Mały dom, duże możliwości

Autorką poniższego artykułu jest Lale Davidson, prowadząca bloga Tripping the Lit Fantastic.

Idealne, wymarzone domy

Często widzimy je w telewizji i reklamach. Zawsze są wielkie, mają marmurowe blaty, przestronne salony kąpielowe i jeszcze bardziej przestronne sypialnie. W ciągu ostatnich kilku dekad średni metraż typowego amerykańskiego domu się niemalże podwoił: kiedyś standardem było 5 pomieszczeń – dziś jest ich 10 lub więcej.

pałac

Jednocześnie z typowego modelu 3-osobowej rodziny przeszliśmy na model 2,5-osobowy. Zawsze zastanawiam się co to za ‚pół-osoby’. Lubię sobie ich wyobrażać w ich pól-pokojach, z pół-drzwiami i pół-łóżkami… Ale żarty na bok, w rzeczywistości większość moich znajomych, którzy zarabiają średnią krajową ma aż 2 lub 3 łazienki.

Ja natomiast, razem z mężem i córką żyję w byłej… kawalerce. W domku, w którym dodatkowo wynajmujemy przestrzeń na piętrze. Gdy pojawiła się nasza córka i zainteresowaliśmy się tzw: ‚rodzicielstwem bliskości’ spaliśmy wszyscy w jednym łóżku. Gdy nasza córeczka skończyła 5 lat wydzieliliśmy jej pokoik z części naszej sypialni i części holu wejściowego. Ma on zaledwie 5 metrów kwadratowych. Można by rzec, że nasza córka mieszka w takim pół-pokoju jak wspomniane przeze mnie wcześniej pół-osoby… Ale jakoś cudem jest cała. 

chatka morze łódka raj

Mamy razem tylko 5 pomieszczeń: hol, który jest też garderobą i miejscem nauki, ‚kuchnio-jadalnio-salon’, naszą sypialenkę, pokoik córki i jedną, bardzo malutką łazienkę. Tak – tylko jedną. Między naszą sypialnią, a pokojem córki zrobiliśmy drzwi, nad którymi jest malutkie okienko, dostępne z jej łóżka na antresoli, by mogła mówić nam „dobranoc”. Wszystkie pomieszczenia są połączone drzwiami, tak że dzieciaki mogą biegać w kółko całego domu – co bywa często przez nie nadużywane w ferworze zabawy.

Kiedy moja córka urosła i musieliśmy zrobić przemeblowanie w jej pokoiku, spytaliśmy ją czy chce, abyśmy zamurowali drzwi łączące ją z naszą sypialnią. Powiedziała, że nie. A miała wtedy aż 14 lat.

Niektórzy nazwą to naruszaniem granic przyzwoitości

rodzina raj pomost

Ale ja nazywam to rodzinną bliskością i intymnością. W wielu kulturach spanie całej rodziny w jednym pomieszczeniu jest rzeczą całkowicie naturalną. I ma to swoje wielkie plusy: np.: słyszę, kiedy moja córka wysyła w nocy jakieś SMS-y. Nie spędza też czasu zamknięta w swoim ciasnym pokoju. Zwykle gdy wracam do domu zastaję ją z koleżankami na naszym łóżku, oglądające telewizję. Lubię żyć w czystości, więc taki widok od razu przywołuje u mnie myśli o higienie. Jednak szybko o nich zapominam, gdy widzę, że dzieci w mojej sypialni czują się ‚jak w domu’. I wolę, żeby tam były, niż chowały się po parkingach, eksperymentując z narkotykami.

Pomimo tego, że nasz dom jest malusieńki – czy może właśnie z tego powodu – wszystkie dzieci sąsiadów i znajomi mojej córki zawsze lądują u nas. Nigdy nie mają tu prywatności – słyszymy wszystko, co robią i o czym mówią. Często u nas jedzą i nie jest niczym dziwnym znaleźć dziewczyny siedzące na naszym kuchennym ‚blato-stole’ pośrodku domu malujące paznokcie czy robiące sobie tatuaże z henny. Słyszę wszystkie ich konwersacje i nawet nie przeszkadza im, gdy czasem się do nich wtrącam.

Nie mamy basenu czy innych atrakcji, które mogłyby tłumaczyć zainteresowanie naszym domem.

chatka

Zawsze panuje u nas lekki bałagan, do tego mamy dużo zwierząt. Więc zastanawiam się czy dzieciaki nie gromadzą się tu bo jest im po prostu wygodnie i przytulnie? Bo dorosłych mają wokół siebie, a nie ‚ponad sobą’? Bo jeśli coś rozleją lub upuszczą, to nic wielkiego się nie stanie? Nasz sąsiad, który się rozwiódł powiedział kiedyś, że w swoim wielkim domu prawie nigdy nie widział się ze swoją żoną i synem…

Życie na małej przestrzeni bywa pełne hałasu i zamętu

Ale ma też bardzo dużo pozytywnych stron. Zarabiamy spore pieniądze na wynajmie dodatkowej przestrzeni na piętrze. Mamy dużo mniej do sprzątania, koszenia czy napraw. I nie marnujemy pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, bo nie mielibyśmy ich gdzie wstawić.

lampa

Ale najważniejsze jest to, że takie życie sprzyja budowaniu intymności i rodzinnego ciepła. Jeśli inni postrzegają to jako łamanie granic ‚przyzwoitości’ czy ‚normalności’ – to ja chcę je łamać.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

4 myśli nt. „Mały dom, duże możliwości”

  1. Ile lat mieszkasz już na Karaibach? Myślałam, że nie długo, ale z tego tekstu wnioskuje, że Twoja nastoletnia córka mieszka tam od urodzenia …

    Polubienie

  2. To mi troche przypomina doswiadczenia z mojego dziecinstwa. Nie mieszkalismy w az tak malym mieszkaniu ale mielismy kuchnie, maluska lazienke, pokoj goscinny, pokoj rodzicow/salon i pokoj w ktorym spalam razem z dwojka mojego rodzenstwa. Pokoje rowniez byly polaczone co strasznie mnie denerwowalo bo do lazienki czy kuchni bylo trezba przejsc przez sypialnie rodzicow. Jako dziecku mi to nie przeszkadzalo ale w latach nastoletnich strasznie denerwowala mnie to denerwowalo. Jednak faktycznie moi znajomi zawsze przychodzili do nas i czesto spedzalismy czas w kuchni lub w pokoju rzodzicow. Do tej pory gdy jestem w rodzinnym domu nasi przyjaciele sie do niego zjezdzaja. Chyba za malo to doceniam 🙂

    Polubienie

  3. „Zawsze panuje u nas lekki bałagan, do tego mamy dużo zwierząt. Więc zastanawiam się czy dzieciaki nie gromadzą się tu bo jest im po prostu wygodnie i przytulnie?”
    Dzieciaki gromadzą się tam, ponieważ mogą na więcej sobie pozwolić, mają więcej swobody, niż we własnych domach. „Normalne” mieszkanie jest zwykle sterylnie czyste, pachnące i wszystko ma w nim swoje miejsce. Trzeba bardzo uważać w takim miejscu, by czegoś nie zniszczyć, czy pobrudzić, nie mówiąc już o wykazaniu się ekspresją fizyczną. W takim domu dziecko czuje się skrępowane.
    Tak przynajmniej wynika z moich własnych obserwacji z dzieciństwa.

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s