Jak oszczędzać pieniądze? Jak zdobyć to, o czym marzysz?

Aby w ogóle myśleć o zmianach życiowych jak np. przeprowadzka na Karaiby, należy mieć na to odpowiednie fundusze. I tu zaczyna się problem, bo większość ludzi, widząc ceny wyjazdu czy życia na Karaibach od razu panikuje – wszakże to wielokrotność typowych polskich wypłat.

Przede wszystkim – skup się na możliwościach, a nie na przeciwnościach i myśl pozytywnie. Chcesz zmienić swoje życie? Świetnie, ale to wymaga czasu. Nawet wyjazd ze zorganizowaną wcześniej pracą wymaga poważnych przemyśleń, wyrzeczeń i organizacji.

Zanim zagłębię się w dokładne detale tego jak oszczędzać pozwólcie, że przedstawię Wam mój prosty budżet miesięczny, który stosuję od lat. Metoda 30-30-40.
Pozwolił mi on na błyskawiczne zgromadzenie oszczędności przed emigracją z Polski, a obecnie służy jako system oszczędzania, który pozwoli mi na emeryturę w wieku 42 lat:

Pierwsze 30% – OSZCZĘDNOŚCI – znika z mojego konta od razu po przybyciu – ląduje na długoterminowej lokacie w postaci złota. Nie widzę więc nigdy tych pieniędzy, nie zaglądam do nich, nie korzystam. To pieniądze na ewentualną „czarną” godzinę, ale przede wszystkim na inwestycje – w Twoim przypadku może to być właśnie przeprowadzka na Karaiby. Tym procentem „opodatkowuje” również wszystkie dodatkowe przychody – np sprzedaż jakiś niepotrzebnych rzeczy, która generuje jakieś zyski.

Kolejne 30% – MIESZKANIE – jest to kwota stała – 30% oznacza tu maksymalną dopuszczalną część Twoich zarobków NETTO. Oznacza to, że jeśli zarabiasz np. 2000 PLN miesięcznie całkowity koszt wynajmu i rachunków za lokum nie może przekroczyć 600 PLN (to, że nie jest to wcale mało wyjaśnię niżej). Również te pieniądze błyskawicznie znikają z konta – nigdy nie zwlekaj z opłatą za mieszkanie!

Pozostaje nam 40% – ŻYCIE – czyli wszystko od domowych zakupów, przez wydatki na ubrania czy kosmetyki, po wyjścia do restauracji, imprezy, rozrywki, itp…

Osobiście z kwoty na życie wydzielam zawsze stałą sumę, którą potrzebuję miesięcznie na jedzenie, itp. – a reszta pozostaje do dyspozycji na wycieczki, restauracje, itd. W ten sposób łatwo kontroluję na ile i jakie rozrywki mogę sobie pozwolić.


Dużo łatwiej oszczędzać pieniądze jeśli wiąże się to z jakimś celem. Jako przykład przyjmę marzenie wielu osób – emigracja na Karaiby.

Kiedy sama podjęłam decyzję o emigracji z Polski nie miałam prawie żadnych oszczędności. Ułożyłam wtedy powyższy plan, według którego oszczędzałam 1/3 przychodów miesięcznie.

Ale w rzeczywistości udało mi się potrzebną kwotę uzyskać dużo wcześniej niż zakładałam – dzięki dodatkowym oszczędnościom, które zawsze są możliwe, tylko nie chcemy ich widzieć, bo kojarzą nam się np. z gorszą jakością życia. Ale warto maksymalnie „zacisnąć pasa” na krótszy okres i cieszyć się możliwościami i życiem, o jakim zawsze marzyliśmy dużo wcześniej!


Przyjmę kwotę 3000€ jako wystarczającą, aby bezpiecznie spróbować swoich sił i szukać pracy na Karaibach przez co najmniej 1 miesiąc (1500€ jako minimum na przeżycie 2 miesięcy bez pracy, dodatkowe 500€ na bilety w jedną stronę i 1000€ na ewentualne bilety powrotne w razie niepowodzenia – kwoty są zawyżone dla bezpieczeństwa o ok. 20%). Będzie to również wystarczająca kwota na bezpieczną emigrację do innych miejsc np. UK, US, Francji czy Niemiec.

Przestudiujmy zarobki w Polsce – po studiach oraz z kilkuletnim doświadczeniem:

(Uwaga – podane przeze mnie, przykładowe kwoty będą naturalnie różniły się, czasem nawet drastycznie, w zależności od tego w jakim rejonie Polski mieszkasz oraz jaki typ życia prowadzisz. Są to przykładowe sytuacje mające na celu zobrazować sposób planowania oszczędności.)


1. Pensja 1800 PLN:

  • możesz sobie pozwolić na mieszkanie do 540 PLN – czyli wynajem pokoju lub dzielona kawalerka
  • na życie możesz wydać maksymalnie 720 PLN
  • oszczędzasz 540 PLN miesięcznie, co oznacza, że kwotę potrzebną na emigrację na Karaiby uzyskasz w ciągu ok. 2 lat

Gdybyś tymczasowo zamieszkał z np. rodzicami, mógłbyś oszczędzać 2 krotnie więcej – ok. 1000 PLN miesięcznie, co oznacza, że na emigrację uzbierasz w ciągu zaledwie 12 miesięcy. Jeśli dodatkowo ograniczysz wydatki „życiowe” możesz ten czas zmniejszyć o kolejne miesiące.


2. Pensja 2600 PLN

  • możesz sobie pozwolić na mieszkanie do 780 PLN – dzielenie małego mieszkania lub pokój
  • na życie możesz przeznaczyć 1040 PLN
  • oszczędzasz 780 PLN

Na emigrację zaoszczędzisz w ciągu roku i 3 miesięcy, ale możesz to zrobić dużo szybciej. Wystarczy, że zamiast droższego mieszkania wynajmiesz na krótki okres dużo mniejsze i tańsze (lub pokój), za np.: 1100PLN (550PLN na osobę) i dodatkowo ograniczysz życiowe wydatki do 600 PLN. Wówczas na wyjazd uzbierasz w ciągu zaledwie 8 miesięcy!


3. Pensja 4300 PLN

  • możesz sobie pozwolić na mieszkanie do 1290 PLN
  • na życie możesz przeznaczyć 1720 PLN
  • oszczędzasz 1290 PLN

Na Karaiby wyjedziesz za 9 miesięcy. Chyba, że wynajmowane mieszkanie  zamienisz na pokój lub mniejsze, dzielone, za np. 700 PLN a wydatki życiowe zmniejszysz do minimum – 600 PLN, wówczas wyjedziesz już za… 4 miesiące!


Proponuję abyś teraz, biorąc jako wyjściową swoją pensję miesięczną policzył jakie masz możliwości – ile czasu zajęłoby Ci oszczędzanie „na Karaiby”? Jak bardzo możesz przyśpieszyć osiągnięcie potrzebnej kwoty? A może masz już jakieś oszczędności, które możesz tu dodać? Dodatkowo – ile mogą być warte te wszystkie rzeczy, które sprzedasz przed wyjazdem (auto, meble, sprzęt, gry, etc)?

Efekty Twoich kalkulacji mogą Cię zadziwić! Zwykle okazuje się bowiem, że nasze marzenia nie są takie nierealne, jakby nam się wydawało. Wystarczy tylko wszystko zaplanować i zwyczajnie policzyć.


Nie wyobrażasz sobie zamiany obecnego mieszkania na tańsze lub pokój?

W Polsce funkcjonuje przekonanie, że własne mieszkanie to symbol największego luksusu. Prawie każdy młody człowiek marzy o „własnym M”, a wiele par, nawet bez ślubu, decyduje się na gigantyczne kredyty na całe życie, aby tylko zamieszkać „na swoim” (więcej o „sytuacjach kredytowych” i jak z nich wybrnąć przeczytasz tutaj).

Myśl o przeprowadzce do mniejszego mieszkania, a nawet pokoju (dzielenia mieszkania z innymi lokatorami) wydaje się czymś strasznym i niekomfortowym. Jednak w krajach rozwiniętych, jak np. Niemcy, mieszkanie z innymi osobami to rzecz całkiem normalna i bardzo powszechna, nawet wśród 30 i 40-latków!

Wiele osób woli np. mieszkać blisko centrum, ale z innymi, niż we własnym ciasnym mieszkaniu na obrzeżach miasta, za tę samą cenę (oczywiście rynek jest tam rozwinięty więc jest to dużo prostsze – ale nie znaczy to że w Polsce w ogóle nie ma takich możliwości – wystarczy szukać).

Kiedy sama wyemigrowałam z Polski, byłam zmuszona zamienić przestronne mieszkanie na malutki pokój w dość małym mieszkaniu, ale dzielonym tylko z jedną osobą. Początkowo miało to być tymczasowe lokum, zanim znalazłam własny apartament.

Bardzo szybko okazało się jednak, że mieszkanie z kimś jest dużo wygodniejsze, niż „na swoim”. Jest dużo tańsze, pozwala sprzątać 2 razy rzadziej i zwyczajnie milej jest mieć zawsze kogoś z kim można porozmawiać albo poprosić o pomoc – zwłaszcza w obcym kraju! Co więcej – znaczne zmniejszenie dostępnej mi powierzchni przyczyniło się do bardzo pozytywnych zmian w moim życiu – okazało się, że jestem dużo szczęśliwsza gdy pozbyłam się 80% swoich rzeczy.

Nie postrzegaj więc przeprowadzki do tańszego lokum, nawet pokoju, jako coś, co obniża Twój komfort życia. To tylko chwilowa sytuacja, która ma również swoje gigantyczne plusy!

Wolisz mieszkać jeszcze bardzo długo w wygodnym, obecnym lokum, zanim uzbierasz na emigrację, czy też wolisz mieszkać w mniej wygodnym mieszkaniu/pokoju, ale za to móc wyemigrować 2 razy szybciej?

Co jest dla Ciebie ważniejsze? Niezależnie od Twojej decyzji  – mieszkanie za więcej niż 1/3 Twojej pensji stawia Cię w naprawdę trudnej sytuacji jeśli chodzi o oszczędzanie.


A co jeśli masz problemy z utrzymaniem wydatków życiowych na poziomie max. 40% swojej pensji?

Wiele osób żyje dziś „ponad stan”. Abonamenty itp. skutecznie uszczuplają nasze domowe budżety. Kobiety mają słabość do wiecznego powiększania swojej garderoby. Dzieciaki nękają nas o najnowszą grę lub zabawkę. Nie mamy czasu więc ciągle jemy „na mieście”, itd. Dodatkowo zewsząd atakowani jesteśmy reklamami, przekonywującymi nas, że bez tych wszystkich rzeczy, które koniecznie powinniśmy kupić, nigdy nie będziemy szczęśliwi.

Życie skromne jest nie tylko tanie – wielokrotnie dowiedziono, że jest zwyczajnie szczęśliwsze. Oto kilka zasad, których trzymam się ja, aby maksymalnie zminimalizować koszty codziennego życia:

Wystrzegam się wszelkich abonamentów.

Używam praktycznie tylko i wyłącznie internetu – i zawsze w opcji z możliwością wypowiedzenia umowy w każdym momencie (niewiele droższy abonament – ale mamy swobodę decyzji, to jest tego warte!).

Nie mam i nie tęsknię za telewizorem, posiadam tylko małego laptopa i telefon na kartę Pre-Paid (z opłacanym z góry pakietem internetu). Telefony od zawsze kupuję samodzielnie, bez umowy. To naprawdę jest tańsze w dłuższym okresie czasu. I daje Ci wolność.

Abonamenty są stworzone po to, aby przywiązać Cię do danej usługi. Natomiast rynek rozwija się w takim tempie, że praktycznie co pół roku powstają nowe oferty, dużo tańsze od poprzednich. Abonamenty nawet roczne, po prostu są nieopłacalne. W dodatku w 90% płacisz za coś, czego nie używasz (np. pierdyliard kanałów TV – ile z nich tak naprawdę oglądasz?).

Jeśli posiadasz jakieś abonamenty – sprawdź możliwość ich wypowiedzenia/zmiany. I tak musisz to zrobić przed emigracją. Określ swoje potrzeby – jaki Internet Ci wystarczy (firmy sprzedają dziś przepustowości łącz kilkukrotnie przewyższające nasze codzienne potrzeby!), jaki pakiet internetu w komórce?

Przejrzyj oferty Pre-Paid operatorów telefonicznych i wybierz tą, która oferuje najtaniej te rzeczy których faktycznie potrzebujesz (nie, nie są to nielimitowane rozmowy do wszystkich, nikt nie gada całe dnie przez telefon). Do rozmów międzynarodowych dużo lepiej sprawdza się Skype – połączenia telefoniczne również są w nim dużo tańsze.

Nie używam kart

Karty służą mi wyłącznie do płacenia za bilety lotnicze w internecie, itp. Poza tym na początku każdego miesiąca wypłacam stałą, obliczoną kwotę „na życie” z bankomatu i dzielę ją tak, że każdego tygodnia mam do dyspozycji tylko określoną sumę.

Pozwala to doskonale kontrolować wydatki i zapobiega kupowaniu zbędnych „pierdół”. Po prostu jak masz ograniczoną ilość pieniędzy w portfelu to bardziej je szanujesz i rozsądniej wydajesz.

Omijam supermarkety i centra handlowe

Udaję się tam tylko jeśli naprawdę muszę. Po pierwsze dlatego, że jest tam, wbrew wszystkiemu co nam wmawiają, drożej niż w lokalnych sklepikach oraz u rolników sprzedających ze swojej ziemi.

Po drugie – praktycznie wszystko co znajdziecie w tego typu sprzedaży („sieciówki”) jest naprawdę tragicznej jakości. Nawet ubrania Prady czy innego Gucci’ego to jakościowa katastrofa.

Płacisz za markę, nie za jakość. Wystarczy spojrzeć np. na skład materiału dzisiejszych ubrań – 99% z nich to sztuczne poliestry itp. (o szkodliwości noszenia na sobie ubrań wykonanych z plastiku chyba nie muszę wspominać). Firmy typu Zara, etc. sprzedają za grubą kasę rzeczy, które nie warte są złamanego grosza.

Jedzenie supermarketowe to w 90% produkty sprowadzane z bardzo daleka, nawet z innych kontynentów, co oznacza produkty z masowych upraw, zakonserwowane chemią. Jedzenie supermarketowe nie ma smaku, zapachu, a przez to prawie żadnych wartości odżywczych. Kupujesz puste kalorie.

Mięso, nabiał, warzywa i owoce od rolników (wystarczy poszukać w sklepikach, na targach, w internecie) są nie tylko dużo tańsze – są przede wszystkim dużo bardziej wartościowe – czyli łatwiej nimi nasycić organizm. A to oznacza, że potrzebujemy ich dużo mniej! Ja, odkąd znalazłam prawdziwy, lokalny „BIOgród” na Karaibach oszczędzam prawie 500€ miesięcznie.

Utrzymuję stałą ilość rzeczy w garderobie

Od lat trzymam się prostej zasady – wszystko co posiadam musi się bez problemu zmieścić do jednej walizki podróżnej. Oznacza to, że miejsce w mojej szafie jest ograniczone. Jeśli kupuję coś nowego – to tylko i wyłącznie w miejsce rzeczy, która się zużyła.

Na tego typu zakupy zawsze wybieram się z prostym planem – np. białe długie jeansy, beżowy top, itp. Dodatkowo z ograniczonym budżetem – określoną kwotą w gotówce i bez karty. I szukam tylko potrzebnej mi rzeczy.

Oczywiście za każdym razem, jak każda kobieta, znajduję po drodze milion innych rzeczy, które mi się podobają i które mam ochotę kupić. Stosuję wtedy prostą metodę – wychodzę ze sklepu mówiąc, że „jeśli nie znajdę tego czego szukam to po tę rzecz wrócę.

Za każdym razem dosłownie 5 minut później zapominam w ogóle o tej rzeczy lub uzmysławiam sobie, że np. nie miałabym jej kiedy nosić. Ograniczona gotówka zapobiega też kupowaniu rzeczy zbyt drogich. Pomimo, że nie narzekam na zarobki kupuję tylko bardzo tanie ubrania, zwracając uwagę na ich jakość.

Na zwykły top lub szorty nie wydam więcej niż 3-5€, na spodnie – 10-20€, na skórzane buty – 50€. Jeśli nie mogę znaleźć ubrań w takich cenach szukam ich na allegro, szafa.pl, olx.pl itp. gdzie często dostać można nowe, nawet ometkowane rzeczy za ułamek ceny sklepowej!

Gotuję własne posiłki

Na diecie pierwotnej przygotowywanie posiłków zajmuje naprawdę mało czasu. W weekend gotuję zupę, która starcza na cały tydzień, 2 razy w tygodniu przygotowuję puree z lokalnych batatów lub ryż (20min) – jako dodatek do mięs.

Na śniadanie i lunch jem sałatki (10min – np. z gotowanym jajkiem, wędzoną rybą, serem), a po pracy griluję (15min) steka lub kurczaka. Dodatkowo co drugi dzień przygotowuję świeży sok z pomarańczy (a czasem i warzyw), co zajmuje góra 10min.

Oczywiście wszystko to wymaga również zakupu świeżych produktów przynajmniej 2 razy w tygodniu (2x30min). Oszczędzam nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim własne zdrowie (i swoją sylwetkę). Na lunche w pracy wydaję mniej niż 1/3 tego, co płaciłabym jedząc codziennie w pobliskich restauracjach.

Z samymi restauracjami jest tu zresztą podobnie jak w Polsce – są drogie i oferują bardzo wątpliwą jakość – chodzę maksymalnie 1 raz w tygodniu, tylko i wyłącznie gdy z jakiegoś powodu nie uda mi się przygotować sobie wcześniej posiłku lub się z kimś spotykam.

Szanuję pieniądze i rozumiem ich wartość

Każda złotówka, euro czy dolar to dla mnie nie tylko cyferka i kawałek metalu. Nawet najmniejsze pieniądze postrzegam przez pryzmat rzeczy, które można za nie nabyć: 1€ to równowartość np. avocado.

Większość nie rozumie potęgi pieniądza„ah, to tylko 50 centów, to przecież żadne pieniądze”. Ale w sytuacji, gdy nagle potrzebujesz skorzystać z płatnej toalety w miejscu publicznym… 🙂 Mieć a nie mieć te „marne” 50 centów robi gigantyczną różnicę. Te same 50 centów oszczędzone każdego dnia to prawie 200€ w ciągu roku. 200€! To już równowartość biletów dla 2 osób na wakacje na południu Europy! Wolisz je mieć czy ich nie mieć?

Nie doceniamy pieniędzy z tego samego powodu, z którego nie doceniamy wartości swojego głosu w wyborach – faktycznie, jeden głos nie robi różnicy. Ale 10 milionów osób, myślących w ten sposób i nie głosujących – to gigantyczna różnica w wyniku wyborów.

Nazywam to „efektem murowanej ściany” – jeśli położysz na ziemi jedną cegłę to nic się nie stanie. Ale jeśli będziesz kładł tą cegłę codziennie, to niebawem powstanie mur, a później – cały dom.

Takie podejście sprawia również, że jeśli mam na coś wydać nawet małe ilości – to zawsze zastanawiam się czy na pewno jest to tyle warte. Czy np. wolę niepotrzebny kolejny ciuch tylko dlatego, że jest taki ładny, czy może zamiast tego wolę 2-3 duże avocado?

Dla Ciebie może to być np. piwo (gdy mieszkałam w Polsce przeliczałam wszystko na piwa – czasy studiów 😉 lub inne ulubione rzeczy (ważne by było to coś co reprezentuje małe wartości – później mnożysz – czy warto kupić to czy wolę jednak wypić 2 piwa?).


Na pewno niektórym z Was myśl o takich „ograniczeniach” w życiu wyda się wręcz szalona. Polska to kraj, który znalazł się w bardzo niewygodnej pozycji – ekonomia dopiero raczkuje, zarobki są kilkukrotnie niższe niż w krajach rozwiniętych, ale zewsząd jesteśmy bombardowani właśnie zachodnim stylem życia – piękne, wygodne mieszkanie, nowy samochód, najnowszy telefon – to ma zapewnić szczęście. Niestety, w rzeczywistości zapewnia brak szansy na jakąkolwiek wolność – bo praktycznie nikogo na to nie stać – więc większość zadłuża się lub żyje na kartach kredytowych.

Do Ciebie należy decyzja, czy chcesz żyć „ponad stan” i liczyć na to, że kiedyś zarobisz więcej, czy też chcesz wziąć sprawy w swoje ręce, skonstruować plan na oszczędzanie – i skorzystać z szansy jaką dają dziś otwarte granice. Kawał świata stoi przed Tobą otworem  – dlaczego miałbyś nie spróbować?

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

47 myśli nt. „Jak oszczędzać pieniądze? Jak zdobyć to, o czym marzysz?”

  1. Witam, super blog, gratuluje!
    Co do oszczędzania na swoje marzenia – w Polsce przy bardzo niskich zarobkach i kuszucych reklamach drogich nowych produktów nie umiałam nic zaoszczedzic.
    Dopiero jak jestem za granica, zarabiam większe pieniadze, ale też koszty życia mam większe (tez zmieniłam przestronne mieszkanie na pokoj) i poznałam podobnie myślacych ludzi jak Ty zaczęłam oszczędzać. I wcale juz nie musze mieć najnowszych ciuchow, kilku par podobnych butow etc. Wystarczy tyle , żeby z mieściło się do walizki. I czuje się z tym lekko, jakby jakiś ciężar z pleców mi ubyl:)))

    Polubienie

  2. Wspaniały, wartościowy blog! Pani spojrzenie na codzienne sprawy, pozwalają naprawdę zreflektować się nad tym co tak naprawdę jest ważne… żyjemy za szybko i zbyt konsumpcyjnie…
    Pozdrawiam serdecznie i życzę nadal wspaniałych tekstów i tej pozytywnej energii!!💞
    Marta

    Polubienie

  3. Na pewno warto się trzymać takiego schematu gospodarowania pieniędzmi, żeby osiągnąć wymarzony cel. Wspomniałaś, że oszczędności inwestujesz w złoto na lokacie. Ja też miałam taki pomysł, żeby za oszczędności kupić złoto (w celu uniknięcia inflacji lub zawirowań walutowych), ale chciałabym zakupić „fizycznie” złoto, a nie kartkę z takim napisem (może dotarły do ciebie wieści o aferze Amber Gold). Czy mogłabyś napisać, w jakiej formie zakupujesz złoto i czy jest ona bezpieczna?

    Polubienie

    1. Nie ma w pełni bezpiecznych inwestycji. Można tylko minimalizować ryzyko – jak w życiu 🙂 na pewno powstanie na ten temat artykuł czy raczej seria artykułów. Jest w kolejce. Jeśli chcesz kupić złoto z wysyłka to masz wybór pośród kilku światowej renomy „kopalni”. Nie polecam kupować złota w inny sposób jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę.

      Polubienie

  4. A ja nie bardzo rozumiem gdzie jest oszczednosc przy wynajmie mieszkania czy pokoju.przeciez to jest wkladanie pieniedzy do cudzej kieszeni! uwazam ze lepiej miec cos swojego co w razie czego mozna wynajac lub sprzedac.dla mnie to jest inwestycja.

    Polubienie

    1. Żeby mieć coś swojego, raczej trzeba trochę pieniędzy wyłożyć. Ja przykładowo nie był bym w stanie żyć z pętlą na szyi jaką jest długoterminowy kredyt, a gotówki takiej nie posiadam.

      Zresztą żyjąc w Warszawie, nie jednokrotnie ciężko jest jest wydawać zaledwie 30% na mieszkanie. Oczywiście zależy to od wielu czynników. Ja aktualnie dużo nie zarabiam, a za sam mały pokój przechodni płacę 700-850 zł w zależności od rachunków, do tego jeszcze mój organizm ma duże zapotrzebowanie pokarmowe i przy niskiej wadze wydaję minimum 700 zł na jedzenie, nie stołując się na mieście.

      Polubienie

  5. Przy moich zarobkach netto musialabym miec pokoj za £300 miesiecznie. Jest to absolutnie niemozliwe (nawet gdyby zdecydowala sie dzielic pokoj, minimala kwota wynioslaby £350-400, a za £430 mozna miec juz swoja „klitke” i tak sie zaczyna).

    Niemniej jednak podoba mi sie ten system. Sprobuje go po prostu dopasowac do londynskich realiow i zobacze, co z niego wyjdzie. Na ten moment plan wyglada tak: 40% na zycie (ciezko bedzie wcisnac w to metro, ale sprobuje), potem pokoj, a reszta to oszczednosci.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  6. Rewelacyjny wpis. Otworzyłaś mi oczy na bardzo wiele spraw. Jako studentka, powinnam dbać o swoje finanse. Stety (albo niestety) udało mi się, dostaje spore stypendium, i mogę pozwolić sobie na wiele rzeczy. Jednak moją uwagę przyciągały do tej pory markowe kosmetyki, ciuchy, drogie restauracje. Jaki jest efekt? Zamiast wymarzonej Gruzji, muszę się zadowolić Wisłą 🙂 Bardzo Ci dziękuję za ten tekst – od dzisiaj na pewno będę wierna Twoim radom.

    Polubienie

    1. Cieszę się:D Ważne to nie biczować się za błędy tylko się z nich uczyć. Ja też na pierwszym roku miałam stypendium – kupiłam za nie auto 😀 I wtedy to byla inwestycja bo dzięki niemu później mogłam pracować i zarabiać 😀 Powodzenia!!!

      Polubienie

  7. Świetny tekst! Bardzo motywujący do działania 🙂 Kontrola wydatków jest kluczowa jeśli ktoś ma zamiar oszczędzać 🙂

    Polubienie

  8. Dzięki za ten tekst i sposoby na oszczędzanie 🙂
    W tym roku 30% pensji chcę przeznaczyć na wymarzoną podyplomówkę. Mimo, że żyję dość skromnie. Jednak mam w sobie tyle chęci rozwoju i pozytywnego nastawienia, że już zrobiłam pierwszy krok i od października zaczynam realizować marzenie! Musi się udać! 🙂 Pozdrawiam!

    Polubienie

  9. jasne, doliczmy koszty samochodu bez którego nieraz bardzo trudno się obyć no i koszt posiadania dzieci. dla singli w wieku studenckim to spoko ale dłużej tak się nie da żyć. co to za życie w ogóle – wieczne oszczędzanie na każdym kroku!

    Polubienie

    1. Brak zaradności finansowej zrzucać na dzieci to dość nieładne zachowanie. Każdy dokonuje własnych wyborów, ja tylko przedstawiam te, które u mnie zadziałały. Jeśli komuś potrzeba koniecznie samochodów itp. – i z tym jest szczęśliwy, mimo, że żyje i haruje całymi dniami, to przecież ma do tego prawo. Ja chcę tylko pokazać, że da się inaczej.

      Polubienie

    1. Nie ma znaczenia moim zdaniem czy ktoś zarabia rewelacyjnie czy nie, a poprostu chce żyć skromnie. Osoby majętne tez mogą chcieć żyć inaczej niż pozwala im na to stan konta. Nie oceniajmy zbyt pochopnie.
      Liczą się nawyki z tym wszystkim co mamy.

      Bardzo imponuje mi autorka, właśnie takim innym spojrzeniem, skromnością.. i to, ze daje napęd innym do refleksji. 💞💞

      Jestem po rozstaniu po 17 latach i tez to mój główny cel by przyjrzeć się temu w jaki sposób upłynniam to co zarabiam. Chce inaczej, świadomie, podróżować więcej.. wszystko zaczyna się w głowie.. tylko i wyłącznie!

      Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę wytrwałości w realizowaniu swoich planów 🍀🍀🍀

      Polubienie

  10. Rewelacyjny wpis!! Sama staram się oszczędzać min. 30% miesięcznych dochodów. Nie zawsze się udaje (czasem trafia się jakiś większy wydatek, np. ubezpieczenie auta), ale generalną tendencję zachowuję (jeśli gdzieś nie udało się odłożyć 30%, staram się w kolejnych m-cach odkładać więcej).
    Powodzenia i brawo za odwagę!

    Polubienie

    1. Też to słyszałam setki razy 🙂 Niezależnie ile razy to powtórzysz – są ludzie, którzy tak żyją. Ja właśnie zakupiłam bilety na kolejną 3 tygodniową podróż, oraz na podróż 3 dniową za 2 tygodnie…

      Polubienie

      1. Super artykul , od kilku miesiecy przeszlam na tryb oszczedzania , narazie zzeraja mnie rachunki i stare zobowiazania ,ale tylko jak z tego wyjde mysle zze uda mi sie odkladac 30 % choc jestem sama z cora 🙂 AAA zapomnialm dodac , ze splaniam pierwsze marzenie z odjechanej listy – jade do usa 😉 na road trip , wiec jakies oszczednosci sie udalo odlozyc 🙂 Super twoj blog , bede czesciej

        Polubienie

          1. Zebralam grupe 4 osob i wyjezdzamy dopiero w sierpniu na 3 tyg . Moze gdzies kiedys sie spotkamy 😉 W nastepnym roku Azja z moja 12 letnia cora 🙂 Z checia przesledze twoja wyprawe , czekam na wpisy i pozdrawiam 🙂

            Polubienie

            1. Wlasnie czytam twojego bloga i wsiaklam 😀 od kilku godzin ;), mamy podobne podejscie do zycia . Choc ja powoli zaczynam swoja przygode z podrozowaniem , (mloda musiala podrosnac ) . JEszcze pewnie sie odezwe 🙂

              Polubienie

    2. Całkiem realne, jak się to dobrze zaplanuje i trwa się przy tym konsekwentnie. Znam to z autopsji i przykładów paru moich przyjaciół, w tym jednej samotnej matki i jednej pary z dzieckiem.

      Polubienie

  11. Nie cierpie mieszkac z kims, a szczegolnie z obcym. Mieszkalam tak 11 lat i tylko raz obylo bez problemow. A to ktos jest social i lubi przyprowadzac nastepnych obcych do domu, a ja lubie spokoj i cisze jak wracam do domu, a to trzaska drzwiami rano bo jest rannym ptaszkiem (a ja nie), a to wlasnie nie sprzata i kreci nosem jak sie o to przypomni. Na pewno nie wyobrazam juz sobie mieszkac z kims obcym. Teraz mieszkam sama i dla zdrowia psychicznego musze tak miec 🙂
    Pzdr

    Polubienie

  12. Z własnego doświadczenia wiem, że singlowi oszczędzać jest dość łatwo, tylko trzeba chcieć. Mieszkanie to najwyższy koszt, a potem jest już z górki. Rower pomaga zaoszczędzić na transporcie, a poza śnieżną zimą można jeździć na nim bez przerwy. Sam miałem do pracy 15 km i kiepską kondycję, kiedy się na niego przesiadłem i bardzo szybko przywykłem. Oszczędności są tego rzędu, że w dni kiedy Ci się wybitnie nie chce, jedziesz taksówką i Cię na to stać. Jedzenie – zdrowe jest tańsze, bo pełnowartościowe i się nim najadasz. Śmieciowe daje złudzenie sytości, a po chwili jesteś głodny. Poza tym przerzucenie oszczędności na oddzielne konto bardzo dużo daje. Te same pieniądze „wymieszane” z pozostałymi rozejdą się natychmiast, nie wiadomo na co. Mając naprawdę kiepską pracę udało mi się w 2015 roku spełnić marzenie i pojechać w styczniu na urlop do Gwatemali, gdzie niczego sobie nie odmawiałem, a następnie w październiku rzucić wszystko i wyjechać na półroczny staż do Indonezji (taki w który musiałem zainwestować, bo nikt mi go nie finansuje). Po powrocie zamierzam spełniać kolejne marzenia…
    Pozdrawiam, Dawid

    Polubienie

  13. Podoba mi się to o czym piszesz. O oszczędzaniu i wybaczaniu także. Dwa lata temu byłam na rejsie ze znajomymi i zaczynaliśmy z Martyniki. Pierwszą noc spędziłam na parkingu lotniskowym bo na taksówkę w tą i z powrotem oraz nocleg nie było mnie stać. A przynajmniej szkoda mi było tyle wydać. Myślę, że nadszedł czas oszczędzania. Już pewne ruchy wykonałam, teraz pora na następne. Pozdrawiam ciepło

    Polubienie

  14. Świetne porady, które pokazują, że oszczędzanie naprawdę przynosi efekty i, że dzięki niemu można pozwolić sobie na rzeczy, których nie mielibyśmy przy „normalnym” życiu, bez ograniczeń. Dlatego też, wszystkich zachęcam do oszczędzania oraz do zdobywania wiedzy w tym zakresie, aby było ono jeszcze bardziej efektywne.

    Pozdrawiam, Bartłomiej z Confrontera, http://confronter.pl

    Polubienie

  15. w mniejszym mieście nie ma pracy a koszty dojazdu do większego miasta sa ogromne przy cenach paliwa i konieczne przy stanie polskich kolei, koszt wynajętego mieszkania/kawalerki są najdrozsze/ to ponad tysiac zlotych miesięcznie plus koszty smieci gazu pradu i niekiedy takze czynszu, zalezy na jakich warunkach jest wynajecie

    Polubienie

  16. A ja tez podobnie funkcjonuje ale moj bilans finansow wyglada inaczej:

    Mieszkanie – 25% pensji
    Zycie – 20% pensji
    Oszczednosci – 55% pensji

    Staram sie oszczedzac jak tylko moge, i w/g moich obliczen za 8 lat moge miec wczesniejsza emeryture w wieku 36 lat. Chociaz wszystko zalezy od inflacji, bo przez 8 lat wiele moze sie zmienic.

    Moim marzeniem nie jest Grecja czy Karaiby, a Filipiny. Cieszy mnie proste zycia z dala od bieganiny i bycia wszedzie na czas.

    Jednakze to sa tylko plany, coraz ciezej jest mi na emigracji i nie wiem czy jeszcze te 8 lat wytrzymam. Dodam iz zyje sam (bez wspol-lokatorow i bez partnera).

    Polubienie

  17. Bardzo mądrze napisane, jednak z tym oszczędzaniem na początku nie jest tak łatwo, przynajmniej w dużym mieście. Przy wypłacie 1800 zwykle minimum za pokój + rachunki jaki można znaleźć to 650-700 zł, do tego w niektórych miesiącach większe rachunki na które nie masz wpływu, karty miejskie, bilety – jeśli chcesz odwiedzić rodzinę chociaż raz na miesiąc, które mieć musisz, bo na rowerze załóżmy byłoby 2h do pracy.
    Myślę, że nie odnosi się to za bardzo do Polskich realiów i faktu że ceny są nieadekwatne do poziomu zarobków.

    Też odkładam nie kupując prawie nic ponad jedzenie i niestety jedyne co się udaje to 50-100 zł miesięcznie. Niestety większość młodych ludzi tak funkcjonuje. Niestety wówczas nie ma możliwości wyruszyć nawet na miesiąc do Indii 🙂

    Chociaż prawda, że obecnie tak wielu znajomych jest na emigracji, że łatwiej wystartować gdzieś nie mając wiele na ten start 🙂 Chcący zawsze znajdzie sposób.

    Polubienie

    1. Aniu, te przeliczenia podałam na przykładzie średniego miasta w jakim żyłam swego czasu. Może należę do wyjątków ale mi się udawało przeżyć za naprawdę minimalne kwoty – i to nie rezygnując ze wszystkich rozrywek a nawet auta. Wiem, że w większych miastach jest trudniej – dlaczego wówczas nie przenieść się do tańszego? Większe miasto=większa konkurencja a tym samym niższy bilans zarobki/wydatki.

      Polubienie

    2. Proponuję zaktualizować artykuł o oszczędzaniu w polskich warunkach. Przez okres zimy niektórzy,a są to tysiące mieszkańców, płacą nawet 2000 za ogrzewanie, nie licząc innych kosztów mieszkaniowych. Zatem-zejdzmy z gwiazd na ziemię- dla niemałej liczy zarabiających 2 czy 3000 zima to najgorszy okres roku, kiedy nic nie odłożą.

      Polubienie

      1. Przeprowadzka do cieplejszego lokum (cegła) i inwestycja w dobry welniany sweter 🙂 W Niemczech ludzie w ogóle nie grzeją w zimie i jeszcze okna w łazienkach otwierają. Da się, choć nie jest przyjemnie, przyznam, ja tego nienawidziłam w Berlinie:D

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s