Jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy? Co jest Ci naprawdę potrzebne?

Laptop, komórka, aparat, kilka bluzek, 4 sukienki, 3 pary jeansów, 3 swetry, płaszcz, bikini, 3 pary butów, klapki, pocztówki od znajomych i tablica marzeń oraz „kolekcja” 3 miniaturowych samochodów. To absolutnie wszystko co posiadam. I naprawdę nie potrzebuję i nie chcę mieć nic więcej.

Kiedy planowałam przeprowadzkę na drugi koniec świata było oczywiste, że większości rzeczy nie zabiorę ze sobą. Oznaczało to sprzedaż moich nowych mebli. Sprzedaż samochodu. I oddanie lub wyrzucenie około 90% ubrań i rzeczy. Oznaczało to też porzucenie nowej, świetnie płatnej posady.

Czy było trudno?

Tak. Ale jeśli sądzisz, że zakupy i posiadanie nowych rzeczy sprawia Ci przyjemność, spróbuj się ich pozbyć. Satysfakcja jest nieporównywalnie większa i trwalsza niż radość z nowych rzeczy. Może Ci się to wydawać szalone, ale pozbycie się rzeczy sprawi, że będziesz dużo szczęśliwszy.

Ograniczenie się do jednej walizki było jednym z najcenniejszych doświadczeń życiowych. Nie twierdzę, że każdy powinien zrobić to samo. Była to oczywiście dość ekstremalna sytuacja. Ale uważam, że każdy może paradoksalnie bardzo dużo zyskać pozbywając się rzeczy, których tak naprawdę wcale nie potrzebuje.

Przede wszystkim wolność!

Jeśli faktycznie chcesz zmienić swoje życie, jeśli myślisz o podróżowaniu albo przeprowadzce w inne miejsce – zacznij pozbywać się ich już teraz.

Przerwanie przywiązania do rzeczy materialnych może wydawać się trudne, ale gdy tylko je rozpoczniesz, staje się proste i motywuje Cię do odważnych decyzji. Dopiero wtedy tak naprawdę stajesz się wolny i tylko wtedy możesz dokonać śmiałych wyborów. 

Zacznij od najprostszego – ubrań

Wszystko czego nie planujesz na siebie włożyć w ciągu najbliższych 2 tygodni lub w następnym sezonie zwyczajnie wylatuje z szafy. Założę się, że będzie to około 80 jeśli nie 90% Twoich rzeczy.

Jeśli wydaje Ci się to trudne – połóż sobie dużą walizkę na podłodze i wrzuć tam tylko te rzeczy, których faktycznie potrzebowałbyś ze sobą zabrać gdzieś daleko.

Wszystkie rzeczy których się pozbywasz są Tobie całkowicie niepotrzebne, mogą za to być niezbędne dla kogoś innego, jeśli np. oddasz je na dobroczynność.

Tak, prawdopodobnie poczujesz irytację. Będziesz mieć wątpliwości. Będziesz przez chwilę żałować. Ale gwarantuję Ci, że w ciągu godziny nie będziesz nawet pamiętać, że kiedykolwiek posiadałeś tą czy inną rzecz.

Jeśli zapytasz mnie o te 80% rzeczy, których pozbyłam się przed przeprowadzką – nie będę w stanie wymienić Ci nawet jednej! Zwyczajnie nie pamiętam tych wszystkich szmat i pierdół, które wtedy wydawały mi się takie trudne do porzucenia! Tak małe znaczenie mają rzeczy materialne. 

I po takiej akcji prawdopodobnie będziesz mieć ochotę uporządkować więcej w swoim życiu. Od zakurzonych rzeczy na meblach po same meble. Może nawet i więcej.

Bo bardzo szybko zdasz sobie sprawę, jak bardzo te wszystkie rzeczy Cię blokują. Zajmują Ci nie tylko fizyczne miejsce w życiu ale też w Twoim umyśle.

Sztuka wyboru

Pewnie, że fajnie jest mieć piękny dom, ale jeszcze fajniej jest mieć możliwość mieszkać gdzie się chce i kiedy się chce. Fajnie jest mieć wygodną designerską sofę, ale jeszcze fajniej jest mieć komfort myśli, że w każdej chwili możesz wyruszyć na wycieczkę dookoła Świata, gdybyś chciał.

Wolność to jedna z podstawowych potrzeb człowieka, która prowadzi bezpośrednio do szczęścia. Im więcej rzeczy posiadasz tym mniej stajesz się wolny – „rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie”.

Wszystko przez przywiązywanie się do nich. To tak naprawdę ono Cię powstrzymuje. Wydaje Ci się, że  nie mógłbyś bez nich żyć. Możesz. I  nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to łatwe.

Kolekcjonujemy rzeczy materialne, bo wydają nam się trwałe. Nie ma nic bardziej błędnego. Każda rzecz niszczeje z czasem i traci wartość. Doświadczenia życiowe – one nie starzeją się nigdy, nikt nie może nam ich odebrać, a z czasem nabierają coraz większej wartości.

W moim przypadku pozbycie się prawie wszystkiego zajęło około miesiąca. Chwilami było to trudne. Ale ani razu tego nie żałowałam.

Pomyśl o swoim życiu jak o ograniczonej przestrzeni. Musisz zrobić miejsce na nowe rzeczy, nowe doświadczenia, nowych ludzi. I jedyny sposób to pozbyć się tego co masz teraz.

I gwarantuję Ci, że kiedy zostawisz tylko najpotrzebniejsze, najbardziej podstawowe rzeczy, które faktycznie mają dla Ciebie jakąś wartość – zmieszczą się one do jednej walizki. Wszystko inne, co warto posiadać w życiu potrzebuje miejsca tylko w Twoim umyśle.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

35 myśli nt. „Jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy? Co jest Ci naprawdę potrzebne?”

  1. Też tak kiedyś myślałam – wolność, wiecznie w podróży, mieszkałam w różnych azjatyckich krajach – było pięknie 😉 Ale to jest metoda na życie dla bezdzietnych. Dzieci potrzebują chodzić do szkoły ( a to Cię przybija w jednym miejscu), potrzebują stabilizacji, rodzinnej atmosfery, a nie wspoldzielonego mieszkania ze studentami za 700 zł 😉 Nie możesz co chwile zmieniać miejsca, czasem fajnie jest mieć rodzinę pod bokiem.

    Konieczne jest więc stałe mieszkanie (pewnie na kredyt) i raczej życie w jednym miejscu. Co oczywiście nie oznacza, że nie możesz kupować mniej i oszczędzać, dzięki temu więcej podróżować i szybciej spłacić kredyt 😉 Nie każdy abonament też jest zły – ja np. na swoim oszczędzam, bo mam nielimitowane rozmowy, które na kartę kosztowały by sporo.

    Każdy ma inną sytuację i inną drogę do szczęścia 😉 Twoja wcześniejsza odpowiedź na komentarz, z porównaniem siedzenia w jednym miejscu do zażywania narkotyków wygląda, jakbyś nie zdawała sobie sprawy, że każdy z nas jest inny, ma prawo do własnego zdania i uważała, że Twoja droga jest jedyną właściwą. Mam nadzieję, że tak nie jest 😉

    Polubienie

    1. Tysiące ludzi podróżujących z nawet malutkimi dziećmi zaprzecza Twojej teorii 🙂
      Dzieci nie potrzebują stabilizacji, dzieci potrzebują wolności, uwagi i autorytetu. Nie potrzeba im ani szkoły, ani mieszkania na kredyt, ani tym bardziej uwiązania do jednego miejsca. Moim zdaniem szukanie sobie tego typu argumentów to zwykłe wymówki. Dzieci stosowane są jako wymówka bardzo często. Co mnie dziwi, bo powinny być przecież motywacją do zmian na lepsze.

      Nie mówię, że nie można żyć w konkretny sposób i być szczęśliwym. Można. Ale jeśli mówimy: „Ja nie mogę, bo dzieci” – to nie jesteśmy ani szczęśliwi, ani odpowiedzialni. Jesteśmy słabi i używamy dzieci jako wymówki.

      Polubienie

  2. Piszesz żeby pozbyć się wszystkich zbędnych rzeczy a w innych wpisach piszesz o właściwym odżywaniu a żeby przygotować sobie dobre jedzenie w kuchni potrzebujesz trochę więcej rzeczy niż się zmieści do 1 walizki. Wynajmujesz wyposażone mieszkanie czy może na karaibach są dostępne miejsca w których podają bezcukrowe potrawy?

    Polubienie

    1. Kupujesz/odsprzedajesz. W kuchni mam mało rzeczy – 2 garnki (mały + duży), 2 patelnie (tak samo mala+wieksza), multifunctional pokrywka do wszystkiego też x2 (mala+wieksza). Tarka, żarodporne coś do pieczenia, 4 talerze, sztuczce, serwetki, etc. Nie wiem po co ludziom jakieś zastawy stołowe etc. Nie mam też zmywarki ani innych tego typu pierdół. Rzeczy których używam kupuję najlepszej jakości (np. ceramiczne), żeby łatwo odsprzedać gdy wyjeżdżam.

      Można też wynajmować umeblowane pod klucz mieszkania i tak robiłam w Berlinie.

      Plusy posiadania małej ilości w kuchni to szybsze (o dziwo) gotowanie. Ja gotuję 2 razy na tydzień, raz na 2 tygodnie przygotowuje rzeczy typu starty słoik sera, sos pomidorowy, warzywne przetwory, etc.

      Polubienie

  3. Czytając bloga przypominają mi się moje podróże, przemieszczanie się między Polską a UK i choć czasem było trudno, to świetne wspomnienia zdecydowanie przewyższają wszystko inne. Obecnie mieszkam ponad rok w Warszawie (przez ten czas była podróż do Turcji i Barcelony) i powoli zaczyna mi doskwierać chęć ponownie przemieszczania się i próbowania nowego. Nie, nie zarabiam tzw. „dobrej pensji w Wawie”. To dla malkontentów :). Dziękuję Kasiu za Twoje wpisy na blogu, motywujące, dające do myślenia i przesylajace dużo pozytywnej energii… Ps. Kiedyś przeczytałem „kupujemy rzeczy których nie potrzebujemy, za pieniądze których nie mamy by zaimponować ludziom których nie lubimy”. To jest jedno z tych zdań, które spowodowały początek mojej podróży z minimalizmem. Dodatkowo dodam dla osób, które stwierdzą, że kiedyś trzeba się zatrzymać, iż 9 lat temu kupiłem mieszkanie w jednym z większych miast w Pl, które wynajmuje od dwóch lat. Tak , choć nie miałem możliwości zapłacić gotówką traktuje je jako pewna lokatę. ,Pozdrawiam właścicielkę blogu jak i czytelników :).

    Polubienie

  4. Jesteś wspaniałą niezwykle wartościową osobą! Tak się cieszę, że prowadzisz tego bloga! Tyle się można od Ciebie nauczyć! Twoje wpisy są genialne, pokazujesz jak żyć pełnią, przypominasz co jest w życiu najważniejsze. Kocham to miejsce, które tworzysz!
    Właśnie będę zaczynała nowy etap życia – przeprowadzka i wspólne mieszkanie z Narzeczonym. Na pewno pozbędę się wielu rzeczy bez cienia wątpliwości! Przecież posiadam ubrania, których nawet kilka lat nie założyłam licząc na to, że może kiedyś założę….teraz widzę bezsensowność takiego myślenia 🙂 Dziękuję 😉

    Polubienie

  5. Przeczytałam poprzednie komentarze i widzę, że bardzo dużo osób traktuje ten tekst (i inne z tej kategorii) zbyt dosłownie. Tu przecież nie chodzi o jedną walizkę tylko tak jak wielokrotnie wspominałaś o brak przywiązania do rzeczy. Walizka to tylko metafora. To może być też plecak albo 3 torby :). Chodzi o to, że pierdyliard rzeczy materialnych nie może decydować o tym jak i gdzie spędzasz życie. Żeby łatwiej było się przeprowadzić lub w razie utraty rzeczy np. w wyniku kradzieży nie tracić sensu życia, który podświadomie bywa w nich zaklęty! Uwielbiam blog i czytam zapamiętale 🙂

    Polubienie

        1. Niektórzy lubią też silne narkotyki i inne używki. Oczywiście każdy ma prawo zniszczyć sobie życia na swój własny sposób, jak to mawia mój znajomy, ja tylko ostrzegam przed niebezpieczeństwem 🙂

          Polubienie

  6. Uwielbiam ten wpis i czytam go juz nie wiem, ktory raz. Ja juz od poltora roku staram sie zminimalizowac swoje zycie. Latwo nie jest, czesto zbaczam z kursu, ale nie poddaje sie. Ten wpis dodaje mi motywacji do dalszego dzialanie 🙂 wierze, ze pewnego dnia uda mi sie osiagnac taka wolnosc i spakowac sie do tej jednej, slynnej walizki. Pozdrawiam,
    Emilia

    Polubienie

  7. Super blog! Czytam go od rana i nie mogę przestać. Do większości tematów mam podobne podejście , może dlatego,że interesuję się rozwojem osobistym i psychologią. Co do pozbywania się rzeczy robię to co jakiś czas. Przeznaczam dla potrzebujących. Z poczuciem wolności jest tak jak piszesz. Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

  8. Też chciałabym przenieść się na jedną z wysp karaibskich i myślę że dam radę spakować się do jednej walizki.Ale jest jeden problem a może i więcej: 1.Skąd wziąć pieniądze na podróż przy najniższej krajowej? 2.Dostać pracę w wieku 43 lat na wyspie i przy podstawowej znajomości języka? 3.Ze zdrowiem też nie najlepiej więc harować w tych temperaturach to wykluczone.Podsumowując nie jest to takie proste,a nie że nie chce człowiek o tym myśleć.

    Polubienie

    1. 1. – odsyłam do mojego artykułu: https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/05/06/skad-wziac-pieniadze-na-podroze/
      2. Praca jest wszędzie, jak jej skutecznie pisać opisałam również na blogu w sekcji „Praca”. W kwestii wieku polecam art: https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/03/23/masz-30-lat-i-czujesz-sie-staro/
      3. Ze zdrowiem nie jest najlepiej – więc żyć w silnie zanieczyszczonej Europie zamiast na Karaibach – jednym z niewielu rejonów na Ziemi które jeszcze nie zostały kompletnie zdegradowane jest lepiej? Tego nie mogę uznać za logiczne.

      „Ten kto nie chce – szuka powodu. Ten, kto chce – szuka sposobu”.

      Polubienie

      1. Tak czytałam Pani opis.No myślę że chyba prosto obliczyć co można odłożyć z pensji 1280 zł.Na mieszkanie starczy,bo dzielę opłaty na połowę z córką.Miesięczne odkładanie to 384 zł,więc niewiele.Na życie 512 zł.Może i byłoby to możliwe,gdybym nie miała diety bezglutenowej (niestety przy celiakii jest konieczna)+krople na jaskrę+tabletki na kręgosłup.Dodatkowo co trzy miesiące suplementacja i podnoszenie odporności.Nie mówię już o dentyscie.Aktualnie od grudnia nie będę mieć pracy(może jakiś pół etat)ponieważ choruję.To proszę to wszystko zrobić z pensji 643 zł.Pozdrawiam i życzę więcej wyobraźni. Mimo wszystko miło czyta się Pani blog:)

        Polubienie

        1. Źle podchodzisz do tematu. Znajdź priorytety w życiu, bo widzę że żyjesz jak Ci mówią, a nie tak jak chcesz. Na celiakię zrób sobie GAPS, nie dość że cię wyleczy to jeszcze ograniczy koszty drastycznie. Jeśli dodatkowo włączysz odpowiednią suplementację (na oczy) – możesz mocno zmniejszyć swoją jaskrę, czy nawet całkowicie się wyleczyć (nie będę Ci dawać gotowców – poguglaj i sama sprawdź temat). Kręgosłup – to samo. Branie tabletek zawsze w dłuższym okresie czasu więcej szkodzi niż pomaga. Ale tu nie napisałaś dokładnie o co chodzi więc nie mogę nic doradzić. Przykro mi bardzo, że masz tak trudne warunki i tyle „na głowie”. Ale to naprawdę nie jest wyrok. Od Ciebie zależy jak będzie wyglądać Twoja przyszłość. Zmiany zajmą lata, ale mogą dać rezultaty, to samo oszczędzanie. Masz do wyboru tylko „próbować” coś zmienić, albo zdać się na łaskę losu i słuchać ludzi (np lekarzy) którzy Ci mówią „nic się nie da zrobić”, „nic Pani nie zrobi”… Ja też jestem teoretycznie „nieuleczalnie” chora. Całe życie to słyszałam. Aż w końcu wzięłam sprawy w swoje ręce. I zajęło to również lata eksperymentów – ale dziś wiem, że było warto. Życie pełne energii i zdrowia jest naprawdę cenniejsze niż wszystko inne na Ziemi. I nie da się go „kupić”. Można to tylko zdobyć ciężką pracą nad sobą i swoim życiem. Praktycznymi zmianami. Życzę Ci wytrwałości w szukaniu!

          Polubienie

            1. Każdy przechodzi trudne momenty życia. Każdy. Nawet Ci, co mają miliony i „wszystko”. Kwestia jak do tego podejdziemy definiuje naszą przyszłość. Rozumiem Twój ból i współczuje. Ale pomóc sobie możesz tylko sama. Od Ciebie zależy Twoje życie.

              Polubienie

  9. Podróżować przez pewien czas się da, a i owszem. Ale żyć na stałe w takim minimalizmie już niekoniecznie. Dlaczego? Już sama moja gitara elektryczna nie mieści się do walizki podróżnej, a wzmacniacz, choć nieduży, jest bardzo kiepsko przenośny. Mam też gitarę klasyczną, bo lubię różne gatunki muzyki. W tym momencie cieszę się, że choć tego chciałem, to jednak nie nauczyłem się grać na fortepianie (chociaż w sumie i tak nie był mój).

    Poza tym, mieszkając w akademiku, przekonałem się, że do życia człowiekowi potrzeba całe mnóstwo głupich ale koniecznych pierdół, łącznie dość kosztownych i zajmujących sporo miejsca, jak na przykład garnek, patelnia, jakiś kubek albo dwa, zimowy płaszcz i buty odporne na śnieg… Nie mówiąc już o własnej biblioteczce złożonej z książek wartościowych a trudno dostępnych. Jest co prawda jeszcze jedna możliwość – kupować wszystko na bieżąco i wyrzucać przy każdych przenosinach. Ale to już przekracza możliwości mojego portfela. Szczególnie, że oszczędzanie metodą 40% – 30% – 30% w mieście, w którym wynajem małego pokoiku (wraz z opłatami) zabiera więcej niż połowę przeciętnej pensji, jest niewykonalne.

    Polubienie

      1. Ja tęsknię za swoją muzyką już po kilku dniach niegrania. Więc jakie są możliwości? W imię wolności porzucić wartościowy element w swoim życiu? A może szukać jakiejś gitary za każdym razem, gdy zechcę coś zagrać? To by dopiero było zniewolenie – każdego wieczora szukać kogoś, kto ma sprawną gitarę i akurat zechce ją użyczyć.

        Tak się zastanawiam… Skoro wolność ma mi odebrać jeden z lepszych (i przyjemniejszych!) aspektów życia, to gdzie się zaczyna „wolność bezdomnego”, gdy bez znaczenia jest gdzie się pójdzie, bo nigdzie nic na nas nie czeka?

        Przypomina mi to historię Paula Erdosa, genialnego współczesnego matematyka, który całe swoje życie poświęcił matematyce. Przez 30 lat żył w podróży, na własność posiadał wyłącznie jedną walizkę z kilkoma najpotrzebniejszymi przedmiotami, a spał i mieszkał u matematyków z całego świata, którzy przyjmowali go pod swój dach. Prawdziwie wolny człowiek, którego myśli zaprzątały wyłącznie wzniosłe sprawy matematyki, a o którego przetrwanie, wikt i opierunek zadbać musieli jego kolejni gospodarze, za jedyną zapłatę otrzymując wspólne publikacje (warte zresztą dużo więcej niż wszystkie pieniądze świata).

        Dlatego odnoszę wrażenie, że modne ostatnio poszukiwanie wolności i minimalizmu to nic innego, jak niejawne zrzucanie odpowiedzialności za siebie na barki uziemionych domem i pracą ludzi, którzy z dobroci serca nas przyjmują pod swój dach, a którym – w przeciwieństwie do wybitnego geniusza – nie mamy do zaoferowania nic więcej ponad swoją obecność, rozmowę i czasem pomoc w obowiązkach domowych. A tym akurat można obdarowywać innych poprzez zwykłą rozmowę przy kawie lub na spacerze – nie potrzebne jest tu wymuszanie noclegu.

        Podsumowując: wolni mogą być tylko dzieci i najbogatsi – czyli ci, na których pracują inni ludzie, albo bezdomni – których nikt nie traktuje poważnie i których – o czym mogę zaświadczyć z własnego smutnego, acz krótkiego doświadczenia – nikt nie chce przyjąć pod swój dach, choćby na jedną chłodną noc.

        Polubienie

        1. Nie zrozumiałeś tekstu i mojej wypowiedzi. Tu nie chodzi o to, żeby wszystko rzucić i odrzucić (np. radość z tworzenia muzyki). Tu chodzi o to, aby taka „głupia” gitara nie decydowała o Twoim życiu. Chodzi o to, żeby jej nie pakować i na silę ze sobą nie brać, tylko wziąć to co naprawdę jest najpotrzebniejsze (do jednej walizki) i ruszyć gdzieś indziej. Gdy już jesteś gdzieś indziej kupuje (np używaną) gitarę i tworzysz dalej. Potem znów się przemieszczasz itd. Chodzi w tym wszystkim o to, aby uświadomić sobie że Twoja gitara Cię nie definiuje, tak samo jak nie definiuje Cię praca, itd. Że możesz być kim chcesz i gdzie chcesz. Ale że to wymaga właśnie takiego podejścia, zrozumienia że to są TYLKO rzeczy, a prawdziwa Twoja potrzeba to tworzenie muzyki a nie ta konkretna gitara.
          Mam nadzieję że to wyjaśnia istotę tematu. I że jak podejmiesz decyzję o zmianie życia, Twoja gitara Ci jej nie przekreśli.

          Polubienie

          1. Gitara to tylko rzecz, ale też gitara to nie jest tylko kubek do picia. Kiedy wyruszę w następną podróż, jak zawsze zabiorę przynajmniej jedną gitarę ze sobą. Wolę mieć dwie ciężkie walizki i swoje gitary w podróży niż tylko jedną lekką walizeczkę bez nich. Kupno nowej gitary to duży wydatek, a te używane wystawiane na sprzedaż często są zaniedbane – nierzadko nie stroją, drewno bywa przesuszone i kiepsko rezonuje, a struny bywają przerdzewiałe. No i jeszcze sentyment – te wszystkie lata z muzyką, samotne i z przyjaciółmi, i z tą gitarą właśnie, której brzmienie i kształt tak dobrze znam.

            I nadal jestem ciekaw, gdzie jest granica pomiędzy zdrową wolnością a „wolnością bezdomnego”.

            Polubienie

            1. Jeśli masz taką możliwość – czemu nie? Tu nie chodzi o kompletny radykalizm, tylko tak jak powiedziałam – o świadomość, że żeby coś mieć, trzeba często coś innego porzucić (przynajmniej na chwilę). O to by gitarze czy innej rzeczy materialnej nie podporządkowywać życia 🙂 A jeśli chcesz ją „taszczyć” i możesz – to rób to!

              Polubienie

    1. To nie kwestia odwagi. To kwestia priorytetów i obiektywnego oceniania rzeczywistości. Ja podziwiam „za odwagę” ludzi, którzy np. pracują ciężko i poświęcają całe swoje życie mając nadzieję na jakąś emeryturę…

      Polubienie

  10. Ciekawy tekst, podziwiam Cię za to, co zrobiłaś. Ja nie wiem czy odważyłabym się na taki krok. Nigdy nie należałam do minimalistów, ani w ubiorze ani w designie. A teraz miałabym zostać z jedną walizką? No nie wiem…
    Pewnie kiedyś, gdy wyprowadzka do NZ stanie się realna, coś trzeba będzie zrobić. Ale teraz wolę o tym nie myśleć.
    Pozdrawiam,
    Z.

    Polubienie

    1. I dlatego właśnie wyprowadzka do NZ jest tak daleko, że aż nieosiągalna – bo nie chcesz o tym myśleć 🙂 Ale kazdy dojrzewa do róznych decyzji w sowim czasie.
      Zapewniam Cię jednak że jeśli kiedykolwiek to zrobisz – będziesz sobie pluć w brodę że tak długo zwlekałaś.

      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s