani makaronu na uszy w stylu amerykańskich poradników. Recepta jest jedna – „weź człowieku i zrób”. Ten tekst dotarł do mnie ze zdwojoną siła, bo jestem w poważnym momencie mojego życia. Ciągle motywowałam się byciem pragmatyczną a pewnie głębiej podszytą lękiem. Wybrałam studia, które nie były powołaniem ale stwierdziłam, że muszę mieć konkretną wiedzę. I tak mi minęło na robieniu czegoś z niewielką miłością do tego 15 lat. Siedząc w korporacji a w zasadzie w tej rutynie to jakby na taśmie produkcyjnej. I ciągle tyłu głowy, że to przecież nie moja bajka, że ja się nadaję do innych rzeczy …..Tak mi minęło na tym myśleniu i innych historiach życiowych do 40…I korporacja podziękowała po wielu latach mnie,,, Oczywiście pierwszy był szok a z drugiej strony radość. Uff choć to mało komfortowe ktoś podjął za mnie decyzję, której najwyraźniej sama nie byłam w stanie. To teraz przecież mogę robić wszystko spakować się i lecieć w świat i szukać nowych możliwości. A tu znów przyłazi on………lęk w postaci doradców „No co Ty oszalałaś masz 40 lat 15 lat zawodowego doświadczenia i zaczniesz wszystko od początku? Cofniesz się do poziomu juniora? I to samo uderza mnie, bo to trudne zacząć wszystko od nowa w połowie życia. I przecież fajnie mieć dobre życie, na dobrym poziomie i jeszcze tego życia totalnie nie zaprzedając pracy. I znów zaczynam myślowo wchodzić w te same koleiny, ze przecież życie to nie bajka i że może przyjąć kolejną nudną ofertę w klimatyzowanym pomieszczeniu, bo przecież trzeba na życie zarabiać…Tylko cholera ja mam jedno życie przecież…I jak tu znaleźć odwagę i wybić sobie to ograniczenie że 40 lat to za późno żeby spakować się w jedna walizkę i zacząć wszystko od nowa i inaczej….

    Polubienie

    1. Droga Someone, podsunę art, choć może już czytałaś: https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/03/23/masz-30-lat-i-czujesz-sie-staro/ . Boisz się, tak klasycznie jak większość, zaryzykować, bo możesz „stracić”. Odczuwałam to samo (choć może nie tak bardzo) gdy decydowałam się porzucić swoje ułożone i wygodne życie w Berlinie i wyjechać na Karaiby. Ale szybko dotarło do mnie, że tak naprawdę nie tracę wiele – jeśli mi się nie spodoba, nie uda, noga podwinie, etc – wrócić przecież mogę ZAWSZE (mam przyjaciół, rodzinę, czyli wsparcie przy ewentualnej porażce). Jedyne co mogłam tak naprawdę stracić to trochę kasy. Więc odpowiedź była prosta – czy warto zaryzykować trochę gotówki i kupić sobie „magiczną fasolę” jak w bajce o Jasiu? Koniec końców te wszystkie wątpliwości i pytania doprowadzają do jednego: „Czy masz środki by zaryzykować i czy jesteś gotowa ponieść konsekwencje, jeśli się nie uda?”. Ja byłam. Byłam gotowa na wielką porażkę, cierpienie, trudy przeprowadzki z powrotem. Zamieniłam dojną krowę na fasolki. Przecież zawsze mogę wrócić i znaleźć nową krowę. A magiczne fasolki trafiają się zwykle tylko raz w życiu. Moje okazały się bardzo magiczne. I wiesz co? Nawet jakby się okazały zwykłymi fasolkami, to przecież i tak by z nich coś wyrosło…

      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s