Czy warto rzucić stresującą pracę? Dlaczego odrzuciłam szansę na karierę

Zostać architektem postanowiłam już w wieku 5 lat. Idea posiadania wpływu na kształt tego co nas otacza wydawała mi się czymś wspaniałym. Stało się marzeniem.

Pracę zaczęłam szybko, jeszcze na studiach. Pracowałam w biurach wszelkiej wielkości, od małych pracowni po kilkuset-osobowe korporacje, przy małych projektach z architektury wnętrz po gigantyczne projekty urbanistyczne. Dzięki moim umiejętnościom szybko uzyskałam status eksperta od organizacji projektów i pracy w zespole. Moja kariera rozwijała się bardzo szybko i gdy miałam 28 lat zaproponowano mi pozycję menadżera projektu.

Odmówiłam

Fallingwater House, Frank Lloyd Wright
Fallingwater House, Frank Lloyd Wright

Niewiele później złożyłam wypowiedzenie i postanowiłam pożegnać się z tą branżą. Dlaczego?

Pomimo, że architektura zawsze była moją pasją nigdy tak naprawdę mnie nie uszczęśliwiała. Wręcz przeciwnie – karała mnie za tę pasję. Ale przez długie lata wmawiałam sobie, tak jak inni, że „to moje powołanie”, że „kocham swoją pracę”.

Nie chciałam dostrzegać oczywistych problemów:
  • architekci żyją i oddychają swoją pracą. Czas wolny spędzają na czytaniu nowinek ze świata architektury, kolegują się tylko z innymi architektami, nierzadko spotyka się małżeństwa architektów.
  • architekci są zmuszani do pracy po godzinach, a nawet w weekendy. Nierzadko bez dodatkowego wynagrodzenia – jedynie  z obietnicą „wolnego” – ale zwykle na te „wolne” nie ma później czasu
  • pomimo, że architekci pracują dużo, ich zarobki są na bardzo niskim poziomie.
  • wyższe stanowiska (menadżerowie) to niewiele większa pensja- ale praca w dużym stresie i jeszcze więcej nadgodzin.
  • szefowie biur nie wypełniają swojej roli – nie potrafią odpowiednio zarządzać biznesem, co powoduje problemy. Pomimo, że zarabiają najwięcej mają też najmniej czasu – pracują non stop, nie mają czasu dla rodziny
  • architekci nie mają pewności siebie, projektują to co modne, bez własnych przemyśleń. Efektem są budynki niepraktyczne, drogie w utrzymaniu, nierzadko zwyczajnie śmieszne
  • architekci panicznie obawiają się krytyki. Każdą opinię odbierają bardzo osobiście
  • wykonywany zawód, otoczenie innych architektów i napędzanie fantazji o tym jak to „architekci są tacy wyjątkowi”, „tacy inni” i „nikt ich nie rozumie” sprawia, że większość architektów ma bardzo zaburzone ego i prowadzi życie niezwykle smutne, puste, nierzadko cierpiąc na głęboką depresję.
Powyższe problemy nie są domeną tylko i wyłącznie architektury. To ogólna charakterystyka każdej pracy biurowej, a szczególnie życia korporacyjnego.

Patrząc na to w jaki sposób żyją znani mi starsi architekci oraz sami szefowie stwierdziłam, że za żadne pieniądze nie chcę takiego życia. Do czego ono prowadzi? Do kompletnego paradoksu – poświęcasz cały swój czas na pracę, by zarobić pieniądze… na życie. Którego nie masz kiedy prowadzić… I im dłużej tkwisz w takiej pułapce tym trudniej Ci się z niej wydostać.

Więc dlaczego nadal jestem architektem?

Pomimo dość długich wakacji od architektury nie udało mi się znaleźć innego zajęcia, które by mnie naprawdę interesowało. Zrozumiałam bardzo ważną rzecz – nadal „kochałam” tę pracę. Wszystkie problemy tej branży nie zmieniły tego ani trochę. Nadal chciałam być architektem.

Ale odpoczynek od zawodu pozwolił mi przypomnieć sobie, dlaczego w wieku 5 lat zdecydowałam się na ten zawód – chciałam projektować domki, apartamenty, miasta – dla człowieka. W skali człowieka. Chciałam polepszać życie ludzi, poprzez zmianę ich najbliższego otoczenia. Moim marzeniem nie było zdobycie nagrody Pritzkera, ani zaprojektowanie najwyższego, najdroższego, czy innego „naj” budynku na świecie.

I w kontekście tych właśnie dziecinnych marzeń wizja kariery w tej branży stała się nagle horrorem. Okazało się, że sama siebie oszukałam. Poszłam za tłumem innych, równie zaślepionych, bezmyślnie brnąc w styl życia i pracę, jakich nigdy tak naprawdę nie chciałam. I które nikogo tak naprawdę nie uszczęśliwiają…

Mój powrót do architektury oznaczał moje zasady – praca na własny rachunek, dużo więcej wolnego, całkowity brak nadgodzin, itp. I o dziwo – było to możliwe, zarówno w pracy biurowej jak i teraz – na własnej działalności. Wystarczyło tylko głośno powiedzieć czego się oczekuje i jasno wyznaczyć swoje granice.

Dziś pracuję z uśmiechem na twarzy, w zespole, który tak jak ja szanuje swój czas wolny. Bez stresu, pośpiechu i nierealnych terminów. I bez chęci awansu czy zdobycia jakiegoś tytułu. Za to z prostym planem na naprawdę szczęśliwe i pełne życie.

Czy jestem wyjątkiem?

Architektura biurowców nie bez powodu ma taki kształt – jako pracownik masz czuć się nią „przytłoczony”, a awans oznacza zwykle wyższe piętro.

Wyzysk pracowników w firmach jest możliwy tylko i wyłącznie z jednego powodu – sami się na to godzimy. W przypadku architektury problem jest szerszy i zaczyna się już na uczelniach – studentom powtarza się, że to praca trudna, wymagająca poświęceń, że są artystami, itp. Ale mechanizmy „zniewolenia” we wszystkich firmach są takie same.

Najlepszym przykładem są kuchnie z darmową kawą, nierzadko też jedzeniem: to zabieg, który ma zintegrować pracowników i stworzyć wrażenie, że „jesteśmy zespołem”, a „szef to nasz kolega”. W ten sposób zabiera się pracownikom szansę na poprawne egzekwowanie swoich praw i na protesty. Te publiczne przestrzenie służą kontroli zachowania pracowników. Podobnie jak

Powtarzane w kółko mity

surfer dziewczyna

Jeśli będę pracował więcej to mam szansę na awans i więcej pieniędzy

Zgadza się (choć w przypadku architektury nie będziesz zarabiać dużo więcej), ale będziesz wówczas pracować jeszcze więcej (czyli niekoniecznie będziesz zarabiać dużo więcej za każdą poświęconą godzinę swojego życia).

Kiedyś sam założę własną firmę

To wymaga zwykle inwestycji całych Twoich oszczędności na coś, co w bardzo zdecydowanej większości się nie udaje. Szanse na to, że uda Ci się utrzymać firmę są bardzo nikłe (zwłaszcza w branży architektonicznej).

Niebawem zdobędę wyższą posadę

Pracownicy każdej firmy to siła robocza, nie grupa menadżerów. To największy trick korporacji – sprawić wrażenie „drabiny” kariery. Dlatego mamy tyle tytułów (menadżer, senior menadżer, executive, etc).  To buduje iluzję, że wszyscy na tych stanowiskach są na podobnym poziomie co sam szef. W rzeczywistości są nadal siłą roboczą, pracująca na tego szefa.

Trzeba się poświęcać dla dobra projektu, szef też zostaje po godzinach

Pracując w firmie nie poświęcasz się dla niczego innego jak dla zarobku Twojego szefa. Każda nieopłacona godzina Twojej pracy to zysk w jego kieszeni. Gdybym sama miała zespół i pracowałby on godzinę dłużej każdego tygodnia, pomyślałabym „dzięki za te 200€, które właśnie daliście mi w prezencie!”.

Dłuższa praca sprawia, że projekt jest lepszy

Praca po godzinach może faktycznie powiększyć projekt o dodatkową ilość informacji, ale każde badanie pokazuje, że długie nadgodziny prowadzą do spadku wydajności i w rezultacie całościowo – pracujesz dużo gorzej (np. następnego dnia rano jesteś zmęczony).

Firma się rozwija więc nie może płacić za nadgodziny

Gdyby musiała, dostosowałaby się. To są prawa wolnego rynku. Wystarczy przeprojektować tabelkę excela.

Inni, na przykład prawnicy, też pracują bardzo dużo

To prawda, ale różnica między Tobą a przeciętnym prawnikiem czy lekarzem jest taka, że on za swoją pracę otrzymuje bardzo wysokie wynagrodzenie.

Wszystkie te kwestie sprawiają, że dziś naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy poświęcają swoje życie na karierę. Oddają najlepsze swoje lata na coś, co nawet jeśli przyniesie im kiedyś sukces, nie zmieni ich sytuacji życiowej – jako szefowie nadal będą ciężko harować, nawet jeszcze bardziej. A ich życie będzie jeszcze bardziej przepełnione stresem.
Ja, za taką karierę dziękuję. Wolę inną opcję, o wiele bardziej opłacalną:
  1. Pracować mniej i zarabiać mniej, ale mieć czas na życie
  2. Żyć skromnie, oszczędzać maksymalnie i mieć tyle wolnego czasu ile zapragnę
  3. Mądrze inwestować, co w ciągu ok. 10-15 lat pozwoli mi przejść na emeryturę

A co jeśli mój plan się nie powiedzie?

Szanse na to, że mój plan się nie uda są bardzo małe. Jeśli zdarzyłoby się coś nieprzewidzianego (choroba, etc) spowoduje to tylko przesunięcie daty emerytury.

Dla porównania – szansa, że uda mi się zostać wspólniczką biura architektonicznego, stworzyć prosperującą własną firmę, lub wygrać w toto lotka są bardzo, bardzo nikłe.

Decyzja jest więc prosta. Poza tym – kto chce pracować całe swoje życie? Problemów ZUSu w ogóle nie będę poruszać, bo chyba nikt już nie wierzy, że ma szansę na jakąkolwiek rozsądną emeryturę?

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

61 myśli nt. „Czy warto rzucić stresującą pracę? Dlaczego odrzuciłam szansę na karierę”

  1. Jestem architektem i nie zgadzam się z Tobą,że tylko prawnicy i lekarze zarabiają dużo pieniędzy. Mój facet jest prawnikiem – owszem, zarabia dużo pieniędzy,ale inni jego znajomi nie mają już tak kolorowo. Swoją drogą nie jestem długo w zawodzie architekta,ale nie uważam,żebym zarabiała mało.

    Polubienie

    1. Nie o same zarobki chodzi tylko o stosunek zarobki – odpowiedzialność – ilość pracy. Architektura to taka profesja pomiędzy młotek a kowadłem – niby wolnorynkowa, a jednocześnie silnie restryktowana przepisami – zwłaszcza w Polsce. Architekci zapier… więcej niż by zapierdzielali na wolnym rynku, zarabiając jednocześnie mniej przez socjalistyczny ząb państwowych przepisów, etc.

      Polubienie

  2. A ja myślę, że to problem osób pracujących w różnych zawodach. Poświęcamy większość życia na pracę, a nie mamy chwili, żeby tym życiem się cieszyć. Ja dopiero po jakimś czasie stwierdziłam, że nie mogę dłużej tak funkcjonować. Dalej pracuję w zawodzie, jestem menadżerką, to jest moja pasja lubię poświęcać temu czas ale nie ponad moje siły.

    Polubienie

  3. Muszę sprostować jedną kwestię poruszoną w artykule. W większości przypadków prawnicy również zarabiają małe pieniądze. Na początku kariery wręcz psie grosze. Wiem z autopsji 😉

    Polubienie

  4. Ja też jestem architektem i żałuję, że zmarnowałam 20 lat swego życia na te projekty. Nic się nie dorobiłam a wręcz przeciwnie, zarobki ledwo do przeżycia.

    Polubienie

    1. Zasuwasz swiatek-piatek, nierzadko nocki, ciagle terminy-bo przeciez ‚my nie jestesmy urzednicy,zeby nam wypadaly dlugopisy z o 18stej’ etc etc. Gowno prawda. Niewolnicza kraina never ending story. Pozioma sciezka kariery.; Nie, nieszta i tak nie jest esztae warto. LUB: Owszem-warto=ale na swoim. Zreszta i tak jest nie lekko.

      Polubienie

  5. Ja za to wręcz nienawidzę swoich studiów. To właśnie dzięki nim moje lekkie zaciekawienie architekturą przerodziło się w czystą i nieskrywaną niechęć, wrogość, a często (co jak pisałam wcześniej) otwartą nienawiść. Do kierunku i innych studentów. Do zawodu, gdzie każdy myśli jakim to nie jest geniuszem projektowania, oh i ah. Tak, jestem zazdrosna. Bo inni odnoszą sukcesy, a ja nie – pomimo równych nakładów pracy. Bo inni mają nowatorskie pomysły – a ja wpadam wręcz w histerię gdy (przykładowo) oto kolejny raz staram się wymyślić projekt (często od nowa – bo przecież tak fajnie powiedzieć komuś przy całej grupie jaki to jego projekt jest beznadziejny ”tu wszystko jest źle!” bez dalszej pomocy w naprawieniu tego czy choćby nakierunkowaniu. [W przeciągu trzech lat, tylko raz! miałam panią z ćwiczeń, która po korekcie przysiadała i sama kreśliła co ma być dobrze.] Po co? Niech student sam rozgryzie, prawda?). Bilansując całe moje studia mogę powiedzieć jedno: to dzięki nim straciłam całą pewność siebie, jednocześnie obserwując u siebie początek głębszej deprechy. Z dziką rozkoszą rzuciłabym natychmiast ten koszmarny kierunek; niestety zostały mi tylko 2 lata i głupio mi teraz to zakończyć. Ale jedno wiem na pewno: nie zamierzam pracować w zawodzie. Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad innym kierunkiem ”mniej wymagającym”, gdzie nie spędzasz całej nocy i całego dnia na projekcie i na myśleniu o jego rozegraniu! Tak czy siak gdyby ktoś pytał czy zdecydowałabym się raz jeszcze iść na architekturę: NIGDY. Jeśli nie masz prawdziwej „pasji”, nie potrafisz wytrzymać ciągłego napięcia i masz problem z samoakceptacją etc. a przede wszystkim nie masz choć odrobiny talentu – nie idź. Bo ten kierunek cię po prostu pożre. Wiadomo, po tak długim czasie człowiekowi wydaje się, że to lubi; bo człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do nawet i najgorszych warunków (ot, kwestia psychiki. Inaczej by się oszalało). Tylko szkoda mi czasu, który nad tym wszystkim spędziłam..

    Polubienie

    1. Skoro nie chcesz pracować w zawodzie to po co ci dyplom, który i tak nie jest nic warty dziś? Zmarnujesz kolejne 2 lata życia. A propos samych studiów – jeśli się chce być architektem to trzeba mieć grubą skórę. Jeśli panią wykładowczynię czy pana profesora traktujesz jak lepszego i mądrzejszego od siebie – to nie nadajesz się na architekta. Z całym szacunkiem, ale niestety tak jest. Mówię Ci to jako osoba, która na studiach NIGDY nie słuchała wykładowców. Robiłam swoje. Żeby było śmiesznie – im bardziej robiłam po swojemu tym więcej szacunku od nich otrzymywałam i wyższe oceny…

      Spróbuj takiego podejścia, albo daj sobie spokój z tym zawodem. Jeśli studia Cię wyniszczają, to prawdziwa praca architekta Cię pogrąży totalnie. Studia to taki tylko mały przedsmak tego co Cię czeka w polskiej rzeczywistości.

      Polubienie

    2. Cześć! Mam dokładnie tak samo. Generalnie właśnie powinnam kończyć makietę i skonczyc projekt, ale juz nie mam sily na to patrzec. Tak, ten kierunek wpędza w depresję i choroby. Niespanie, stres odbija sie na psychice i zdrowiu. Wciaz targam sie z myslami czy nie rzucic tych okropnych studiow, brakuje mi odpoczynku. I niestety tracę pewność siebie i odwagę coraz bardziej. Czy to znaczy ze powinnam skonczyc czym predzej?

      Polubienie

  6. Jak bloga czytam od deski do deski, tak opinii w tym temacie nie dalem rady!.Mysle, ze nalezy zadac sobie trzy pytania…co to znaczy kariera?sukces? czyj sukces?kto spija szampana, a kto zaniedbuje dom, meza, psa?Czy kasa zarobiona takim kosztem nie parzy w lapy?Czy nie lepiej w tym czasie uratowac slimaka na szosie?Ps.32 lata w najwiekszej korpo w RP, 16 lat wlasna dzialalnosc, obecnie bezrobotny zbierajacy ziola ..pozdrawiam.

    Polubienie

  7. dlaczego rzuciłam karierę architekta?

    U nas w Polsce „kariera” jest mitem, jaka „karierę” moze zrobić architekt? (notabene, słowo to pochodzi od fr. carrière czyli kamieniołomy) Równiez jestem architektem i moge śmiało powiedzieć ze nie ma czegoś takiego jeśli jesteś pracownikiem najemnym, karierę mozna zrobić działając samemu. Dla jednego sukcesem będzie duza firma, dla innego wolność free lancera. Generalnie w Polsce i nie tylko, w tym zawodzie nie ma szacunku dla kobiet, ironiczne „pani architekt”, co ona moze wiedzieć, jest powszechne w swiadomości społecznej, od prostego robotnika zaczynając na szefie pracowni kończac. Kobieta w polskiej pracowni ma szansę co najwyzej na project managera albo speca od dokumentacji technicznej, jak rzadko kobiety są autorami koncepcji, członkami zarządu czy szefami firm.

    Architekci powinni zrozumiec,ze ich działalność jest typowo usługowa i projektujemy dla kogos a nie dla siebie. Jest to usługa – jak kazda inna a nie misja, czy swój pomnik. Pozwolic sobie na zdrowy dystans do tego co się robi, to jest recepta na sukces. Projektować tak by najlepiej odpowiedziec na potrzeby odbiorcy, w zgodzie z własnymi przekonaniami. Potrafic odrzucic zlecenie jesli nie zgadza się z wyznawanymi przeze mnie wartościami.

    Dla mnie przykładami pozytywnymi osób, które odniosły sukces w tym zawodzie w Polsce to pan Konior i Agnieszka Dobrowolska, załozycielka firmy AD-ARCH

    Polubienie

    1. Nie zgodzę się. Moja przyjaciółka chociażby jest najlepszym dowodem na to, że można zrobić karierę jako arhcitekt w Polsce. Cieżką pracą oczywiście. Dziś zarabia naprawdę porządne pieniądze i pracuje z pełną wolnością. Da się. Kwestia czy warto 🙂

      Polubienie

          1. to jest właśnie to o czym piszę, czyli odwala najczarniejsza najbardziej odpowiedzialną i stresującą robotę za jak przypuszczam nieadekwatne pieniądze, kobiety są w tym najlepsze, nie jest jednak członkiem zarządu ani autorem koncepcji prestizowego projektu, tym bardziej właścicielem biura? przechodziłam przez to
            ostatnio zaproponowano mi taką pracę (uśmiałam się): all in one, to jest project manager (w duzej firmie mieszczącej się w jednym z najbardziej prestizowych i nowoczesnych biurowców w Warszawie) z biegłą znajomością języków (po co wydawać na tłumacza), który zaprojektuje od a do z, wykreśli, wydrukuje, złozy i oprawi, podpisze własnymi uprawnieniami, uzgodni w urzędach, uzgodni z inwestorem, skoordynuje branze, załatwi mapy i dokumenty formalnoprawne oraz zrobi fotorealistyczne prezentacje, oczywiście wszystko bez jakiejkolwiek pomocy asystenckiej czy choćby biurowej
            to jest polska rzeczywistość, za 5 tys miesięcznie na umowę o dzieło oczywiście z 50 % kosztami uzyskania
            bardzo dziekuję za taką „karierę”, wolę adaptować projekty typowe w zaciszu swojego domu, czasowo i finansowo zdecydowanie na plus i z korzyścią dla rodziny (4-6 godzin pracy dziennie)

            Polubienie

            1. Z tego co wiem, ona ma kontrakty, więc nie zarabia jak typowy menadżer w wielkim mieście. Zgadzam się z tym co piszesz, tak jest w większości przypadków. Ona akurat pracuje jak chce i kiedy chce, nie pracuje też dziś dużo. Jest autorką całych projektów od A do Z. Ale jest na pewno wyjątkiem od reguły. Co nie oznacza też, że ja bym tak pracowała, ale każdy ma swoje życie i dokonuje swoich wyborów. Nie mierzmy innych swoją miarą, to, że Tobie się nie udało czy coś Ci nie odpowiada nie oznacza, że ktoś inny nie będzie w takiej roli zadowolony, albo wywalczy sobie odpowiednią pozycję.

              Polubienie

  8. Właśnie kończę liceum, część matur jest już za mną, jednak wciąż nie wiem co chcę studiować. Jestem kreatywna, nie mam problemu z przedmiotami ścisłymi, lubię rysować, a nawet projektuje i wykonuję przedmioty z drewna do mojego ogródka np. kwietniki, piaskownica itp. Sprawia mi to ogromną przyjemność, dlatego myślałam o studiowaniu architektury krajobrazu, ponieważ chciałabym projektować ogrody, jednak po wgłębieniu się w temat stwierdziłam, że po tych studiach zasilę tylko grono bezrobotnych, dlatego zaczęłam myśleć nad architekturą wnętrz. Tutaj jednak sytuacja wygląda niewiele lepiej, ponieważ architekci nie są zadowoleni ze swojej pracy. Czytając wiele opinii stwierdziłam, że praca twórcza jest tylko niewielkim elementem tego zawodu. Teraz nie mam bladego pojęcia jakie studia wybrać, aby w przyszłości czerpać satysfakcję ze swojej pracy.

    Polubienie

    1. I nie wybieraj żadnych, po prostu rób to co sprawia Ci przyjemność, sposobów na zarabianie pieniędzy jest mnóstwo. Jesteś kreatywna, masz pasję – będziesz zarabiać i cieszyć się życiem. Nie – pójdziesz na studia i zasilisz bezrobotnych tak jak sama mówisz. Po co od razu się poddawać nie próbując? Na studiach nie nauczysz się niczego co pomoże Ci z taką pasją.

      Polubienie

    2. Projektant zieleni to jest dobry zawod dla kobiety i na czasie, jest sporo ofert, przede wszystkim zaś w tym zawodzie, w przeciwieństwie do architektury i budownictwa, kobieta moze zrobić karierę i ma na to przyzwolenie społeczne ze tak powiem. Trzeba wybrać taki zawód, w którym kobieta ma szansę na karierę i zgodnie z zamiłowaniem czy tez naturalnymi predyspozycjami. Przede wszystkim jednak nalezy zdecydować czy się chce być matką czy robić karierę zawodową. Tych dwóch rzeczywistości nie da się pogodzić. z mojego doświadczenia, bycie matką jest o wiele bardziej ekscytującą przygodą:) powodzenia

      Polubienie

  9. Jestem początkującym architektem w Krakowie. Pracuję od 5 miesięcy, zarabiam 1400 zł na rękę, oczywiście bez żadnej umowy, z wielką łąską przy każdej wypłacie. Praca to wyzysk po 9 godzin i dojazdy po godzinę do pracy i godzinę do domu. Jak w takich warunkach można myśleć o jakichkolwiek zmianach, o jakichkolwiek planach? Zostaje sama frustracja i wiara w to, że żmudną tyradą za jakiś czas będzie człowieka stać na wynajmowanie mieszkania w którym niema ścisku, jest cisza i miejsce na odpoczynek.

    Polubienie

    1. Dokładnie tak samo zaczynałam, tyle że ja zarabiałam jakieś 1200zł na rękę :-). Po prostu tak jest, studia, o czym niedawno pisałam nie przygotowują do życia ani pracy. Jeśli pierwsze lata poświęcisz rozwojowi, będziesz dorabiał na boku by „przeżyć” to może coś z tego będzie. Ale nie gwarantuję 🙂 Mi się udało, aczkolwiek dziś nie poszłabym w tym samym kierunku co kiedyś. Powodzenia!

      Polubienie

  10. Kasiu, czy rzeczywiscie zycie architekta w Berlinie/Europie jest az tak straszne? Mieszkalam w Berlinie kilka lat po czym przenioslam sie do Londynu gdzie studiowalam architekture wnetrz i przestrzeni. Zaraz po studiach wyjechalam do rownie przez niektorych polecanej Australii. W Sydnej spedzilam 4 lata pracujac w zawodzie. Praca 7- 15:30 z cudownym mentorem, a projekt kazdy byl ciekawy- bo tak go postanawialismy widziec. Po godzinach zostawalam czasem ale dlatego ze po prostu chcialam wiecej sie nauczyc, posiedziec z szefem i nieformalnie podyskutowac o projektowaniu. Po pracy plaza, sport, przyjaciele.. Firm jak moja jest tam kilka jak rowniez te gdzie siedzi sie po 13 godzin dziennie, ktore omijalam szerokim lukiem. Swiadomie wybralam firme dla ktorej pracowalam na warunkach ktore wyzej opisalam. Jednak kiedy skonczyla mi sie wiza i mialam do wybru nowa wize albo rzucenie wszystkiego i wyjazd do Europy. Wybralam to drugie- intuicyjnie. Nie miala ta decyzja zadnego sensu ale chcialam wrocic na troche i zobaczyc czy tesknilam. I okazalo sie ze strasznie!!! Tesknilam chocby za porami roku. Polska zima byla cudowna, sniezna, rzezko zimna, teraz wiosna, budzenie sie do zycia, kwiaty, kolory, swoi ludzie. Odwiedzilam tez Berlin i na nowo zakochalam sie w architekturze, kulturze, mozliwosciach. Sydnej bylo dla mnie zbyt odlege geograficznie i obyczajowo, ludzie po prostu inni, wiele rzeczy kopiowane z ameryki a w najlepszym wypadku z europy ale nadal wyraznie kopiowane. Czulam jakby sztucznosc tego miasta. Brak autentycznosci. Kiedy wrocilam nagle wszystko wydalo sie byc na swoim miejscu. W miedzyczasie bylam tez miesiac na Karaibach (dokladnie na Kajmanach) i nawet dowiadywalam sie o prace ale doszlo do mnie ze nie rozwiaze to zadnego z moich problemow! Choc poznalam tam wielu bardzo szczesliwych mieszkancow, nie skusily mnie boskie plaze, natura, upaly czy prostrze zycie. Ja kocham Europe, duze miasta, kulture, architekture, design, sztuke, piekne kawiarnie w Pradze, styl zycia w Berlinie, teatry i muzea w Londynie, wielopietrowe ksiegarnie w Wiedniu. I wierze gleboko ze tu rowniez sa ludzie ktorzy cenia sobie jakosc zycia. I choc dopiero zaczynam szukac nowej pracy- wlasnie w Berlinie, to jestem pewna ze jest tam choc jedna firma ktorej szef kocha design, pragnie tworzyc, wie czym jest zdrowa produktywnosc i dbalosc o pracownikow jak w mojej firmie w Sydnej. A przeciez ja tylko jednej takiej firmy potrzebuje zeby zaczac znow prace w zawodzie ktory kocham. Dlatego uwazam ze nie problem w kraju, miescie czy nawet zawodzie architekta. Problem w nas samych.
    Takie jest moje zdanie. Jednak chcialam zrwocic sie do Ciebie Kasiu, skorzystac z twojego doswiadczenia i zapytac dlaczego nie widzisz szans na szczescie w Berlinie zwlaszcza jako architekt? Czy uwazasz ze nie ma szans na znalezienie tam fajnej pracy na dobrych warunkach?

    pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

    1. Polecam Ci uważną lekturę bloga bo dokładnie to wszystko co piszesz opisuję w artykułach. Powiem tylko tyle – też kiedyś myślałam, mówiłam i uważałam jak Ty. Dokładnie takie same słowa padały z moich ust. To samo mówiłam nawet o Karaibach. Ale właśnie dlatego postanowiłam to rzući – i zobaczyć co jest „po drugiej stronie”. Nigdzie nie pisałam, że moje życie w Berlinie było „starszne” – wręcz przeciwnie, było fenomenalne (wg moich ówczesnych założeń i wiedzy). Bardzo trudno było je zostawić.

      Ale dziś, po naprawdę wielu zmianach, jakie we mnie zaszły dzięki tej przygodzie z Karaibami patrzę na to wszystko inaczej. Dostrzegam też te minusy, których wcześniej nie widziałam, bo nie miałam prawa widzieć, żyjąc od zawsze w miastach. Też wcześniej mówiłam „kocham miasta” etc. Dziś je odwiedzam, ale widzę wszystkie problemy, widze sztuczność i nienaturalność życia w nich (nawet w tych „zielonych” miastach jak Berlin właśnie). Czuję ohydne, zanieczyszczone do granic możliwości powietrze. Dostrzegam pułapki, czyhające na każdym kroku, w które ludzie tak łatwo wpadają (i nie chodzi tylko o kredyty). Widzę idiotyzm i zniszczenie konsumpcjonizmu.

      Dziś widzę po prostu, że miasta są pierwszym problemem ludzkości. Są jak więzienia, w których podaje się ludziom narkotyki w postaci rozrywki, by ich tam utrzymać. I ludzie myślą, że chcą tam żyć…

      Zastanawiałaś się kiedykolwiek DLACZEGO masz potrzebę życia w mieście? Dlaczego masz potrzebę w ogóle pracować? Projektować? Dlaczego „wybierasz widzenie każdego projektu jako interesującego”?.

      Ja po prostu znalazłam na te pytania bardzo drastyczne, ale też bardzo prawdziwe odpowiedzi. Czego Tobie i wszystkim innym życzę 🙂

      Polubienie

      1. Rozumiem ze zycie blizej natury jest zdrowsza alternatywa to fakt. Jednak uwazam rowniez ze pulapki miasta o ktorych piszesz sa niebezpieczne tylko dla ludzi ktorzy nadal spedzaja czas siedzac przed telewizorem i wierza w to ze mowia nam tam cala prawde o swiecie, przy tym jedza przetworzone jedzenie i popijaja piwkiem na poprawe humoru. Konsumpcjonizm rowniez jest do okielznania i nie trzeba wyjezdzac na drugi koniec swiata by sie z niego obudzic. Rozrywki o ktorych piszesz to jak rozumiem np. smieciowe hollywoodzkie kino, ale co z cudowna opera, teatrem, baletem, muzeami, starymi bibliotekami w krotych mozna sie cudownie zgubic na caly dzien? To sa przywileje zycia w miescie, za tym kryje sie moja potrzeba zycia w nim, chce miec to wszystko na wyciagniecie reki jak Ty plaze i slonce. A nasze cudowne 4 pory roku to przywileje zycia w Europie. Mam rowniez potrzebe pracowania bo sie w tym spelniam, widze kazdy projekt jako interesujacy bo jest to moja pasja. Oczywiscie moglabym to robic wszedzie ale chce tutaj w tych warunkach. Co innego, drastycznego w tym widzisz ty? Odpowiadzasz bardzo ogolnikowo. Dlaczego Berlin kiedys byl fajny dla ciebie a teraz nie jest? Moze po prostu wolisz zycie na plazy, chodzenie boso i prostote zycia na wyspie? Ot po prostu! Moze nie Berlin/miasto jest winne tylko twoje preferencje? I odkrycie ich bylo twoja wielka przemiana?

        Jestem wegetarianka/ weganka od lat, uprawiam joge, medytuje, czytam wiele na temat psychologii, zdrowego zywienia i zycia, jestem swiadoma przekretow firm farmaceutycznych, wyzysku w wielkich firmach czy mozliwych teorii konspiracyjnych naszych czasow. Czytam twojego bloga i widze ze ty rowniez wiesz nie malo o swiecie- nie sadzisz jednak ze ta wiedza pochodzi wlasnie od ludzi ktorzy zyli w miastach, ksztalcili sie na uniwersytetach/ byli mentorowani przez wyedukowanych ludzi lub mieli dostep do ksiazek i teorii wlasnie w tych wielkich miejskich bibliotekach? A co z tymi co wymyslili technologie i internet ktore teraz pozwala ci pisac tego fajnego bloga?

        Uwazam ze prawie wszedzie na ziemi mozna prowadzic w miare zdrowe, swiadome i szczesliwe zycie oraz spelniac sie kazdego dnia czy to pracujac czy to wychowywujac dzieci lub po prostu robiac nic, a jedynym problemem jest to zeby kazdy zadal sobie trud i znalazl to idealne miejsce i zajecie dla siebie..

        pozdrawiam

        Polubienie

        1. „To sa przywileje zycia w miescie” – no właśnie… dla mnie to nie są już „przywileje”, dla mnie to są dziś oczywiste pułapki. Ale do takich wniosków można dojść tylko odcinając się od tego – czy potrafiłabyś? Paradoskalnie im silniej odpowiadasz „nie” tym bardziej tego potrzebujesz…

          Polubienie

  11. Cieszcie się ,że macie prace jaką macie , nie kazdy jest po technicznych studiach i nie akzdemu jest dane pracowac za kilka tysiecy miesiecznie a moze i nawet kilkanascie , bo slyszalem ,ze wbrew opiniom autorki bloga ,architekci nie zarabiają mało … Prawnicy, informatycy , lekarze tez zarabiaja malo tak?? tylko dziwne ,ze wiekszosc sie chce zesrac zeby byc kims z tych wymienionych .. to przeczy logice …. ja po humanistycznych studiach czuje sie nikim , a wy po akich studiach wypisujecie takie glupoty;)

    Polubienie

  12. Przyjezdzajcie do Londynu ludzie tu jest tyle pracy dla architektow, że opedzic sie nie moge od rekruterow. I niektóre biura są takie same jak w pl ze zostają teamy dłużej w pracy, ale większość nie. Zwłaszcza teraz kiedy brakuje pracowników.

    Polubienie

    1. Można i do Londynu, ale chyba nie tylko o pracę chodzi? Praca to tylko dodatek do życia – istotny, ale nie chyba powinien determinować tego gdzie chcemy mieszkać (aczkolwiek, czasami nie da się inaczej). Londyn jest dla mnie zbyt ‚przeładowany’… i pogoda nie taka. A propos pogody – na Karaibach cyklony/huragany nie są uciążliwe?

      Polubienie

      1. Gratuluję podejścia do życia – większość osób właśnie pracą definiuje całe swoje życie. O huraganach będzie wpis, obiecuję, jak tylko jakąś większą burzę tropikalną przeżyję. Póki co, nic 🙂 Wielkie huragany są raz na kilka dekad.

        Polubienie

  13. Też jestem architektem. Chociaż tej profesji nie oddałem serca, to jednak robię to, co robię… staram się unikać nadgodzin i pracy w weekendy (bo cenię sobie czas wolny), co jednak owocuje nerwami i szarpaniną (w czasie ‚niewolnym’). Wynika to głównie z „realnych” terminów i nawarstwienia tematów, których w ramach etatu nie da się obrobić… tylko czekam aż zawalę jakiś ważny projekt-kiedyś czekałem na to że strachem, potem coraz bardziej obojętnie. Teraz czekam na to chyba z nadzieją. Może się nigdy nie doczekam? Pewnie, nie zarabiam źle, a mimo to od pewnego czasu myślę sobie- po co to wszystko? Przeglądam czasami oferty pracy dla architektów. Zastanawiają mnie sformułowania, które pojawiają się w większości ogłoszeń: „wymagana odporność na stres” oraz „umiejętność pracy pod presją czasu”… To bardzo źle, że idąc do biura mamy z tyłu głowy zakodowane, że idziemy się postresować, że utożsamiany pracę z ciśnieniem. I trafiłem tutaj, gdzie opowieść o architekturze pokrywa się z moimi doświadczeniami (może poza miłością do tego zawodu)… czas na zmianę? Chyba tak.

    Polubienie

  14. I tak zazdroszczę Ci, że wytrwałaś kilka lat. Ja po pół roku pracy w naszym zawodzie mam konkretnie dość. Nie zarabiam najmniej zwłaszcza w porównaniu z tym, że większość osób po tych studiach dostaje się na bezpłatne staże, ale i tak ciężko jest cokolwiek z tego odłożyć. Nawet jak nie pracuję to myślę o pracy i ciągle stresuję się, że coś zrobiłam nie tak, a przy moim obecnym przemęczeniu bardzo łatwo o pomyłkę. Pod koniec miesiąca kończy mi się umowa i najchętniej powiedziałabym, że to rzucam, ale nie będę miała z czego żyć, a nie chcę wrócić na garnuszek do rodziców. Zwłaszcza, że wyjechałam na drugi koniec Polski, a oni chętnie ściągnęliby mnie z powrotem. Poza tym nie chcę zostawić firmy ze wszystkimi rozgrzebanymi przeze mnie projektami – zwłaszcza, że pracowałam w innych programach niż moi koledzy. No i tak jak pisałaś – ciężej jest rzucić pracę, czy się postawić jak szef jest Twoim kumplem. A ja marzę o bezstresowym życiu, a przynajmniej nie aż tak stresowym jak w tej chwili, ale stanęłam w takim momencie bezsilności, że nie do końca wiem co dalej. I tak samo jak Ty, wcale nie chcę na stałe rozstać się z architekturą. Ja uwielbiam projektować, jednak nie w taki sposób. No i oczywiście wszyscy wokół mi mówią, że chyba oszalałam jeśli chcę rzucić tak dobrą pracę. W końcu każdy wie lepiej jak powinno wyglądać moje życie. Tak samo było na studiach jak postanowiłam wziąć dziekankę. Wszyscy odradzali, bo po dziekance na pewno nie wrócę. A to była chyba najlepsza decyzja mojego życia. W czasie przerwy popracowałam w czymś nie związanym z architekturą, zwiedziłam trochę Europy, nabrałam nowego spojrzenia i tylko się upewniłam w tym, że jednak chcę projektować. I chociaż w tym momencie jestem trochę na rozdrożu to wiem, że w końcu znajdę w sobie siłę żeby to rzucić i zacząć żyć naprawdę po swojemu. Na Karaiby na stałe nie wyjadę, bo jestem jedynaczką, a dobrze pamiętam reakcję rodziców jak powiedziałam gdzie dostałam pracę (chociaż był to tylko drugi koniec Polski, a już wcześniej w wielu miejscach w Polsce mieszkałam). Mam jednak nadzieję, że tak to poskładam żeby mieszkać w Polsce, robić to co kocham i dużo podróżować. Jeszcze nie mam planu, chociaż planu pewnie nie będę miała do końca, muszę znaleźć tylko właściwy kierunek, z którego się nie wycofam. Dziękuję za Twojego bloga, bo jest dużą inspiracją, że marzenia nie muszą zostać tylko marzeniami. Pozdrawiam cieplutko z chłodnawej, ale mimo wszystko pięknej Polski 🙂

    Polubienie

    1. To gratulacje! Jesteś młoda – masz siły. Więc można się trochę pomęczyć – byle był w tym jakiś cel. A jak się kończy umowa – zrób nową, ale już na swoich warunkach – mówisz, że to dobra praca – domniemam, że masz tam jakąś pozycję – próbuj. Do odważnych świat należy. A jak się nie zgodzą – to masz przecież milion innych opcji. Upartości Ci życzę! 😉

      Polubienie

  15. Bardzo inspirujący wpis. Trzeba mieć jednak odwagę by w czasach gonitwy za pieniądzem, sukcesem, statusem społecznym i oczekiwaniami otoczenia powiedzieć „to nie dla mnie” i wybrać własną, życiową drogę, odbiegającą od „normy”.

    Polubione przez 1 osoba

  16. Dzien dobry, Pani Architekt !

    Bardzo wiele podobienstw, przemyslen i analiz:
    Tez architekt, psychologia, jezyki obce, podroze/podobne talenty i zainteresowania/…no i w efekcie (mam 45 l.)zostalo mi ze sfery zawodowej, oprocz tego, o czym pisalas, nerwica(buhahaha), zwyrodnienie kregoslupa i poczatki alkoholizmu. Ale nie o tym chce pisac. Zafrapowala mnie Twoja definicja sukcesu-tzn.kierowanie sie intuicja, i nie wiem tylko czy piszesz to jako kobieta czy to generalna zasada. Tez analizowalem podobnie ale..w pewnym momencie zdecydowalem rozumowo (wybory sercem okazywaly sie zwykle porazkami wiec odpuscilem) tak ,ze teraz ani serce ani rozum nic nie podpowiada ))) Taki kac samoswiadomosci. Ciekawi mnie ,czy sprawdza sie ciagle Twoja zasada, kiedys czlowiek zaczyna miec jakies zobowiazania- dzieci etc. i wtedy zakres wyborow ‚intuicyjnych’ moze sie zawezic na niekorzysc tego co ‚musisz’. czyz nie? Ale moze bredze troszke. Podoba mi sie,to co napisalas. Uswiadamiam sobie ,ze cos mija bokiem a mnie tam nie ma. Nie wiem,czego mozna zyczyc komus na Karaibach, moze chlodnych drinkow? Pozdrawiam, bcd.

    Polubienie

    1. Serce nie równa się intuicja. To co nazywamy „sercem” to po prostu emocje. Niestety same emocje nie wystarczą. W sumie dobry pomysł na kolejny artykuł bo wiele osób tego nie rozumie. Intuicja to ZDOLNOŚĆ CZYTANIA EMOCJI. Rozumienie ich. Kierować się „sercem” to iść za emocjami (np. uderzyć kogoś bo nas zranił). Kierownaie się intuicją to co innego – to czytanie informacji z tych emocji (np. zerwać kontakt bo rozumiesz że znajomość z kimś Cię rani). Dziękuję za życzenia, chłodne drinki z Polakami na wakacjach akurat dziś będziemy celebrować wieczorem więc trafiłeś w 10 😀

      Polubienie

      1. Witam ponownie.
        Zaczyna mnie wkurzac Twoj blog, uswiadamia mi ‚pewna taka’ bezsensownosc dzialan zwiazanych z ‚kariera’ architekta’, cos, w co wierzylem lecz gdzies wewnatrz mialem stale te same zastrzezenia, zagluszalem je, przeczekiwalem, troche sie ludzilem. Teraz nie mam nic z architektury,nie czuje motywacji ani ochoty ani fascynacji, probuje odnalezc odpowiedz na pytania, na ktore Ty najwyrazniej -przynajmniej czesciowo-zdazylas sobie odpowiedziec na ‚tych Karaibach’. Z drugiej strony za miedza trawa zawsze jest bardziej zielona, nieprawdaz? Niemniej ciesze sie ,ze ‚komus sie udalo’ )) Prosze kontynuowac, trzymac sie dzielnie i od czasu do czasu zasilic nas karaibskim sloncem, chociazby na fotkach.

        PS. Jesli nie architektura, to co? )))

        Polubienie

          1. ..przerazasz mnie troszke ;-), mam identyczne przemyslenia jak te, opisane przez Ciebie w w/w. ALE nie mialem odwagi sobie powiedziec wprost ,ze zmarnowalem wiele czasu na dojscie do tego. Tu dochodze jeszcze jeden a moze 2 elementy: w dziecinstwie zawsze slyszalem ,ze ten ma glos(rzadzi) kto zarabia-niby logiczne. Poza tym dla faceta(mnie) zarabianie to tez czesc samorealizacji, dowartosciowania. Prawie 5 lat temu odszedlem z duzego biura, potem probowalem znowu zaczynac ale bezsens(bo jest to pewien bezsens-piszesz o nim jasno) nie pozwala mi sie tym przejac na serio, poza tym wieczna, absurdalna presja, terminy, zabieranie wspolpracownikow przy skracaniu terminow oddań…Paranoja, do dzis myslalem ,ze ze mna jednak nie do konca…)); Moglbym b.wiele napisac do w/w ale nie chce zanudzac wlasnymi doswiadczeniami. Reasumujac: zgadzam sie z tym,co piszesz ale czasem bywa i tak, ze najpierw dlugo pedzisz jak ekspres ku ‚swietlanej przyszlosci’ az dojedziesz do punktu, w ktorym zadajesz sobie pytania, ktore omijalas przez caly ten czas i w koncu nie umiesz stwierdzic: co naprawde lubisz? czego chcesz?

            Polubienie

            1. Spokojnie, wszystko w swoim czasie. Nie ma też czasu straconego – na najgorszych decyzjach się uczymy 🙂 Kiedyś gdzieś widziałam wywiad: „Jaka jest tajemnica sukcesu?” „-Dobre decyzje”. „A skąd wziąć dobre decyzje”. „-Z Doświadczenia”. „A skąd doświadczenie?”. „-Z tych złych” :DDD

              Polubienie

  17. Dziękuję Ci bardzo za tego posta, jakbym czytała o sobie. Jestem jeszcze w trakcie studiów architektonicznych, ale pracowałam już za granicą w jednym z uznanych biur architektonicznych. Mnie również wydawało się to początkowo spełnieniem marzeń, aż do momentu gdy stwierdziłam że za nic na świecie nie chce się stać taka jak moi koledzy i koleżanki z pracy:) Każdy oczywiście jest za siebie odpowiedzialny i wybiera to, co dla niego najlepsze, ale mam wrażenie ze wiele architektów staje się właśnie, tak jak piszesz, ofiarami swoich własnych marzeń. Do tego jak wiadomo „all work no play makes Jack a dull boy”. Dlatego dobrze zadać sobie w odpowiednim momencie pytanie co jest w życiu ważne, a odpowiedź stale weryfikować.

    Szkoły architektoniczne mają w tę erozję duży wkład – wszystko ma być perfekcyjne i jest na wczoraj; zawsze jest się pod presją, a nawet kiedy nie wynika ona z programu to studenci ją sobie stworzą. Naturalnie nie jest to jedynie problem tej dziedziny. System edukacji nie wspiera samodzielnego myślenia, kreatywnych poszukiwań, istoty studiowania; służy tylko potrzebom rynku. Gdzieś w tym wszystkim zatraca się sens tego co się robi i pasję, od której się wszystko zaczęło. A można przecież zupełnie inaczej:)

    Czasem jest bardzo trudno przyznać pewne rzeczy przed samą sobą. Lepiej bym tego co napisałaś nie ujęła. Przybijam piątkę i pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

    1. Dziękuję! Miło widzieć że ktoś tak szybko się połapał 😀 Mi to zajęło niestety trochę długo – może nie samo połapanie się że coś tu nie gra, ale właśnie przyznanie tego szczerze – bo już na studiach miałam ochotę to rzucić w cholerę jak to się mówi. Z drugiej strony doświadczenie zdobyte podczas ciężkiej pracy przynosi mi profity dzisiaj 🙂 Najważniejsze to wyciągnąć lekcje życiowe i iść dalej mądrzejszym o nie!

      Polubienie

  18. Pozdrawiam Cię Kasiu i jestem pod wrażeniem wyborów. Życzę spełnienia i satysfakcji z ich dokonania. Jednak nie ze wszystkim się zgadzam, za to w dużej mierze zgadzam się z opinią Marlota.
    Co to znaczy wielka kariera czy życie typowego architekta?… Pracuję jako Architekt i kocham ten zawód, nie wiążę go z wielką karierą- wystarczy satysfakcja z tego co robię i nie czuję się „typowa” każdy ma swoją drogę i wybory niezależnie od zawodu czy trybu pracy, które są przecież jego wyborem.
    Problemy, o których piszesz dotyczą wszystkich branż a zwłaszcza, moim zdaniem,ludzi z młodszego (przynajmniej ode mnie) bardzo niecierpliwego pokolenia. Wszystko chcecie szybko a trudności też szybko zniechęcają i rozczarowują…
    Zgadzam się w 100%, że swój czas trzeba cenić i przeżywać go świadomie nie marnując na coś co cię nie zbliża do celu -osobistego szczęścia dlatego zaczęłam od gratulacji, że swojego miejsca odważnie szukasz i być może znalazłaś. To nie oznacza jednak jedynego słusznego rozwiązania… Podjęcie takiej decyzji w wieku 28 lat, to jedynie i aż -Twój osobisty wybór i rozczarowanie ( tak to odbieram) dosyć idealistycznymi i wybacz naiwnymi (co im absolutnie nie umniejsza) niespełnionymi oczekiwaniami. Ale czy to nie za młody wiek na takie generalizowanie, aczkolwiek oczywiście nie odbieram Ci jak najbardziej prawa do osobistych decyzji czy odczuć…Zawsze idź za swoją intuicją i sercem.
    I jeszcze o tej nieszczęsnej swojej firmie -jej założenie czy prowadzenie nie jest przecież celem, przynajmniej dla mnie, samym w sobie, to jedynie środek do osiągnięcia pewnego rodzaju niezależności nazwijmy to merytorycznej i logistycznej: Ty ustalasz tryb i formę pracy, całą logistykę i decydujesz o najistotniejszych jej aspektach twórczych (dla mnie to najważniejsze) chociaż ograniczenia i tak oczywiście zostają zresztą i tak im zdaje się teraz podlegasz: mam na myśli oczekiwania inwestora i aspekty formalno-prawne czy ekonomiczne…. Oczywiście jej prowadzenie nie jest proste i oczywiste dla wszystkich i wcale nie musi…
    I nie każdy pracodawca chce pracowników wykorzystać i zmanipulować tak jak nie każdy musi prowadzić firmę czy robić wielką karierę….Ale to się rozumie dopiero jak się jest po drugiej stronie. Ja też nie znoszę korporacji chociaż myślę, że niektórzy potrafią czuć się tam dobrze.
    NO i jeszcze nie poruszony tu aspekt rodziny -nie wiem czy Ciebie dotyczy, ale on wiele zmienia….
    Życzę Ci spełnienia osobistego i zawodowego i pozdrawiam serdecznie…. Uffff trochę jak starsza ciocia się poczułam mam nadzieję, że nie zbyt mentorsko – nie o to mi chodziło, tylko jestem z pokolenia, które do pewnych spraw dochodziło wolniej z przyczyn niezależnych, musieliśmy się dostosować do zmieniającej się bardzo szybko rzeczywistości i płacić tzw. „Frycowe”, ale nikt wtedy na to nie narzekał, cieszyliśmy się, że w ogóle możemy robić to co kochamy niezależnie od zapłaty – może teraz w tak bardzo komercyjnym świecie trudno to zrozumieć…. właściwie Twoja opinia jest znakiem jak bardzo się wszystko zmieniło i jak duże wymagania stawiacie i to pewnie dobrze, dobrze też, że po drugiej stronie (pracodawców, inwestorów) również są wymagania i wiara że mogą być spełnione -to dla mnie warunek wzajemnego, koniecznego przecież szacunku….
    Pozdrawiam jeszcze raz z „zimnej” Europy, wspaniała ta Twoja wyspa, i u nas też fajnie, myślisz, że to właśnie miejsce określa świadomość? Klimat na pewno pomaga. Ja ciągle, może także zbyt idealistycznie i naiwnie wierzę, że odczucie szczęścia nie zależy od miejsca-jest w nas obojętnie gdzie je ze sobą zabierzemy…dużo szczęścia w Nowym Roku!
    Beata Wolanin

    Polubienie

    1. Zgadzam się, że czasy wiele zmieniły. Ale mi nie chodziło o sam zawód jako taki – a raczej o ten światek architektów, który sobie stworzyli, tylko i wyłącznie na potrzeby swoich ego. Świat architektury jest identyczny ze światem mody – z tymi samymi problemami, tymi samymi patologiami i tymi samymi absurdami. Tam projektanci i modelki też czują powołanie i też żyją tym zawodem. Ja to pokazuję z innej strony – ze strony można to nazwać zwykłego człowieka – takiego, który tym nie żyje – i to wygląda po prostu śmiesznie. Pasja potrafi bardzo zaślepić i większość architektów jakich znam jest tą pasją właśnie zaślepiona. Poza tym widzą zawsze tylko detal całości, a inwestycja to o wiele więcej niż sam projekt i aspekty prawno-administracyjne. Tego architekci nie rozumieją, ich pojęcie o ekonomii jest zerowe – i stąd frustracje i problemy. Ja się w porę zorientowałam – i to właśnie opisuję – że nigdy nie chciałam tak naprawdę być częścią takiego światka. Tylko dlatego, że jestem architektem nie oznacza przecież, że muszę do tego swiatka należeć. Tym bardziej jeśli w rzeczywistości śmiać mi się chce jak patrzę na zachowania i działania dzisiejszych architektów, nawet tych „wielkich i sławnych”. Dziś projektuję zupełnie inne rzeczy – dla zupełnie innych ludzi – i to właśnie jest mój sekret. Bardzo silnie pilnuję też swojego czasu – dziś pracuję dużo mniej, a zarabiam mimo to wystarczająco. Ludzie harują od świtu do nocy, owszem, mają pieniądze, ale co z tego, jeśli 80% idzie na abonamenty, drogie wielkie puste mieszkania, itd…

      Polubienie

        1. ” Klimat na pewno pomaga. Ja ciągle, może także zbyt idealistycznie i naiwnie wierzę, że odczucie szczęścia nie zależy od miejsca-jest w nas obojętnie gdzie je ze sobą zabierzemy…”

          Starsi ode mnie mądrzy ludzie zawsze mi to powtarzają i staram się nad tym pracować:)

          Polubienie

  19. Czy nie myślałaś o własnym biznesie? Własnej pracowni? Przecież masz niesamowity potencjał, którego zapewne zazdrości Ci wiele osób. Rozumiem, że zależy Ci na tym, aby robić, to co się kocha, bo to najważniejsze 😉 Ale masz talent i nieszkoda Ci go, tak po prostu porzucić samemu sobie? Życzę Ci wszystkiego dobrego, znalezienia tego ‚czegoś’. Trzymam kciuki za mądre wybory 🙂

    Polubienie

    1. Z tego co czytam Autorka bardzo poważnie o tym myślała i doszła do rozsądnych wniosków. Bieżąca sytuacja na rynku sprzyja tworzeniu „czegoś” a to nie oddawałoby talentu w żadnym razie. Właśnie teraz idzie z prądem a nie pod prąd choć prozaicznie wydaje się być odwrotnie. Potencjał natomiast nie ma nic wspólnego z zawodem i nie jest wynikiem skończenia studiów tylko nietuzinkowego spojrzenia na świat, które wynika z konieczności podejmowania niezrozumiałych przez innych decyzji oraz na pewno z podróżowania.

      Ja dodam od siebie, że nie zrozumiem nigdy dlaczego człowiek, który zmuszony do pracy po 10-12 godzin dziennie zyskuje powszechny szacunek (w stylu „ciężko pracuje na rodzinę”) a ten, który identyczne efekty osiągnie w 2-3 to cwaniak.

      Co do wyzysku zgadzam się, że „sami się na to godzimy” ale jest tak ponieważ nie poświęcamy wystarczająco dużo czasu na analizę własnych wartości. Moją żelazną zasadą jest nie pracować po godzinach i nigdy tego nie zrobiłem mimo, że pracuję od lat w korporacji zatrudniającej 60.000 ludzi. Nauczenie się szanowania swojego czasu to jedna z najtrudniejszych lekcji w zakresie rozwoju zawodowego.

      Polubienie

    2. Jasne ze myslalam. Ale nie widzę w tym sensu. Życie jest za krótkie,aby poswiecac się tylko jednej rzeczy. Nie wykluczam, że kiedyś założenia własną pracownię, ale jeśli, to na pewno nie będzie to jedyne źródło dochodów. Wtedy możesz robić to co naprawdę chcesz, coś nowego. Rozwijać się , eksperymentować. Dziś widzę po znajomych z własnymi biznesami, że się przeliczyli. Mysleli że „na swoim” oznacza że w końcu będzie kasa i że będą mogli robić architekturę swoich marzeń. Ale rzeczywistość szybko to zweryfikowała. 90% pracy prosperującej firmy w takiej branży to zwykle projekty, zwykłą praca. Raz na 10 trafi się coś wyjątkowego, drozszego, ciekawszego. Architektura to praca taką sama jak każda inną.

      Polubienie

  20. Całkowicie się z Tobą zgadzam że ludzie często za bardzo nastawiają się na karierę zawodową zamiast skupić się na tym by po prostu żyć. Ale tak poza tym to mam wrażenie że głównym celem tego artykułu było, żeby sobie troszeczkę pomarudzić.
    Niepotrzebnie robisz z siebie ofiarę. Ekonomia w Polsce jest jaka jest. Jeśli chcesz być bardziej doceniana i kompatybilnie nagradzana finansowo polecam spojrzenie na możliwości kariery zawodowej z szerszej perspektywy. Świat jest duży. Zdziwiłabyś się jakie pieniądze mogłabyś dostać niektórych miejscach świata.
    Nie podoba mi się też generalizowanie…
    Mówisz że zawsze chciałaś być architektem, ale nie wygląda na to że faktycznie masz wielką pasję do architektury. Gdybyś miała pasję zrozumiałabyś, że niektórzy ludzie nie zostają po godzinach „w pracy”. Oni wykorzystują swój czas by robić to co kochają i rozwijać swoją pasję. Ten typ ludzi marzy o tym by pracować „przez całe życie”, bo właśnie to daje im szczęście i satysfakcję. Ale to jest bardzo trudne do wytłumaczenia komuś kto tak nie ma… 😛
    Pozdrawiam
    Marlot

    Polubienie

    1. To co napisales najlepiej ilustruje problem tego zawodu. Ludzie wierzą że to ich pasją. Że chca się temu w pełni poświęcać. Jasne że tak można i dokładnie to robilam parę dobrych lat. Niestety po jakimś czasie pojawiają się pytania czy było warto. Wg mnie nie było. Miałam i nadal mam możliwość pracować wszędzie, pracowalam nie tylko w Polsce i niezależnie od zarobków wszędzie są podobne problemy. Dziś jestem takim architektem jakim zawsze chciałam być. Pracuje dużo mniej i bez stresu. To nadal moja pasją, ale tylko jedną z wielu. Wielką kariera i pieniądze za zycie typowego architekta – nie, dziekuje. Wg mnie zadne pieniadze, slawa nie sa tego warte.

      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s