mnich

Uważność – podchodź do tego… z uważnością

“Mnisi? Utożsamiani z mądrością i dobrem, a tak naprawdę w niczym nie przyczyniają się do polepszenia życia społeczeństw. Jedyne co robią, to izolują się od nich, chowają daleko w górach by całe dnie medytować.”

Pewnie zignorowałabym te słowa, uznając je za obrazę innych, gdyby nie pochodziły od kogoś, kto miał pełen wgląd w temat, który nasz zachodni świat bada tylko powierzchownie. Robiąc z niego produkt, który można sprzedać jako:

Lek na całe zło

medytacja

Świat zachłysnął się medytacją, jogą i całą filozofią wschodu, twierdząc, że oto znalazł cudowne rozwiązanie na nasze “zastresowane” do granic możliwości życia.

Słowa na początku tego artykułu nie zostały wypowiedziane by ubliżyć innym. To była dobrze przemyślana wypowiedź, odzwierciedlająca silne doświadczenia życiowe. Ich autor widział na własne oczy jak bardzo medytacja i uważność (mindfullness) mogą być szkodliwe. Jak w czasach wojen, gdy ludność Chin z trudem wiązała koniec z końcem, mnisi izolowali się od społeczeństwa i… żądali danin, by kontynuować swój styl życia… Danin od tych, którzy nie byli w stanie nawet wyżywić własnych rodzin… Matka autora tych mocnych słów zmarła z głodu podczas wojny, bo nie była w stanie sobie sama poradzić, gdy synowie zostali zabrani do walki. W tym czasie mnisi siedzieli daleko w górach i medytowali. Nic dziwnego, że w jego oczach bycie mnichem to ucieczka od społeczeństwa i jego problemów.

Recepta na katastrofę

plaża

Medytacja i uważność nie są złe same w sobie, tak samo jak religie same w sobie nie powodują wojen. Dopiero sposób, w jaki są używane przez ludzi powoduje katastrofy. Bycie świadomym to wspaniała i budująca rzecz. Ale używanie medytacji po to, by oczyścić się z negatywnych emocji – to przepis na zniszczenie sobie życia.

Zbyt dużo znanych mi osób dosłownie masakruje swoją przyszłość z “pomocą” filozofii wschodu. Recytują wyuczone na pamięć regułki swoich “bożków”, jak Tolle czy Ghandi. Myślą, że “radzą sobie” w ten sposób z problemami w życiu. Ale problemy, podobnie jak stres są po to by je rozwiązywać, nie sobie z nimi „radzić”

Ci ludzie żyją zgodnie z zaleceniami medytacji: oceniają swoje emocje, a potem je selekcjonują, odrzucając te negatywne. Wierząc, że „emocje nie są prawdziwe”. W ten sposób pozbawiają się najcenniejszych informacji na temat swojego świata i życia. I dlatego ich problemy nigdy nie zostają rozwiązane, a oni sami chodzą jak pijani, zakłamując rzeczywistość, która negowana, w końcu, prędzej czy później, gryzie ich w tyłek. I gryzie tym mocniej i poważniej, im bardziej ją negowali.

krajobraz

Osobiście określam to „naginaniem” rzeczywistości. Wyobraź sobie, że rzeczywistość jest jak wielka płaszczyzna. Możesz ją nagiąć, ale tylko do pewnego momentu. W końcu zabraknie Ci siły i płaszczyzna wróci do swojego naturalnego kształtu. I zrobi to tym potężniej im mocniej i dłużej ją naginałeś. I tym mocniej Tobą wstrząśnie.

Przykładowo jedna znana mi dziewczyna jest w związku z człowiekiem-wężem (socjopatą). Ten człowiek ją kontroluje (dla niego porzuciła swoje udane życie i przeniosła się w bardzo depresyjne miejsce, porzuciła też pracę, którą lubiła na rzecz pracy na jego karierę), ustawicznie okłamuje i rani. Masę negatywnych emocji jakie tym doświadczeniom towarzyszą zagłusza wręcz w fanatyczny sposób medytacją. Wmawia sobie, że „to tylko emocje” i że „nie chce ich odczuwać, nie są częścią jej, więc pozbywa się ich, wybiera te pozytywne”. W taki sposób okłamuje sama siebie i pozbawia się szansy na rozwiązanie swoich problemów, które ciągle narastają. Zagłusza swój własny, wewnętrzny głos, który informuje ją – właśnie poprzez te negatywne emocje – że coś jest nie tak z jej życiem i otoczeniem.   

Nie tędy droga

mnisi

Tego typu zachowania i ucieczki na popularne dziś “medytacyjne wakacje” to zwykłe unikanie życiowych problemów. Szukanie “guru”, medytacje “uwalniające” gniew i ciągłe batalie z własnymi emocjami nie są dla człowieka budujące. Sprzeciwiają się naszej naturze. To zwykły eskapizm, nie różniący się w swojej formie od ucieczki w sekty, alkoholizm, itp. Taka forma uważności jest zdecydowanie szkodliwa – nie tylko dla samych jednostek – również dla całego społeczeństwa. Bo namawia do odłączenia się od swoich emocji i ich dyskredytacji, podczas gdy te emocje są istotną informacją na temat tego co się dzieje obok nas.

Cierpienie to nic miłego. Ale to bardzo ważna część życia – również tego w pełni szczęśliwego. Tylko poprzez cierpienie, fizyczne i psychiczne budujemy zdrowy organizm i umysł. Ciężkie ćwiczenia nie są przyjemne, ale zmieniają nasze ciała na silniejsze (i piękniejsze). Tak samo negatywne doświadczenia – nie są miłe, ale to właśnie one budują naszą osobowość i piękny umysł. Jeśli zaczniesz postrzegać swoje negatywne emocje jako ważne informacje o otaczającym Cię świecie – zobaczysz, że są one Twoją potęgą.

Co by było, gdyby każdy na świecie został mnichem? Społeczeństwa przestałyby istnieć. I umarlibyśmy wszyscy z głodu, bo nie byłoby komu fundować naszego stylu życia.

Życie to nie bajka i aby cokolwiek w nim osiągnąć, musisz przejść wiele trudów. Przełamać lęki. Zrozumieć swoje emocje i wyrazić je w odpowiedni sposób.

Jeden z moich nauczycieli w szkole powiedział kiedyś: “żeby przygotować piękne i pyszne danie trzeba sobie najpierw ubabrać ręce i całą kuchnię”. Żeby móc cieszyć się szczęśliwym, spełnionym życiem trzeba się też czasem “ubabrać” w negatywnych emocjach jakie towarzyszą np: trosce, werbalizacji swoich żądań co do innych, ekspresji bólu i lęku, itp.

Cierpienie jest częścią naszego życia

cierpienie

Nie da się przed nim uciec. Uważność i medytacja same w sobie to tylko narzędzia. Istotne jest to, w jaki sposób zostaną użyte. Nie da się osiągnąć prawdziwego szczęścia uciekając od swoich negatywnych emocji. Bo to właśnie one sygnalizują w naszym życiu problemy, które należy rozwiązać, aby cieszyć się spokojnym i świadomie kreowanym życiem. 

Oczywiście, można „na chwilę” zagłuszyć swoje problemy poprzez ucieczkę od negatywnych emocji, czy to w świat medytacji, czy alkoholu, czy narkotyków. Ale efekt będzie ten sam – emocje będą tylko zagłuszone, a my „otumanieni”, w jeszcze gorszym stanie, niż wcześniej. Swoje problemy można rozwiązać, a słabości pokonać tylko stawiając im czoła. A to oznacza pracę ze swoimi emocjami – szczególnie tymi negatywnymi.

Jeśli nie będziesz uważny w tym, jak używasz uważności, możesz sobie poważnie zaszkodzić. Pamiętaj, że nie ma „cudownych rozwiązań” na skomplikowane życiowe problemy, tak samo jak nie ma „cudownego leku” na poważne choroby. Szczęśliwe i świadome życie wymaga ciężkiej i nierzadko długoterminowej pracy nad sobą, ale również nad swoim otoczeniem.

Polecam również wypowiedź Magdaleny, która sama popełniała tego typu błędy – ale w pewnym czasie je dostrzegła. Stała się ich świadoma i zaczęła rozwiązywać swoje problemy, które się nawarstwiły – m,in. uratowała też swoje małżeństwo i przeprowadził się do miejsca, o którym marzyła od dawna. Dziś jest szczęśliwą i spełnioną mamą i żoną, żyjącą w bajecznej Kostaryce.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

33 myśli nt. „Uważność – podchodź do tego… z uważnością”

  1. Po dokładnym przeczytaniu artykułu, stwierdzam, że otworzyłaś puszkę pandory 😀 choć pewni Ci, których ten artykuł rzeczywiście dotknął, zignorowali go w imię „nie odczuwania negatywnych emocji” buhahahaha

    A tak na poważnie, buddyzm buddyzmowi nie równy. Tak jak w chrześcijaństwie są odłamy, tak samo i w buddyzmie. Jeden odłam buddyzmu będzie Cię zachęcać do spieprzania w góry i izolowania się od ludzi, drugi będzie Cię uczyć by stawiać czoła swoim problemom i dążyć do tego prawdziwego szczęścia, o którym często piszesz. Jeden się podpali w imię swojej ideologii, inny będzie pokazywać Ci siłę swoich przkonań na samym sobie – na tym jak te przekonania pozytywnie wpływają na jego życie. Filozofia wschodu jest piękna. Potrzebny jest tylko jak zawsze ten słynny, zapomniany zdrowy rozsądek, by umieć dobrze z tej pięknej filozofii korzystać.

    Lubię to

  2. Mądry artykuł. Dziękuję za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami – jakże trafnymi. Chyba będę u Ciebie częstym gościem. Pozdrowienia z Mazowsza ogrzanego promykiem słońca z Twoich fotografii – od razu cieplej mi się robi jak na nie patrzę. 🙂

    Lubię to

  3. wszystko fajnie też czasem łapię się w takie pułapki, ale NIGDY nigdzie nie przeczytałem w żadnych „naukach” żeby przestać robić to co chce się robić. A przykładem niech będzie film Siła Spokoju gdzie Dan chciał się poddać a a Sokrates chciał aby dalej robił to co chciał/kochał pomimo wszystko

    Lubię to

    1. a część argumentów w ogóle jest nie na miejscu…
      uważność stosuje się po to żeby w końcu mierzyć się z coraz większymi cieniami więc normalne że początkowo się ucieka, to jeden z najpopularniejszych „błędów” który popełnia większość osób które zetknęły się z medytacją i którego nie da się uniknąć a próby ominięcia go spełzną na niczym lub stworzeniu innego problemu a te ewoluują więc tylko większego…
      poza tym buddyści wyznają inne wartości niż stereotypowe społeczeństwo (to buddysta podpalił się w imię wolności)
      wszelkie problemy wynikają jedynie z niezrozumienia i są czymś zupełnie normalnym na tej drodze i nieuniknionym

      temat trafny i dobry ale część argumentów jest w ogóle nietrafna i wynikając z niezrozumienia

      Lubię to

      1. Myślę że nie zrozumiałeś artykułu. Skupia się właśnie na samym tym niewłaściwym podejściu. Sami buddyści to temat powiązany, oni mają np. wiele problemów zdrowotnych które wynikają z tłamszenia uczuć – to co podajesz – podpalający się mnich jest najlepszym przykładem jak bezsensowny jest to lifestyle. Można w tym widzieć wolność, ja w tym widzę kompletną niewolę i odłączenie od natury człowieka, od swoich emocji, tych najważniejszych – tych negatywnych właśnie.

        Lubię to

        1. Zgadzam się w całej rozciągłości z autorką.
          Buddyzm to coś w rodzaju terapii polegającej na następujących receptach:
          Chory: – Boli mnie głowa.
          Buddysta: Przestań utożsamiać się ze swoją głową. 🙂
          Dokładnie tę samą metodę stosuje się odnośnie innych problemów, chodzi o przestanie utożsamiania się z…
          Na końcu trzeba zaprzestać się utożsamiania się z samym sobą, jako w gruncie rzeczy iluzją ze snu.
          Buddyzm „wylogowuje” z gry zwanej życiem, nie uczy natomiast jak żyć szczęśliwie.
          Buddyzm postrzega cierpienie jako zło, a nie np grzech, co uważam jest bliższe prawdy. Dlatego cała misja buddystów polega na „budzeniu się” ze snu zwanego życiem.
          Budda ustawiła się całkowicie ponad światem, bogami, nawet brahmanem, mówiąc językiem chrześcijan popełnił grzech pychy.
          Uznał, że życie generalnie jest złe, dlatego trzeba się obudzić.
          Całe szczęście, że na świecie nie ma samych buddystów, jakże byłoby wtedy?
          Kiedy ogląda sie mnichów buddyjskich jedna rzecz rzuca się od razu w oczy – ujednolicenie, oni są wszyscy tacy sami. Budzi to skojarzenia z duchowym socjalizmem. Należy odindywidualizować się i zejść na poziom wspólnego rdzenia wszystkich istot. Ale wtedy bezpowrotnie przestaje się być człowiekiem.

          Lubię to

          1. No właśnie. Nie bez powodu mamy mnichów buddyjskich, którzy poświęcają się medytacjom odcięci od cywilizacji. Jednocześnie tą cywilizację prosząc o… daniny 😀 Pięknie to podsumowałeś.

            Lubię to

            1. Dokładnie tak:-)
              W ogóle Twój blog bardzo mi się spodobał.
              Na tyle, że postanowiłam się zapisać w komentarzach, co mi się zdarza rzadko.
              P.S. Jestem dziewczyną, nie facetem, jakby co 😉
              Pozdrawiam
              P.S. 2 Zastanawiam się jak to jest żyć na karaibskiej wyspie, to musi być super!

              Lubię to

              1. Przepraszam, podpis niewiele sugeruje, a ja jakoś tak mam, że jak nie ma płci określonej to się zwracam per „pan” do wszystkich. Zawsze to 50% szans, że się trafi 🙂 Dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że mamy tu tylu fantastycznych czytelników gotowych wymieniać swoje poglądy!

                Lubię to

  4. W zasadzie podzielam główną myśl artykułu, ale nie do końca. Osobiście spotkałem zbyt wiele osób, które nie radzą sobie z najzwyklejszymi emocjami i dają się nim targać przez życie. Gdybym nie siedział w zazen przez kilka lat, nie umiałbym obserwować własnych emocji i dzięki temu z nimi pracować. Natomiast kiedy już osiągnąłem umiejętność skupienia na tych drobnych poruszeniach ciała i ducha, dalsza praktyka medytacji straciła sens. Jednak uważam, ze do prostowania własnego życia, metoda „na żywioł” nie jest polecana, bo mało skuteczna. Trzeba wcześniej opanować pewne umiejętności, których zachodnia kultura nie kultywuje.

    Lubię to

  5. Dobry tekst ale mam jedno „ale”. Nie wiem jak buddyzm, ale mindfullness NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z ODRZUCANIEM NEGATYWNYCH EMOCJI, A WRĘCZ PRZECIWNIE: MÓWI BY SIĘ Z NIMI OSWOIĆ I DAC SOBIE DO NICH PRAWO. Z myślą przewodnią tego tekstu, że każda skrajność jest zła: czy to zamykanie się w klasztorze czy uciekanie od rzeczywistości w medytacje. Podobnie szkodliwe jest nagitanie tych filozofii i interpretowanie na wlasny sposób (np medytujac dam sobie radę z mężem socjopata). Nie tędy droga. Osobiście zauważam, że medytacja i mindfullness działają głównie u ludzi pogodzonych ze sobą i zyjacych w rownowadze. Czyli paradoksalnie u tych, ktorzy najmniej tych technik potrzebują.

    Lubię to

    1. Dokładnie Asiah! Dla mnie medytacja sama w sobie nie jest potrzebna, wystarczą pojedyncze momentyw codzienności temu poświęcone – jak ktoś tu napiał w innym komentarzu medytowć można i w supermarkecie. Artykuł ma zwracać uwagę na problemy związane z nieświadomym użytkowaniem filozofii „świadomoći” 😀

      Lubię to

      1. Mindfullness dobrze używana, jest świetnym narzędziem. A nieświadomie używana jak wszystko inne wyrządzi tylko krzywdę. Świetny artykuł, jak każdy inny 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  6. Jestem fanką Twojego bloga, ale ten artykuł nie podoba mi się. Jest zbyt powierzchowny, napisany przez kogoś kto słyszy, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele 🙂 Moim zdaniem mylisz mindfullness z amerykańska filozofią „don’t worry, be happy”.

    Lubię to

    1. Celowo pisałam tylko o tej części, którą obserwuję u innych. Właśnie tak pięknie opakowaną i sprzedawaną jako „dont worry be happy”. Niszczącą ludzi. Samą uważność i medytacje uważam za świetne wynalazki. To jak się je często (nie zawsze) wykorzystuje – nie.

      Lubię to

        1. No tak, takie myślenie to szukanie leku na całe zło. I czekanie na idealne życie. Jeśli o to chodziło, to jak za każdym razem czytając Twój artykuł w zupełności się z nim utożsamiam, podpisuję się nogami i rękami 🙂

          Polubione przez 1 osoba

    2. W pełni zgadzam się, ani nagranie ani artykuł tak naprawdę pokazuje, że osoby nie mają pojęcia o co chodzi w uważności ( i obracają kota ogonem).

      Lubię to

  7. „Jeśli nie będziesz uważny w tym, jak używasz uważności, możesz sobie poważnie zaszkodzić.”
    Tak! Dokładnie tak. 😀

    Wnioski wyciągasz jak najbardziej słuszne, tylko niepotrzebnie rozprawiasz się z zachodnim wyobrażeniem medytacji, jak gdyby to była medytacja. 🙂
    Dobrze piszesz, czym jest medytacja i oczywiście, nie jest to sposób radzenia sobie z czymkolwiek, ponieważ dzięki niej tylko wzrasta nasza świadomość tego, co doświadczamy, o czym myślimy. Medytacja to docieranie do przyczyn, czyli zdobywanie „wiedzy”. A jak wiadomo, wiedza nie wykorzystywana jest bezwartościowa. Medytacja nie zastępuje działania. Co więcej, można medytować nie przerywając zajęć codziennych.

    Każda religia z czasem ulega wypaczeniu. Ludzie mają tendencję skupiania się na rytuałach, zamiast docierać do ich sensu.
    Przyjął się w buddyzmie zwyczaj wspierania mnichów, w zamian za ich błogosławieństwa, duchową pomoc itp. Tylko kiedyś, to było całkowicie dobrowolne i wynikało z wdzięczności. Teraz łażą takie pasożyty i wymuszają jedzenie na biednych wieśniakach, czyli dokładnie tak, jak to napisał cytowany przez Ciebie człowiek.

    Lubię to

    1. „można medytować nie przerywając zajęć codziennych.” – zgadzam się w 100%! I to praktykuję. Dzięki za tę wypowiedź. Spodziewałam się sporej ilości słów krytyki od osób, które właśnie taką skrzywioną wersję tej filozofii „kupiły” (a teraz ktoś to krytykuje). Twoje słowa są spójne i przemyślane – medytacja ma nas uświadomić, ale nie zastąpi działania. Odpowiednio użyta może zdziałać cuda – nieodpowiednio – powoduje katastrofy. Jak każda religia czy filozofia.

      Lubię to

      1. Może doczekasz się i krytyków, chociaż wydaje mi się, czytając komentarze pod artykułami, iż przyciągasz raczej inny typ ludzi. A to dlatego, że chyba przestało interesować Cię już przekonywanie kogokolwiek do swoich racji i masz ciekawsze rzeczy do roboty, niż dyskusje i kłótnie.
        Miłego dnia 🙂

        Lubię to

        1. Wręcz czekam na krytykę! Z krytycznych rozmów (o ile są krytyką konstruktywną, bo zwykłe marudzneie po prosu ignoruję) rodzą się ciekawe wnioski i przemyślenia. Jest dokładnie tak jak piszesz – każdy żyje swoim życiem, ja mogę dać rady, pokazać przez co sama przeszłam i jakie wnioski wyciągnęłam – a co każdy z tym zrobi to już jego sprawa.

          Lubię to

          1. Przeglądając Twojego bloga, w kilku miejscach natknąłem się na poglądy, których nie podzielam, więc skoro czekasz na krytykę (trochę inaczej to słowo rozumiem; bardziej jako „krytykanctwo”, ale Twoja definicja jest lepsza), to spróbuję poszukać artykułu i parę zdań napisać. 😉

            Lubię to

  8. Jak zwykle swietnie i „w punkt” trafiony felieton. Tylko zamiast „uwaznosc” powiedziałbym „świadomość” lub „samoświadomość „…,

    Lubię to

      1. Trafnie oddaje ideę mindfulness książka Spokój to każdy z nas: ” Życie jest pełne cierpienia ale nie brak w nim też cudownych zjawisk”..”medytacja to świadomość tego, co sie dzieje w naszych ciałach, w sferze uczuć, w umysłach”..” życie jest zarazem potworne i cudowne. Praktyka medytacji polega na tym, aby dostrzegac te dwa aspekty”..
        Myślę, że te cytaty bardzo dobrze definiują mindfullness, który jest niczym innym jak przetransformowaną medytacją na potrzeby kultury Zachodu.
        Nigdzie nie ma tu o unikaniu negatywnych emocji, wręcz przeciwnie. Mnie osobiście medytacja pomaga w koncentracji i byciu w lepszym kontakcie z rzeczywistością. To bardzo dobre narzędzie na dzisiejsze szybkie czasy.

        Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s